Uwaga: Najnowsze wpisy będą pojawiać się na górze artykułu, a tu będziemy umieszczać linki do poszczególnych części naszej relacji.
16:31 Nad kosmosem zapada już zmrok. I my się z Wami żegnamy, jest to koniec naszej relacji z singlplayerowej części rozgrywki. Kiedy recenzja? Czy odważymy się zagrać na multi? Czy Jim ukoi swoje zmęczone serce? Czas pokaże. Pewni jesteśmy jednego, zamiast choinki w tym roku w redakcji powiesimy coś takiego:
16:30 Na koniec zaś naszej relacji chcemy pokazać pewną ciekawostkę. Jak wszyscy wiemy, StarCraft II został w pełni zlokalizowany. W tym przypadku oznacza to nie tylko to, że będziemy słuchać "Idzie się", "Sprzedaj mnie", czy innych potworków językowych, ale zobaczymy między innymi takie rzeczy:
Wielki pokaz bilbordów z pierwszej misji
A teraz spójrzmy w jaki sposób będzie wyglądać gra z takimi smaczkami:
Blizzard zadbał chyba o każdy najmniejszy szczegół, nawet o zmianę napisów na asfalcie czy tablicach na autostradach. Można nie grać w ich gry, ale jak ich nie szanować?
15:55 Strona główna StarCrafta II. Możemy na przykład... poszukać znajomych starcraftowych na Facebooku... Zaskoczeni?
Profil gracza wraz ze wszystkimi statystykami i wyliczeniami. Trochę przerażający, szczerze mówiąc, każde niepowodzenie wytknięte i skatalogowane, każdy ucieczka z pola bitwy pokazana w formie liczbowej. Jak widzicie, Blizzard zachowuje charakterystyczną oprawę graficzną. I chwała im za to - Steam graficznie niestety ustępuje temu, co robi Battle.net.
W wolnych chwilach możemy sobie podejrzeć na przykład drzewka technologiczne. W ogóle StarCraft II ma w swoim wnętrzu wszystko to, co potrzebne jest społeczności do grania. Przeglądarkom ubędzie trochę użytkowników!
Tu możemy przejrzeć osiągnięcia i wybrać te, które chcemy pokazać światu. Na razie mam tylko dwa, ale już niedługo będą tu te najlepsze, dostępne tylko dla Koreańczyków i hardcorowych pececiarzy!
15:42 Ok, skończmy z relacjonowaniem misji, teraz zajmijmy się innymi sprawami, które StarCraft II dodaje. Na początku spójrzmy na te rewolucyjne funkcjonalności Battle.netowe.
15:40 Jim bardzo się przejął powrotem Zergów. Twardy z niego chłop, choć najwyraźniej jest trochę miękki w środku. Tym lepiej, łatwiej go polubić!
Tymczasem możemy zobaczyć nowość w serii, czyli ekran polepszania jednostek. Miły przerywnik, a do tego można wydać te wszystkie kredyty, które zarabiamy podczas misji.
15:30 Zergowie przybyli, ale jak na razie nie zwyciężyli. Wytaczają na mnie mutaliski, myślą, że się nie zabudowałem wieżyczkami. A tu niespodzianka, misie ze skrzydłami spadają w dół jak misie bez skrzydeł spadające w przepaść!
Kilku żołnierzy rebeliantów utknęło, podobno otaczają ich wrogowie, ale ja nic nie widzę. No nic, trzeba ruszyć nasze zapakowane w zbroje tyłki i pomóc tym płaczkom wrócić do domu:
Tymczasem po odparciu kilku fal wroga postanowiłem zrobić mały wypad. Drużyna złożona z sanitariuszek (Raynor ma gdzieś, że to kobiety, zwracając się do swoich podwładnych per "chłopcy") i marines atakuje bazę wroga. Sukces jest pełny - kto wie, może przy odrobinie szczęścia zamienilibyśmy tę ewakuację w natarcie?
A nie, tak się nie da, bo przecież misje są całkowicie skryptowane. No cóż, bywa, dla zabicia nudy niszczę kolejne bazy Zergów.
