Sleeping Dogs – wrażenia z wersji preview

Sleeping Dogs – wrażenia z wersji preview

Najkrótsza odpowiedź brzmi: i tak, i nie. Wersja preview Sleeping Dogs pokazuje bowiem masę zalet tego tytułu, jak również sporo niedociągnięć, wpadek i najbanalniejszych błędów. Pamiętam jednak, że ograny przeze mnie fragment nie był częścią ukończonego produktu, a zaledwie zwiastunem szeregu możliwości, czekających na mnie na ulicach wirtualnego Hong Kongu.

Sleeping Dogs kontynuuje tradycję serii True Crime, w której główni bohaterowie to policjanci mocno naginający swój kodeks. Wei Shen, detektyw z San Francisco, zostaje przydzielony do jednostki policji w Hong Kongu, zajmującej się walką z przestępczością zorganizowaną. Od tego momentu Shen zaczyna działać pod przykrywką, wnika w struktury Triady, wykonuje zlecenia kolejnych bossów, ale cały czas pamięta o pierwotnym zadaniu. Jak nietrudno zgadnąć, wytatuowany zabijaka będzie musiał prowadzić podwójne życie, uciekać przed drogówką i liczyć się z aresztowaniem, jeżeli popełni jakieś przestępstwo na oczach niewtajemniczonych funkcjonariuszy.

King Bruce Lee

Od pierwszej zapowiedzi Sleeping Dogs, a nawet jeszcze za czasów True Crime: Hong Kong, było wiadomo, że gra będzie kładła duży nacisk na walkę wręcz, korzystanie z elementów otoczenia i brutalne finiszery. W wersji preview nauka bicia, kopania, rzucania i wyprowadzania kontr była jednym z pierwszych fragmentów rozgrywki. Cały system bardzo przypomina popisy zamaskowanego Bruce’a w Batman: Arkham City, czyli serie ciosów wyprowadzamy wciskając jeden przycisk lub przytrzymujemy go, by zadać mocniejsze uderzenie. Xboksowy guzik Y odpowiada za kontrę, którą należy użyć w momencie, gdy przeciwnika spowija czerwona aura. Oprócz tego mamy chwyt, rzut, kontekstowe wykorzystanie otoczenia (wciskamy B w odpowiedzi na wyświetlony komunikat), między innymi miażdżenie głowy sklepową roletą. Shen radzi sobie z grupą bandziorów całkiem zwinnie, ale brakowało mi finezji i płynności ruchów szalejącego po ulicach Gotham Batmana. Może po części zawinił fakt, że to początkowy fragment gry, kiedy nasza postać nie jest jeszcze rozwinięta. Shena można bowiem upgrade’ować – za zdobywane punkty doświadczenia zwiększamy siłę, szybkość, wytrzymałość, celność, przyspieszamy przeładowanie broni, wydłużamy „bullet time” etc. Nie jest to może budowanie postaci na zasadzie znanej z gier RPG, ale to i tak miłe urozmaicenie.

Jak na wysportowanego mistrza sztuk walki przystało, nasz detektyw działający pod przykrywką z łatwością pokonuje napotkane na drodze przeszkody, ślizga się po blatach stołów, wspina na barierki. Całość wygląda efektownie i czuć, że nie mamy do czynienia z topornym Nico z Grand Theft Auto IV. Szczypta free runningu powinna być obecna w każdym sandboksie.

Mieszkańcy na urlopie?

Hong Kong przedstawiony w grze nie jest idealnym odwzorowaniem rzeczywistej metropolii – nawet w kształcie wyspy trudno doszukiwać się podobieństw. Tym niemniej twórcy zadbali, aby miasto zawierało charakterystyczny kontrast ciasnych, oświetlonych licznymi neonami uliczek i bogatych dystryktów z drapaczami chmur. Wirtualny Hong Kong ma szansę stać się kluczowym elementem Sleeping Dogs, ponieważ twórcy sandboksów bardzo rzadko sięgają po azjatyckie realia. United Front Games daje nam więc możliwość spacerowania po orientalnych slumsach, pływania charakterystyczną łódką rybacką (nowoczesnych motorówek i żaglówek też nie zabrakło) i przede wszystkim włączanie się do lewostronnego ruchu ulicznego. Kiedy ostatni raz mieliście okazję jeździć „po angielsku”? Ja chyba w The Getaway na PlayStation 2.

