Scooby-Doo: Muzealna draka z powodu Robaka

Scooby-Doo: Muzealna draka z powodu Robaka15.10.2004 11:48
Michał Zacharzewski

Scooby-Doo: Muzealna draka z powodu Robaka

To miały być wymarzone wakacje. Wymarzone oczywiście przez Velmę, bo ja i Scooby troszkę inaczej wyobrażaliśmy sobie wymarzone wakacje. Wolelibyśmy przenieść się do jakiejś masarni, degustować smaczne kiełbaski i godzinami deliberować o wpływie saletry na charakterystyczny posmak szynki. Osobiście woleliśmy, gdy świeżo ubitego świniaka nią nie smarowano. Owszem, mięsko miało wówczas nieco inny kolor, ale smakowało cudownie.

Velma uparła się jednak, by zwiedzić pewne niewielkie amerykańskie muzeum. Argumentowaliśmy na różne sposoby, wykorzystując wszelkie umiejętności erystyczne, jakie tylko posiadaliśmy. Scooby posunął się nawet do wylizania jej stóp. Nie pomogło. Koniec końców władowaliśmy się w samochód i popędziliśmy na miejsce. Tamże przywitała nas dziwna informacja. Otóż muzeum było zamknięte z powodu robaka.

Spodziewałem się jakiejś glisty. Ot, malutkiego pełzaka, który zbytnio się rozlazł i opanował co bardziej zabytkowe eksponaty. Odważnie ruszyłem do przodu, by się rozejrzeć. Zaraz za rogiem mój zapał ostygł. Moim oczom okazał się robak metr dziewięćdziesiąt, otoczony poświatą, zły jak gryzzli, paskudny jak politycy z biało-czerwonymi krawatami i niebezpieczny niczym śmigłowiec premiera. Z przerażenia jęknąłem jak ranny jeleń i prysnąłem. Za mną poleciał Scoob, a dalej Velma, Daphne i Fred. Przez boczne wejście przedostaliśmy się do muzeum i tam zaskoczył nas strażnik. Spoko facet zresztą. Od razu opowiedział nam historię robaka oraz zasugerował, że to na pewno jakiś przebrany facet. Chwilę później dał nam informacje o pięciu podejrzanych osobach. Byli wśród nich konserwator Robbie Młot, recepcjonista Kluczysław Wręczalski, kucharz Gary Mieszajło, paleontolog S. Kamielina i dyrektorka Celina Cogorsza. W biurze znajdowało się ich pełne dossier wraz z kluczowymi informacjami. Przejrzeliśmy je szybko, po czym rozpoczęliśmy śledztwo.

Z głównego holu można było powędrować w wielu różnych kierunkach. Velma zadecydowała, że idziemy do owadów. Oczywiście zaprotestowałem, bo przecież to ja, a nie ona, miałem bliskie spotkanie trzeciego stopnia z tym gadem zza rogu. Dziewczyna przekupiła nas jednak skubichrupką. W salce obok trochę się zestrachaliśmy na widok mrówki. To znaczy ja się nie bałem, Scooby też nie, ale jakoś tak to wyglądało, że niby byliśmy przestraszeni. Przesłuchałem taśmę leżącą po lewej stronie, na szafce z eksponatami. Zawierała nagranie jakiegoś pacjenta uczącego się dykcji. Potem podeszliśmy do wiszącej na ścianie tablicy-terrarium. Robak wypuścił na wolność wszystkie mrówki. Przestawiając zapory zagnaliśmy je do właściwych komór. Uspokoiły się. Wówczas Velma znalazła ślad. Wskazówkę. Cenną rzecz, która pewno już niedługo pomoże nam odnaleźć przestępcę! Ja przynajmniej w to wierzyłem.

