Szybka myśl na czwartek: Call of Duty to remake Commando

Myśląc o współczesnych FPS-ach wprowadzamy czasem podział na te bardziej postępowe, nowoczesne, w rodzaju Call of Duty i te drugie, odwołujące się to radosnej i bezpretensjonalnej przeszłości, jak Bulletstorm. W tych pierwszych liczy się przede wszystkim spektakl, a gracz prowadzony jest prostą ścieżką, na której jego rola ogranicza się jedynie do eliminowania kolejnych wyskakujących na niego wrogów. W drugich ważniejsza jest własna inwencja, plansze są na ogół bardziej skomplikowane i przypominają areny do rozgrywek sieciowych. Toczą się na nich pojedynki nie tylko na umiejętności strzeleckie, ale też na spryt.

Czy napisałem "bardziej postępowe"?

Ostatnio przypomniałem sobie grę Commando. I patrząc na jej rozgrywkę nie mogłem uniknąć jednej myśli - przecież to jest Call of Duty! Tylko spójrzcie i wyobraźcie sobie, jak wyglądałaby ta akcja przedstawiona z perspektywy pierwszej osoby i w nowoczesnej grafice. No i z trochę wolniej biegającymi przeciwnikami. I większą ilością wybuchów. I skryptów.

No dobra, może to i gdybanie w rodzaju "gdyby babcia miała wąsy". Ale jakoś ciężko uniknąć tego skojarzenia. Czy jest uzasadnione? Co wy o tym myślicie?

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!