Chyba najbardziej istotną kwestią jest ta, że przy produkcji trzeciego Serious Sama chorwacki deweloper w żadnym razie nie zrezygnuje z rozwiązań znanych z poprzednich tytułów. Trzon rozgrywki pozostanie więc nienaruszony. Sam w każdym etapie będzie miał do pokonanie setki (tysiące?) zakapiorów, atakujących go bez przerwy, fala po fali. A ma być to rzeź absolutnie szalona i absurdalna. Nie spodziewajmy się osłon, kucania za przeszkodami i innych „udziwnień” lansowanym przez dzisiejsze FPS-y. Będziemy bez przerwy w ciągłym ruchu. Stąd też obecność – tu nowość – guzika odpowiedzialnego za sprint. Teraz w razie problemów oddalimy się od oponentów na bezpieczną odległość, by stamtąd rozpocząć ostrzał.
Książę Egiptu
Fabularnie tytuł ma stanowić prequel wydarzeń z pierwszego Serious Sama. Przeniesiemy się do spalonego słońcem Egiptu, który nawiedzi armia Mentala. Zaatakują nas jego potężne legiony, składające się ze starych dobrych znajomych z poprzednich gier, ujrzymy także kilku nowych gagatków. Scrapjacki będą strzelać rakietami ze swoich dłoni, zobaczymy olbrzymich Khnumów czy zabawnie wyglądających, ale szalenie niebezpiecznych Headless Kamikaze.
Kwintesencją rozgrywki okaże się oczywiście zabijanie tych wszystkich potworów. Co rusz będą pojawiać bossowie, na których przeznaczymy znacznie większy kaliber broni. Postrzelamy z karabinów maszynowych (sądząc po wyglądzie, pożyczonych chyba z Modern Warfare), wyrzutni rakiet i strzelb plujących wybuchową amunicją. Odciski na palcach od klikania staną się więc pospolitą dolegliwością wśród graczy, którzy zdecydują się sięgnąć po Serious Sama.