Wróciliśmy do holu i zajrzeliśmy do sali z kamieniami. Znów przekupiono nas skubichrupkiem. Wysłuchaliśmy nagrania na taśmie leżącej na wystawie z kamieniami szlachetnymi, po czym zajrzeliśmy do jaskini minerałów. Wewnątrz okazało się, że robak poprzestawiał kolorowe kamienie. Po pstryknięciu lampki mogliśmy zobaczyć, jakich brakowało. Ułożyliśmy wszystkie stonsy na czterech półkach, gdy w rączkę wpadł mi kolejny ciekawy przedmiot. Dowód. Pobiegłem z nim do biura. Już chyba wiedziałem, kto jest winny. Postanowiłem jednak zebrać więcej dowodów. Nie można przecież nikogo bezpodstawnie oskarżać!

Kolejna sala to kolejne przekupstwo i... tym razem kości dinozaurów. Niestety jeden ze szkieletów był niekompletny. Robak wykradł mu głowę i zaniósł do magazynu. Postanowiliśmy ją odzyskać. Najpierw jednak przesłuchaliśmy taśmę magnetofonową, którą ktoś zostawił w sali. Potem zaś przez kilka godzin przestawialiśmy skrzynie. Chodziło o to, by dopchać brakującą głowę gada do wyjścia. Z reguły wystarczyło wypchnąć wszystkie skrzynie pionowe do góry lub na dół, a poziome na bok, ku prawej ściance. Gdy wreszcie przebrnęliśmy przez cztery kolejne salki i umieściliśmy łeb na swoim miejscu, w czaszce dostrzegłem jakiś dziwny przedmiot. Okazał się jeszcze jedną wskazówką. Zadowolony z siebie popędziłem do barku. Wraz ze Scoobim dorwaliśmy się do maszyny do lodów. Wciskając guziki na chybił trafił, za którymś tam razem Scoob wygotował mi właściwą mieszankę - tę którą chciałem - a następnie zjadł ją. Wkurzyłem się. Wkurzył się też automat, który zajęczał i zaszumiał. Na rękę wyleciała mi z niego dziwna rzecz... wskazówka. Pobiegliśmy z nią do biura. Pasowała jak ulał do naszych wniosków. Do podejrzanego. Byłem już niemal pewny. Scooby też.

Zajrzeliśmy więc do sali na piętrze, gdzie mieściły się zaaranżowane naprędce wykopaliska. Tam Scooby zagrał na szkielecie niczym na cymbałach. Szło mu nie gorzej niż Jankielowi, chociaż grał rocka i nawet nie pomyślał o tym, by odstukać Targowicę. To jednak nie wszystko. W specjalnym schowku po lewej stronie pomieszczenia stały ruchome taśmy, takie same, jak w jednym ze starych filmów z Charlie Chaplinem. Kręciły się po nich kości. W ten sposób pracownicy muzeum sortowali je, oczyszczali z brudu i dobierali w pary. Niestety w chwili obecnej całą maszynerię opanował robak. Ów zielony zwierz skakał jak małpiatka z jednej taśmy na drugą i starał się utrudnić życie archeologom. Scoob zmiarkował jednak, że wszędzie wokoło pełno jest kości. Wskoczył więc na urządzenie i, niczym żaba z pewnej starej gry, skakał pomiędzy taśmami. Każdą przechwyconą część szkieletu wymieniał na skubichrupka. Koniec końców z całkiem pokaźnym łupem wycofał się do holu. Mieliśmy co jeść. Było dobrze!

W ostatniej sali po prawej, takiej z różnymi sprzętami, Fred i Daphne znaleźli dziwną mozaikę ścienną. Przyciągnęła ona ich wzrok niemal od razu i później już nie odpuściła. Okazało się, że składała się z różnych kwadratowych cząstek, które ktoś poprzestawiał. Należało je dopasować do siebie i poustawiać we właściwym miejscu. Po ułożeniu czterech kolejnych mozaik Fred odkrył, że w ich wnętrzu, za ścianką, znajduje się schowek, a w nim ostatni z tropów. Wszystkie znalezione przedmioty dokładnie przeanalizowaliśmy w naszym biurze. Wskazówki były bardzo oczywiste. Wiedzieliśmy, kto jest podejrzanym. Mieliśmy pewność co do tożsamości robaka. Mogliśmy oskarżyć... właściwego człowieka.

Źródło artykułu:WP Gry
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)