Wszystkie te szczegóły budują niecodzienny klimat, którego nie znajdujemy u nielicznej konkurencji. Niestety, Hong Kong w Sleeping Dogs wydał mi się bardzo wyludniony, a przecież mówimy o wyspie, gdzie na jeden kilometr kwadratowy przypada ponad 16 tysięcy mieszkańców. Gdzie oni się wszyscy podziali? Podobnie ma się sprawa z ruchem ulicznym, który bardziej przypominał mi realia Mafii II niż ostatniego GTA. Samochodów było mało, ani razu nie natrafiłem na korek, więc trudno mówić o dbałości o szczegóły. Oby do czasu wydania pełnej wersji nieobecni mieszkańcy wrócili ze swoich urlopów i zaludnili pustawe ulice.

Jest nadzieja

Sleeping Dogs to jedna z najważniejszych premier wakacji, a być może i całego roku. Sandboksów wychodzi jak na lekarstwo, bo gry tego typu to ogromne przedsięwzięcia. W przypadku tej produkcji widać, że Square Enix (wydawca) wyłożył mnóstwo kasy na realizację. Będzie gwiazdorska obsada, spore miasto do zwiedzania (obowiązkowo podzielone na strefy - sztuk cztery) oraz, co najistotniejsze, różnorodność w prowadzonej rozgrywce. Przygody Shena są bowiem mieszanką bijatyki w stylu Batman: Arkham City, zręcznościowych wyścigów, free runningu i strzelanki TPP z systemem osłon oraz odpowiednikiem bullet time’u. Nie mam wątpliwości, że żaden z tych elementów nie dorówna najlepszym produkcjom, dla których dany element jest kluczowy (vide wspomniany Batman czy najnowszy Max Payne), ale wcale tego nie oczekuję. Sandboksy powinny bowiem kusić swoim bogactwem i różnorodnością wykonywanych misji.

Wersja preview uświadomiła mi, że Sleeping Dogs ma ogromny potencjał, ale jest też spora szansa na obecność większych i mniejszych niedoróbek. Dlaczego każdy ścigający mnie samochód musiał wylatywać w powietrze, nawet jeśli strzelałem wyłącznie w kierowcę? Wszechobecny pop-up wielokrotnie „oszukiwał” mnie, gdy myślałem, że zbliżam się do skraju miasta bez wysokich budynków, tymczasem gąszcz pojawiających się znikąd drapaczy chmur szybko wyprowadzał mnie z błędu. Kolizje przy dużych prędkościach nigdy nie kończyły się poważnym uszkodzeniem pojazdu, nie wylatywałem też przez przednią szybę, do czego przyzwyczaiło mnie ostatnie GTA. Ogólnie model jazdy jest bardzo pobłażliwy na nasze błędy i potrafi wiele wybaczyć. Jak dla mnie zbyt wiele.

Sleeping Dogs może skończyć jako zapchajdziura w okresie oczekiwania na premierę Grand Theft Auto V. Może też stanowić ciekawą, ale niezbyt innowacyjną grę akcji z otwartym miastem i potencjalnie intrygującą fabułą. Na dzień dzisiejszy daję produkcji UFG spory kredyt zaufania, ale po ukazaniu się finalnej wersji nie powstrzymam się przed wypunktowaniem nienaprawionych błędów i zbytnich uproszczeń w przedstawieniu świata. Liczę bowiem na dopracowanego sandboksa, w którym żaden kluczowy element rozgrywki nie zostanie potraktowany po łebkach. Obym się nie przeliczył.

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie
Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY 🌟