Pierwszy produkt City Interactive lądujący na innej półce niż kosz w Tesco, czyli Sniper, był całkiem niezłą, choć niepozbawioną wad pozycją. Zarobił przy tym na siebie i dlatego teraz mamy do czynienia z sequelem. Jak on wygląda? Nawet po tech demie widać, że znacznie ciekawiej.
Zacznę nietypowo, bo od strony wizualnej. Zaprezentowany build nie był de facto nawet wycinkiem kampanii, a raczej swego rodzaju placem zabaw i szkieletem misji. Najważniejszą funkcją, jaką pełni ta pokazówka, jest pochwalenie się silnikiem i tym, co wykombinowali niewolnicy z działu kreacji. Zapewnienia, że „to wszystko jeszcze ulegnie zmianie”, są zatem na porządku dziennym. Ja, o ile panowie (i panie) będą mieli takie wyczucie kolorów i projektowania jak w demku technologicznym, śpię spokojnie. Co tu dużo mówić, CryEngine 3 wymiata, a zademonstrowana misja w Himalajach po prostu urzeka stroną koncepcyjną i wizualną. Kolorowe krzewiny i kępy traw, przepięknie zrobione górskie szczyty, no i gargantuiczny posąg, któremu ponoć w wersji na Niemcy musiano wyciąć sutki – to wszystko składa się na naprawdę smaczny obraz.
Przy okazji pojawi się na pewno myśl – co z tego? Przecież pierwszy Sniper zasilany był całkiem niezłym polskim Chrome, a niekoniecznie wyszło, jak trzeba, nawet w kwestii wizualnej. Tym razem ponoć różnica jest jedna, ale za to zasadnicza. W przypadku poprzedniej części programiści nie mieli stuprocentowego wglądu w silnik gry, stąd też pole manewru było nieco ograniczone. Teraz wycieczki do siedziby Cryteka to normalka, zaś poza całkowitym udostępnieniem CryEngine 3 współpraca przebiega także na innych polach. Dodatkowym argumentem w kontrze do wiecznego narzekania wydaje się być niedawne przejęcie niejakiego Jona Goddarda (ex EA) czy Stuarta Blacka (przedstawiać nie trzeba). Ot, jak widać opłaca się przez kilka lat wydawać niskobudżetowe gry, dzięki którym z Zachodu płynie strumień pieniążków, nawet jeśli w rodzimym kraju jest jak jest.