Eliot Mizrachi, przedstawiciel ESRB, amerykańskiego i kanadyjskiego odpowiednika naszego PEGI, przedstawił w wywiadzie z serwisem IGN powody, dla których w procesie oceniania decydenci nie grają w gry, które oceniają.
Po pierwsze dlatego, że grając w interaktywny produkt doświadczenia poszczególnych graczy bardzo często różnią się od siebie dość znacząco i nie byłoby w ten sposób możliwości oceny wszystkich elementów gry. Dodatkowo ESRB przyznaje oceny przed premierą gry, kiedy tytuły nie są w pełni ukończone, co znów wpływa na obiektywność oceny.
Kolejnym argumentem jaki wysunął Mizrachi jest pracochłonność procesu przechodzenia gier. Przy około 1000 tytułów jakie przedstawione zostają do oceny każdego roku, a część z nich wymaga kilkudziesięciu godzin do przejścia, trudno byłoby poświęcić na wszystko wystarczającą ilość czasu. Do tego dochodzi fakt, że na przedpremierowym etapie gry często posiadają wiele błędów skutecznie uniemożliwiających ich ukończenie.
Jak zatem oceniane są gry? ESRB przygotowuje dość dokładny kwestionariusz, na który odpowiedzieć muszą wydawcy. Najistotniejszą sprawą są tzw. niestosowne treści (wulgaryzmy, przemoc, nagość itd.), które odpowiedzialni za grę muszą dokładnie opisać dokumentując płyta DVD z filmikami prezentującymi typową rozgrywkę, przerywniki, a także najbardziej drastyczne przykłady niestosownych treści.
No dobrze, to chcę wydać Duke Nukem Forever i przesyłam odpowiedź, że najbardziej niestosowne treści w mojej grze, to wypowiedziane przez głównego bohatera dobitne "tere-fere" w chwili niepohamowanej złości. Jakie grożą mi konsekwencje? Przede wszystkim kara finansowa mogąca sięgać nawet miliona dolarów, a do tego istnieje możliwość nakazania grze powrotu do tłoczni i zamiany złych oznaczeń - finansowo byłoby to niesamowicie bolesne dla wydawców.
Kim więc są Ci wszechmocni ludzie decydujący o tym, ze gry są od 18 lat? ESRB podaje, że zatrudnia profesjonalny zespół ludzi oceniających gry, a wymogami są: pełnoletniość, nienaganna opinia, a także doświadczenie w pracy z dziećmi i młodzieżą. Żeby uniknąć przekupstwa pozostają oni anonimowi; nie mogą też mieć żadnych związków z branżą.
Na sam koniec procesu oceniania wydawca musi podesłać także finalną, sklepową wersję gry, a ESRB sprawdza czy wszystko jest ok. Najczęściej właśnie w tym momencie oceniający mogą zasiąść z padem, tudzież myszką, w ręku i oddać się słodkiej przyjemności grania.
Na koniec pozostaje pytanie jak skuteczne są oznaczenia na pudełkach. Przeprowadzone przez Peter D. Hart Research Associates badanie w maju 2009 roku wskazywało, że 87 procent rodziców zdaje sobie sprawę z istnienia systemu oznaczeń, a 76 procent sprawdza kategorię wiekową przed zakupem. To w Stanach Zjednoczonych. Miejmy nadzieję, że i u nas jest podobnie - apelujemy więc: Rodzice patrzcie na PEGI.