Przy okazji pokazuje się nowość, wielkie robale, które pod powierzchnią ziemi przenoszą oddziały zerglingów. Giną tak szybko, że nie zdążam z robieniem zrzutów.
15:07 Drugie podejście, idzie już znacznie lepiej. W ciągu misji dodawane są nowe cele, więc jest dość ciekawie, trzeba lawirować między obroną a wypadami. Nie jest źle...
14:47 A oto i nasze położenie: prawa flanka z mostem, więc zastawimy ją bunkrami i będzie ok:
A oto i lewa flanka, z mostem, więc zastawimy ją bunkrami i będzie ok, prawda? PRAWDA?
Pierwsze spotkanie z Zergrami. Wyłażę z bazy, a one tam se siedzą. Szczerze mówiąc, spodziewałem się czegoś bardziej ekscytującego. No nic, walczymy dalej! REKIETERZY JIMA NIGDY SIĘ NIE PODDAJĄ! (kim jest rekieter, btw?)
14:45 No i stało się, wylazł poziom trudności i pobił pana redaktora. Odpalamy misję jeszcze raz? A co, odpalamy!
14:25 Misja kolejna. W tej już będziemy mieli do dyspozycji bunkry... Przybywają nasze ulubione misie, czyli Zergi. Cel: obronić się przed kolejnymi falami misiów. Brzmi znajomo?
14:14 Nasze siły wypadowe napotykają opór. To niesprawiedliwe, oni już mają pojazdy! Nic to jednak, te łaziki są tak śmieszne, że mam nadzieję w ogóle ich nie dostać w przyszłości. Wygląda jednak jak kopie motorów Vulture z poprzedniej części, czyli jednej z mniej użytecznych jednostek w grze.
Tymczasem w naszej bazie trwa rozbudowa. Stawiam kolejne baraki, rekrutuje Marines, pewnie przydadzą się za chwilę na północy. Przynajmniej mam taką nadzieję, bo jak na razie ten "trudny" poziom trudności nie zasłużył na swoją nazwę.
Napotykamy pierwszy bunkier. Sanitariuszki ochoczo wybiegają przed szereg, gdzie z uśmiechem na ustach giną pod kulami przeciwnika. Widać, że przez 12 lat nie mogli w Blizzardzie nauczyć się, jak programować zachowania jednostek.
W bazie przeciwnika czeka nas niespodzianka. Wróg może i nie ma przewagi liczebnej, ale bliskość baraków można uznać za przewagę. Kończą mi się sanitariuszki, może nie być dobrze.
A jednak nie było aż tak źle. Pozostaje tylko dobić przeciwnika. Rozwalania bazy do końca może wydawać się niezłą zabawą, ale w gruncie rzeczy jest to marnowanie czasu. Kolejna rzecz pozostawiona z jedynki. Zaczynają mnie te pozostałości z zamierzchłej przeszłości lekko denerwować...
13:53 Wpadam w schemat grania w strategie. Rozbudowa, jednostki, przedzieranie się. Mam nadzieję, że w pozostałych misjach będzie trochę więcej różnorodności, bo to jest rok 1998 w nowej odsłonie graficznej.
13:51 Dozbroiliśmy nasze wojsko, w końcu nie będzie ginęło bez sensu, więc idziemy na podbij tego niegościnegoo świata (swoją drogą, kto chciałby mieszkać na takim pryszczu gdzieś w dolnej części pleców Wszechświata?):
Z okrzykiem "Opór jest bezcelowy" rzucamy się na wroga. I rzeczywiście, opór jest bezcelowy!
Odnajdujemy zaatakowaną przez Dominium bazę rebeliantów, w kupie raźniej, a i tak nie mamy na razie zasobów na rozbudowanie armii, więc pomagamy powstańcom w ich nierównej walce. W ramach wdzięczności przyłączają się do nas.
13:38 Misja numero duo:
Naszym celem jest odzyskanie artefaktów, które gdzieś na północy wykopują Ci Źli I Brzydcy. Przy okazji ratujemy kolonistów, więc nie chodzi tylko o kasę.
