Smoczy apetyt na granie - notatki recenzenta Guild Wars 2 

Smoczy apetyt na granie - notatki recenzenta Guild Wars 2

Guild Wars 2 to wyjątkowy przypadek w gatunku MMO. W głowie człowiek ma świadomość, że “grał mało”. Po czym sprawdza statystyki i widzi na koncie 40 godzin poświęconych na eksplorację.

Choć pierwsze Guild Wars - nawet przez samych twórców - nie było nazywane pełnoprawną grą MMO, produkcja ArenaNet była zdolna do zebrania kilkumilionowej społeczności. Niektórzy kupowali tylko podstawową kampanię, inni którąś z dwóch kolejnych. Byli również gracze (w tym ja), którzy wyposażyli się we wszystkie trzy rozdziały oraz dodatek. Nie ukrywam, że na Guild Wars 2 czekałem długo.

I jeszcze jeden...

Gra jest dostępna już siódmy dzień, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że spora część społeczności otrzymała tzw. headstart, czyli szybszy dostęp do serwerów. Z różnych przyczyn nie byłem zdolny do codziennych maratonów, stąd też być może narodziła się we mnie świadomość, że wcale nie grałem zbyt wiele. Jak łatwo sobie uzmysłowić, 40 godzin na tydzień to jednak sporo, nawet przy założeniu krótkich sesji na PvP czy “wskoczenia na zadanko”.

No właśnie, syndrom “jeszcze jednego questa” jest w Guild Wars 2 tak potężny, że niniejszym chylę czoła wszystkim, którzy w ArenaNet zajmowali się organizacją zadań, wydarzeń i innych wyzwań. Mapa została tak zorganizowana, że w zasadzie nie ma sposobu, by nasza postać nie miała co robić. Ba, szybko okazuje się, że ktoś zaszczepił w nas pasję badacza, a my przeczesujemy każdy możliwy zakątek, byle zbliżyć się do magicznego 100% dla danego regionu.

new WP.player({ width:610, height:343, autostart:false, url: 'http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/9/a/8/9a8ef2f44e57cf771f8f4af552ef9270/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/Sylvari_Preview_Featurette_ESRB_WMV_HD720P.mov', });Zwiastun Guild Wars 2. Wersję wideo w wyższej rozdzielczości znajdziecie pod tym adresemI nie, gra nie jest wolna od zadań pokroju “zbierz osiem zębatek i przynieś je do starszego inżyniera” czy też “zabij pięć os, aby umożliwić przejście dzieciom ze szczurzego sierocińca”. W tym też objawia się kunszt developerów, że starą jak świat, przez wielu znienawidzoną mechanikę, zamienili w coś nieirytującego, stanowiącego tylko dodatek do akcji na ekranie. A w postarzonej o 250 lat Tyrii dzieje się naprawdę wiele. Choć głównym motywem całej gry jest powrót starszych smoków i ich wpływ na świat, początkowe etapy nawet nie poruszają tego tematu.

Każda z ras ma swoje własne sprawy, bieżące problemy, z którymi należy się uporać.

W przypadku rasy asura bardzo często kłopotem bywają golemy, z różnych powodów nie działające prawidłowo. Czasami są to ataki kontrowersyjnej frakcji, znanej jako Inquest. Przerzedzicie ich szeregi, zaręczam. W przypadku charrów (w pierwszej grze tłumaczeni na “popielców”) świeża postać zajmie się... bydłem. I tak dalej. Nie ważne, czy akurat przeganiamy krowy, czy też w trzydzieści osób próbujemy pokonać ognistego żywiołaka, szalejącego w okolicznej budowli, zachowana zostaje uzależniająca wręcz dynamika.

Coś się dzieje

Zresztą Guild Wars 2 to gra sprawiedliwa. Nie musimy zadać ostatniego ciosu bossowi, by otrzymać złote wynagrodzenie. Ba, nie musimy czekać, aż dane wydarzenie zacznie się od zera, by brać w nim udział. Jeżeli idziemy i widzimy jakieś zamieszanie, możemy dołączyć w każdej chwili. Szczególnie przy fakcie, że nasz udział może zmienić sytuację, a ukończenie zadania z lepszym ogólnym wynikiem zagwarantować konkretny status okolicznych ziem. Jeżeli odeprzemy atak tamini (lokalna wersja centaurów), w okolicy skorzystamy z pełnego sprzedawców garnizonu. Mało tego, zapobiegnięcie ich dominacji pozwoli przenieść konflikt gdzie indziej i w dalszej części mapy uruchomi misję dającą szansę jeszcze bardziej zdominować parzystokopytnych. Ale jeśli wcześniej mniejsza grupa graczy nie podoła falom tamini, możemy mieć fort pełen tych stworzeń, który prędzej czy później trzeba będzie odbić.

