Nie ma co lukrować gorzkiej prawdy, że w wydanej prawie dwa lata temu piątej część serii Civilization brakowało dwóch niezmiernie ważnych elementów obecnych w jej poprzedniczkach – religii i szpiegostwa. Wszyscy, którzy wtedy zakładali się o ciężkie pieniądze, że gra zostanie uzupełniona poprzez wydane prędzej czy później DLC, mogą teraz zacierać ręce i szykować się na przypływ gotówki. Gods & Kings, zbliżający się wielkimi krokami dodatek, to jednak nie tylko księża i agenci, ale i całkiem spory zestaw innych nowości.
Jeżeli jeszcze tego nie wiecie, to religia jest produktem, do wytworzenia którego potrzeba surowca zwanego wiarą. Tak przynajmniej będzie to wyglądać w Civilization V. Podobnie jak w przypadku kultury, poszczególne budynki i wydarzenia zwiększą co turę pulę dostępnych punktów wiary, za które będziemy mogli zafundować sobie religię, nazwać ją wedle własnego uznania i ustalić, jaki wpływ ma mieć na losy naszego narodu. Do utworzonego przez nas wyznania dobierzemy kilka bonusów, które pomogą danej nacji rozwijać się – będą to np. zwiększone finanse, kultura, szczęście i wiele, wiele innych. Punkty wiary posłużą także do kupowania budynków (czyli wiara może i gór nie przenosi, ale kościoły stawia) i werbowania Wielkich Proroków, których rolą ma być teraz rozpowszechnianie wiary i aktualizacja korzyści płynących z wyznawanej religii.
Trzeba przyznać, że mimo iż religia potraktowana została jako surowiec, czy też po prostu kolejny element ukierunkowujący rozgrywkę, to w porównaniu z poprzednią częścią jej wpływ będzie jeszcze bardziej widoczny. Pojedyncza sesja z Cywilizacją wymusi obranie pewnej strategii, podjęcie decyzji co do sposobu wygranej i drogi, jaką do tego dojść – w tej grze po prostu nie da się zrobić wszystkiego naraz. Religia i związane z nią premie umożliwią jeszcze dokładniejsze dopieszczenie naszego sprawnie funkcjonującego państwa. I to niezależnie, czy stawiamy na finanse, wojnę, naukę, czy jakikolwiek inny sposób rozwoju.
Wywiad natomiast, podobnie jak w poprzedniej części, pozwoli na brużdżenie przeciwnikom. Szpiegowie to teraz nie jednostki poruszające się po mapie, a wpisy na liście w menu. Poza tym nic się nie zmieni, znów będziemy wysyłać ich do miast wroga, by wykonali tam jakąś wielce szlachetną misję (np. kradzież technologii) albo po prostu wsypali proszek do prania do głównej fontanny. Nowością będzie możliwość awansu szpiegów, co naturalnie oznacza zwiększenie ich skuteczności. Decyzją twórców pierwsi agenci pojawią się dopiero w epoce renesansu, co ma być sposobem na to, aby w każdej erze działo się coś nowego. Więc po tym, jak już ochłoniemy po stworzeniu własnego „...-izmu” (ach, cały świat wyznający Zbyszkizm, czy może być coś lepszego?), przyjdzie czas na następne wyzwania.
W dodatku znajdzie się również miejsce dla dziewięciu nowych cywilizacji i władców, choć ze smutkiem stwierdzam, że Polaków ponownie pominięto. Pociągnie to za sobą pojawienie się kolejnych budynków (13), jednostek (27) i cudów (9). Każdy z narodów ma posiadać przypisaną tylko sobie wyjątkową cechę, ale niestety – podobnie jak w przypadku podstawowej wersji gry – niektóre z nich rzeczywiście okażą się przydatne, a inne w znikomym stopniu wpłyną na kształt rozgrywki i tak naprawdę nie nadadzą państwu żadnego unikalnego rysu, jeśli chodzi o drogę do zwycięstwa.
Lista mniejszych lub większych nowości wcale się na tym nie zamyka – poprawiono też sztuczną inteligencję wojsk przeciwnika (na papierze, bo w grze faktycznie tego nie zauważyłem), dodano nowe typy miast-państw czy Wielkich Ludzi. Na osobną wzmiankę zasługują trzy świeże scenariusze, rzucające nas w czasy upadku Rzymu, religijnego średniowiecza czy wreszcie do klimatycznego, pokręconego świata steampunkowego, w którym reguły gry znacząco różnią się od klasycznych.
Oczywiście, że dwa kluczowe punkty nadchodzącego DLC powinny były znaleźć się w podstawowej wersji tytułu. Oczywiście, że kupujący za takimi zagrywkami nie przepadają. Do wyboru pozostaje jednak albo się na Cywilizację obrazić, tym samym rezygnując z naprawdę fajnej strategii, albo dać się udobruchać i z niecierpliwością wyczekiwać 19 czerwca, kiedy to będzie można znów na długie godziny zasiąść przed ekranem.