Tym razem jest to misja tak typowa, jak tylko to możliwe (przynajmniej na razie). Mamy sobie bazę, w bazie musimy rekrutować żołnierzy i słać na wroga.
Możemy rozszerzyć naszą armię o nową jednostkę, która przedłuży żywotność standardowych Marines (którzy głośno mówią "UWAGA IDZIE SIĘ!" po kliknięciu. Ciekawe, prawda?). Sanitariuszka nie odstąpi naszych oddziałów nawet o krok:
Jak widać ma specjalną tarczę, którą broni się przed kiepskimi żartami i podrywem ze strony standardowych żołnierzy. Cóż, nawet w przyszłości niewiele się zmienia.
Tymczasem w górnej części naszego menu znajdziemy spis osiągnięć. Na razie mamy tylko jedno, ale już niedługo to cacuszko będzie całe wypełnione!
13:21 Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba, przynajmniej jeśli chodzi o pierwszą misję! (nie)
Po misji pojawia się kolejny filmik, chyba wykonany w silniku gry? Trzeba przyznać, że poziom tych przerywników jest naprawdę wysoki. Trochę dziwnie ogląda się przekomarzanie kosmicznych kowbojów po polsku, ale sprawdzenie wersji angielskiej będzie czas kiedy indziej!
Do speluny, w której Jim zapija smutki wkracza mroczna postać w pancerzu! Wróg? Przyjaciel? Przechodzeń? Sanepid?
Jim nie urodził się wczoraj i wyczuwa drżenie mocy. Jego oczy zwężają się czujnie!
A nawet bardzo czujnie! W ogóle oczy w animacjach wyglądają bardzo dobrze. Nie mają tego przerażającego blasku jak w Uncharted 2.
Okazuje się, że to nasz brzydki kumpel ze starych czasów. Składa nam propozycję nie do odrzucenia.
A oto i ciekawostka, interaktywny pokój, po którym możemy sobie poklikać, prawdziwy zew przeszłości z czasów przygodówek, ale tu sprawdza się znakomicie:
13:00 Pierwsza misja zakończona. Dostaliśmy nawet jakieś osiągnięcie! Bo wiecie, w dzisiejszych czasach wyścigu szczurów nawet ten bastion pecetowej hardcorowości nie wystrzegł się wpływów konsol:
Ekran końcowy, ładne podsumowanko tego, co dokonaliśmy.
Jak na razie, a jest to przecież dopiero pierwsza misja, gra się wyjątkowo klasycznie. Nie trzeba się uczyć żadnych dodatkowych rzeczy, sterowania kamerą, specjalnych umiejętności. Stary, dobry StarCraft, który definiował gatunek. Oczywiście jest to Blizzard, więc jakość i dopieszczenie stoją na niebotycznym poziomie. Każdy fan będzie zachwycony.
12:56 Przystępujemy do ataku na główną bazę Dominium. Nie jest za mocno chronione. W celach naukowych odstępuję na chwilę od walki: chcę sprawdzić, czy ci koloniści (którzy nie mają broni, więc nie mogli się wyzwolić) poradzą sobie sami. Pierwszy atak zaczynam ja:
A później się wycofuję. Straty własne zmniejszone, samozadowolenie kolonistów zwiększone, Dominium wypada z gry, przynajmniej na chwilę. Wszyscy wygrywają. Autochtoni postanawiają się odwdzięczyć, a z głównej bazy przeciwnika robimy sobie teksański grillhouse:
12:47 Miejscowi najwyraźniej nie są zachwyceni rządami Mengska. Wyzwalamy kilku autochtonów, których żołnierze Dominium próbują zabrać na Wycieczkę Krajoznawczą Nie Do Odrzucenia:
Za co ci odwdzięczają się pomocą. Każdy wie, że kolonista ze światów rubieży ma za pazuchą koktajl Mołotowa. Stoimy i patrzymy, jak płoną marzenia o zaprowadzeniu pokoju w galaktyce. Powstanie to niezła zabawa dla całej rodziny:
12:35 Mapa coraz bardziej przypomina scenografię budowy polskiej autostrady. Są nawet kibelki damskie i męskie (w Polsce chyba są koedukacyjne jednak):
Zaczynają się prawdziwe potyczki, a nie tam taki puff puff. Skoro StarCraft tak dużo zerżnął ze świata Warhammera 40000, można i zrzucane z kosmosu posiłki!
