Pomysł na Shadow of the Game jest niezwykle oryginalny. Opowiada historię gry MMO. Jednak sama Shadow of the Game do MMO ma bardzo daleko – przede wszystkim angażuje w rozgrywkę tylko jednego gracza. Jedna z jej głównych osi narracyjnych opiera się jednak o historię gildii, i to gildii nie byle jakiej! Najsilniejszej gildii w grze. A właściwie będącej o krok od tego tytułu. Jej członkowie wyruszają właśnie na ostatni raid kolejnego dodatku do fikcyjnego MMORPG, by stać się najsilniejszą spośród gildii użytkowników. Całe wydarzenie jest tak ważne i widowiskowe, że nawet pracownicy firmy, która zrobiła owo MMO (swoją drogą firma nazywa się Gizzard – budzi to jakieś skojarzenia?) obserwują ten raid za pomocą programu, specjalnie z tej okazji nadającego wydarzenie na żywo. Sytuacja zaczyna się jednak komplikować z chwilą, kiedy na scenę wkracza Cookie – postać wygnana z gildii podchodzącej do spektakularnego zadania. Nie jest on też sam – towarzyszą mu kompani o niezwykle wysokich levelach.
Przyjaźnie zostaną poddane próbom, stażyści Glizzarda starać się będą nie stracić pracy, a sami gracze zmuszeni zostają do podjęcia odpowiednich działań w prawdziwym świecie! I powiedzcie, że to wszystko nie brzmi niezwykle ciekawie.
Shadow of the Game bada granice pomiędzy realnym światem, a tym, który każdy gracz buduje w wirtualnych realiach MMO. Oscyluje przy tym na kilku poziomach rzeczywistości oferując coś, czego chyba każdy powinien po prostu doświadczyć. Odsyłam więc na oficjalną stronę gry i informuję, że Shadow of the Game dostępny jest za pośrednictwem Gamersgate od dnia dzisiejszego! Może sprawicie sobie prezent na Mikołajki?