„To początek nowego porządku, który nadejdzie. To nie odważny, nowy świat. To zły, nowy świat”, twierdzi Stringer. „Nie mamy powodu wierzyć, że nasze zabezpieczenia były niewystarczające, tym bardziej, że dba o nie wielu ludzi. Nauczyliśmy się jednak, że zabezpieczenia muszą być stale poprawiane”.
„Musimy zapracować na odbudowanie zaufania klientów, którym nas darzyli. To nasz główny cel. W dłuższej perspektywie inni dużo nauczą się po tym ataku, więc dla nich było to dobre doświadczenie. Dla Sony jednak nie było to nic przyjemnego”.
Stringer dodaje, że bardziej obawia się, ze taki atak w przyszłości dosięgnie inne instytucje, takie jak na przykład banki, elektrownie, czy centra kontroli lotów. Wtedy konsekwencje będą znacznie dotkliwsze, niż trzytygodniowa przerwa w dostępie do sieci na konsoli. Prezes Sony wierzy również w to, że żadna firma nie jest obecnie w 100% bezpieczna.