12:31 Wyzwalamy kolonię spod jarzma niedobrego imperatora Mengska. Pierwsze starcie z siłami przebrzydłego władcy:
Miejscowe władze dbają o bezpieczeństwo fundując kampanię bilbordową:
12:26 Hmmm, zaczynam znowu się zastanawiać nad tym tłumaczeniem. Z tekstów Jima Raynora po kliknięciu nań: "Rozwal to!", "Sprzedaj mnie!" i "Chłopak ze wsi zniesie wszystko". To ostatnie potwierdzam.
12:10 Tadam!
To nie moje zabawy z programem graficznym, niestety.
Acha, tłumaczenie robi się lepsze:
"To jeszcze nie koniec, wredny sukinsynu"
Nie wiem po co to "wredny" przed brzydkim słowem, ale wygląda uroczo.
12:05 A tu w grze, Jim, ja i jego banda na wakacjach. Gra wygląda świeżutko, choć bardzo tradycyjnie i klasycznie.
11:58 Ekran wprowadzenia do misji. Jak widać zniknęły ekrany, na których bohaterowie wymieniali się między sobą informacjami, zobaczymy jak będzie później.
11:58 Sarah Kerrigan wygląda, jakby uciekła z kiepskiego anime o wielkich robotach.
11:58 Oto oczy człowieka, z którym nie należy zadzierać. Ani nawet na niego patrzeć, ani w ogóle w nie patrzeć.
11:57 Zapyziała speluna gdzieś na kresie galaktyki. Przyjemna muzyczka, klimacik Dzikiego zachodu? Toż to Firefly pełną gębą. Nie jest źle!
11:56 Ważny wybór: poziom trudności. Chcemy bawić się jak dzieci, czy może w końcu się trochę postarać? Jako stary gracz pecetowy mówię nie łatwym misjom!
11:45 Zły pan spogląda na mnie z menu. Już tysiąc osób w moim regionie, zmieniamy szybko ustawienia, żeby nam śmigało i do boju. WYZWÓL LUDZKOŚĆ Z OKOWÓW NIENAWIŚCI TĘCZOWY WOJOWNIKU
11:43 Problemem większości polskich tłumaczeń jest to, że z niewiadomych powodów tłumacz stara się upiększyć styl. "Hell, it's about time" jako "Hmmm, ileż można czekać?". Kaman!
11:41 "Powiadają, że człowiek nie pozna siebie, dopóki nie odbiorą mu wolności...". Zaczyna się intro z polskim dubbingiem - ciekawe w jaki sposób zachowają te teksańskie naleciałości... Na razie nic nowego, to wszystko Blizzard nam pokazał.
11:32 NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!
To już nie żart.
11:31 NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!
No dobra, to był tylko żart.
11:30 Nareszcie, jeszcze chwila...
11:13 Teraz Sarah wygląda tak. Widać, że zergowe kobiety są jak dobre wino:
Za to Jimmy Raynor (mogę do Ciebie mówić Jimmy, proszę?) prezentuje się tak:
Szkoda, że w prawdziwym życiu człowiek się starzeje, a nie robi bardziej szczegółowy, jak w grach.
11:04 Skoro już jesteśmy przy Sarze (tak odmieniam, bo mi wygodniej) zauważcie, że nawet wypiękniała jak już ją Zergi wzięły w obroty (zdjęcie z cieknącą po brodzie colą):
Swoją drogą to można by pomyśleć, że nad Sarą w nowym wdzianku i makijażu pracował jakiś kochający macki i pazury Japończyk.