Zwłaszcza, że akurat tam znajduje się np. punkt, którego odkrycie zagwarantuje nam 100% eksploracji tego regionu. Prawdę powiedziawszy trzeba poczuć to samemu, jak bardzo poszczególne elementy rozgrywki przenikają się wzajemnie, uzupełniają i nakręcają grającego do kolejnych chwil podróży.

Tak zadecydowałem

Osobiście niesamowitą frajdę znalazłem w odkrywaniu tzw. personal story. Jeszcze przy tworzeniu postaci dokonujemy kilku wyborów, które wraz z decyzjami już w trakcie samej przygody zdefiniują jak będą wyglądały losy naszego bohatera, kogo spotka i gdzie się uda. Zupełnie inne wątki przypadają rzecz jasna na każdą z pięciu ras, ale nawet w ich obrębie inaczej wypadnie historia miejskiej szlachcianki i tej samej postaci (przy zachowaniu innych wyborów), ale zdefiniowanej jako pochodząca z ulicy.

Popełniłem zresztą “błąd”. Korzystając z headstartu i okresu na rezerwację imion, stworzyłem cztery naprawdę różne postaci. Nieistotne, czy zacząłem nornową strażniczką, ludzkim złodziejem, czy reprezentującym asury nekromantą, każda rozpoczęta historia zawiera swoje smaczki, elementy, które aż proszą się o odkrywanie. Błąd wynika z tego, że zwyczajnie za dużo jest do poznania dla jednego bohatera, by - szczególnie w początkowych fazach - skakać między kilkoma. Choć ArenaNet stworzyła naprawdę różnorodne klasy, z których każda przyciąga na swój sposób, najbliższe tygodnie poświęcę właśnie na nekromantę, który - jak na asurę przystało - posiada zestaw błyskotliwych haseł.

“Powstańcie, moje bezmózgi, powstańcie!”

W ostatnich dniach miałem też okazję zagrać w trybach Player vs. Player oraz starć trzech światów (wdzięcznie określane jako WvWvW, czyli World vs. World vs. World). W obu przypadkach jest jednak zbyt wcześnie, by wydawać jakiekolwiek werdykty. Choć na PvP rozegrałem kilkanaście meczy, a w drugim z trybów obroniłem kilka punktów i zabiłem paru graczy, przed moim herosem jest jeszcze długa droga. I tylko jeden plus: niezależne, czy gramy postacią na drugim, czy maksymalnym levelem, rozgrywki Gracz kontra Gracz “skalują” nas do 80. poziomu doświadczenia. Eliminuje to konieczność posiadania oddzielnej postaci, jak w części pierwszej serii, a jednocześnie daje świadomość, że równolegle do własnego, wciąż rozwijanego bohatera, możemy stworzyć innego, tylko dla celów rywalizacyjnych, z perspektywą wykorzystania go w normalnej wędrówce przez Tyrię.

Maszyna zaraz wybuchnie

Muszę przyznać, że bardzo udanym zagraniem ze strony twórców było zaoferowanie headstartu. Z jednej strony osiągnięto cel marketingowy: dano nam, graczom, wcześniejszy dostęp w ramach zapłacenia za grę “w ciemno” jeszcze przed premierą. Z drugiej zaś zapewniono sobie całkiem liczną hordę, która sprawdziła wytrzymałość serwerów gry, pozwoliła ekipie ArenaNet wykryć rzeczy, których nie dało się wyłapać w trakcie bety.

Developerzy poradzili sobie bardzo zręcznie z co bardziej uciążliwymi sprawami. Ba, wbrew opiniom niektórych, reagowali tak szybko, że w pewnym momencie człowiek zdawał sobie sprawę, że gdzieś na świecie jest zespół, który non-stop walczy z dopiero poznanymi problemami.

Udało się

W tej chwili na grę czeka jeszcze trochę szlifów, jak chociażby zmiany w tzw. overflow system (“poczekalnie”, gdy właściwe serwery są zapchane) - na razie powoduje on np. rozbijanie drużyn czy niemożliwość wspólnej zabawy. Poprawek musi się też doczekać system gildii (wciąż zdarza się, że jestem członkiem "jednoosobowej grupy", dopóki serwer nie skapnie się, że sytuacja jest zgoła inna...) czy punkt handlowy. Ale po tygodniu faktycznie da się odczuć, że udało się. Otrzymaliśmy coś nowego w branży MMO, coś zapewniającego świeże spojrzenie.

Jeżeli ktoś spróbuje porównywać Guild Wars 2 do pewnego tytułu od Blizzarda, odpuśćcie sobie lekturę. Dotarliśmy chyba do punktu, gdzie warto jest doceniać produkt za to, co oferuje, a nie za to jak rywalizuje. I nie wierzcie w publikacje określane jako “recenzja” - by poznać wszystkie dobrodziejstwa płynące z tego MMO, naprawdę potrzeba czasu. A potem terapii, by pozbyć się uzależnienia.

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie
Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY 🌟