Pierwsza odsłona TDU była ciepło przyjętym odświeżeniem legendarnej marki gier, która zadebiutowała w 1987 roku. Największe triumfy święciła trzecia część serii wydana w 1990 roku, która pozwalała na swobodne przemierzanie dostępnych dróg. Sam dobrze pamiętam, jaką frajdę sprawiało jeżdżenie wektorowymi supersamochodami i uciekanie przed policją. Choć kompletnie nie rozumiałem, jaki jest cel gry, to wtedy istotą zabawy było dla mnie samo zwiedzanie dostępnego obszaru, a pojechać można było dosłownie wszędzie.
Kolejne gry z cyklu mocno nadszarpnęły reputację marki. Zrezygnowano z otwartego świata i zrobiono bardziej tradycyjną ścigałkę. W międzyczasie zahaczono o tematykę rajdów po bezdrożach i zaliczono romans z wyścigiem Le Mans. Niestety, żadna z owych produkcji nie była warta większej uwagi.
Dopiero wydanie w 2006 roku Test Drive Unlimited tchnęło w serię nowe życie. Z dużą dbałością o szczegóły twórcy odwzorowali hawajską wyspę O’ahu (1600 km dróg), udostępnili ponad 90 samochodów (były też motocykle) i stworzyli rozbudowany mechanizm przeznaczony do gry sieciowej. Można pokusić się o stwierdzenie, że Test Drive Unlimited było pierwszą udaną samochodową grą MMO.
Teraz nadszedł czas na kontynuację. Zapowiedzi Eden Games brzmiały obiecująco. Zgodnie z zasadą „więcej = lepiej” w sequelu otrzymamy do eksploracji już dwie wyspy. Pierwszą – znaną z poprzedniej części (O’ahu) oraz drugą, nową – Ibizę. Łącznie daje to blisko 3300 kilometrów tras. Rozwinięto też elementy społecznościowe, wprowadzono zmienne warunki pogodowe, możliwość jazdy po bezdrożach, dwa razy większą liczbę wyzwań... Żaden miłośnik wirtualnego jeżdżenia samochodami nie przejdzie obojętnie obok takich rewelacji. Miałem to szczęście, że przypadło mi w udziale przetestowanie zaawansowanej wersji beta najnowszej ścigałki Atari. Niestety, nie dane mi było sprawdzić możliwości społecznościowych gry, ale jeśli chodzi o rozgrywkę, wypróbowałem prawie kompletny produkt.
Od zera do bohatera... znowu
Pierwszą zauważalną zmianą w stosunku do wcześniejszej odsłony jest fabularyzowany tryb kariery. W TDU po prostu lądowaliśmy na wyspie i o dalszym rozwoju wypadków decydowaliśmy sami. Tutaj jesteśmy niejako prowadzeni za rękę. O tym, czy to dobrze, czy źle – już za chwilę.