10:55 Instalacja trwa sobie w najlepsze, a ja przypominam sobie, dlaczego kocham granie na PC. Można sobie kawę zrobić, poczytać coś ciekawego, poszukać na wikipedii. Znaleźć coś takiego na przykład:
Jim Raynor z części pierwszej. Aż dziw, że taka laska jak Sarah poleciała na takiego kosmicznego gościa z tikiem nerwowym. Choć sama Kerrigan też jakaś zbyt atrakcyjna nie jest i ma ten sam denerwujący nawyk rozglądania się na boki, jakby przechodziła przez jezdnię:
10:51 Tymczasem w świecie komputerowej rozrywki:
10:38 Językoznawczych głupot ciąg dalszy: drugi człon nazwy StarCraft to słowo "craft", czyli rzemiosło, umiejętność. Aby nie zanudzać Was rodowodem tego słówka stwierdzę tylko, że pochodzi ono ze staroangielskiego craeft - "siła", "zdolność" (lub jak wolą wielbiciele CS-a, "skill).
Tak więc tytuł "Starcraft" za wielkiego sensu nie ma. Powstał raczej z chęci tworzenia pewnej marki "craftów" Blizzarda. Nazwa "Warcraft" ma już jednak większy sens, bo oznacza sztukę prowadzenia wojny, umiejętność walki. Co prawda można by się kłócić, że "craft" w "StarCraft" rozumieć można jako pojazd, ale takie dywagacje byłyby po prostu głupie.
Obrazkiem mówiąc:
P.S. Muzyka w instalatorze jest nawet za bardzo podobna do tej z Gwiezdnych wojen.
10:21 Czas na nikomu niepotrzebne i średnio interesujące fakty językowe:
Czy wiecie, że angielskie słowo "Star" ma dość długi rodowód? Jego tatusiem było średnioangielskie słowo sterre, zaś grzebiąc głębiej odnajdziemy na coraz niższych warstwach językowego cmentarza staroangielskie steorra, staronordyckie stjarna, gotyckie stairno i łacińskie stella. Wisienką na torcie jest greckie aster. Ciekawe, prawda?
10:12 Sto lat później:
09:33 Podczas instalacji możemy sobie przypomnieć, co działo się w poprzedniej części. Dzięki temu jak ryby będziemy pływać w meandrach fabularnych StarCrafta II. Przygrywa patetyczne muzyka, a pani z lekko przerobionym głosem opowiada historię buntu, zdrady i miłości (właśnie tak).
PS. Nadświadomość to kiepskie tłumaczenie "Overmind". Pozostaje czekać... W (tak zwanym) międzyczasie obejrzyjmy jeszcze raz zwiastun do gry:
09:15 Pierwsza niespodzianka! Witamy w XXI wieku, dziękujemy za zakup gry, a teraz przejdź na naszą stronę i udowodnij, że nie jesteś złodziejem! Co mogę zrobić, nie jestem,
Kliku, kliku, palce nerwowo wpisują kod, mylę się ze dwa razy i przez głowę przechodzi myśl: "Nie będzie działać, muszę wrócić do sklepu". Ale nie, wiadomość na stronie Blizzarda przywraca uśmiech na bladą twarz recenzenta, który czekał 12 lat na nowe przygody Jima Raynora. Uratowani!
09:01 Jeden rajd przez zakorkowane Trójmiasto z samego rana, krótka rozmowa z panią w sklepie, która nie chciała się po prostu odczepić i próbowała prowadzić small talk i oto jest - po 12 latach czekania trzymam w rączkach pudełko ze StarCraftem II. Czy ręce drżą ze strachu przed zniszczeniem ideałów z młodości? Czy Blizzard dotrzyma wszystkich obietnic? Czy już pierwszego dnia będę dostawał po ryju w trybie wieloosobowym?
Po włożeniu płytki do napędu (wersja online ściąga się niemiłosiernie długo - pierwszy minus dla Blizzarda, przez 7 GB nie zdążyło się ściągnąć przez 17 godzin) ukazuje się taki oto obrazek:
Niezwłocznie wybieram opcję instalacji, robiąc wcześniej zrzut ekranu dla potomności. Za 1000 lat, kiedy nie będziemy już istnieć jako rasa ludzka, obcy odnajdą pod stertą świerszczyków serwer Wirtualnej Polski i w końcu uzyskają odpowiedź na pytanie, które od zawsze było zadrą w ich hiperinteligenckich sercach: jak wyglądał instalator StarCrafta II?