Przyszła jednak pora, by po bardzo donośnym „A” powiedzieć równie głośne „B”. W końcu zbliżało się nowe tysiąclecie, a pierwsza Plejstacja, jakkolwiek długowieczna, bynajmniej nie młodniała. Pierwsze konkretne wieści o jej następczyni gruchnęły na wiosnę 1999 roku. Prostolinijna nazwa nowej konsoli raczej nie stanowiła dla nikogo zaskoczenia – wszak nie porzuca się marki wyrabianej w pocie czoła przez ostatnie kilka lat. Nikogo nie zdziwił również postęp technologiczny, jaki dokonał się pomiędzy obiema maszynami, choć trzeba przyznać, że pierwsze dema technologiczne robiły piorunujące wrażenie. PlayStation 2 zapowiadała się na istny multimedialny kombajn, zdolny generować niemal fotorealistyczną grafikę (nie śmiać się, w tamtych czasach naprawdę takie sprawiało to wrażenie). A jednak, trzeba nam było czekać jeszcze ponad rok zanim kolejna generacja konsol stała się faktem.
PANIE! PEESDWÓJKI RZUCILI!PS2 zadebiutowała w rodzimej Japonii w marcu 2000 roku. Amerykanie i mieszkańcy Europy musieli poczekać do końca roku i nie był to jedyny zgrzyt czekający na zaślinionych klientów. Maszynki znikały ze sklepowych półek w ekspresowym tempie, szybko okazało się, że fabryki nie wyrabiają się z zaspokajaniem popytu na ów cud techniki. Żądnych wrażeń graczy nie zniechęcała wysoka cena urządzenia, teoretycznie oscylująca w granicach 300 dolców, ale wobec olbrzymiego zapotrzebowania przekraczająca na aukcjach internetowych nawet tysiąc baksów. Zresztą, sam pamiętam, że kiedy konsola po raz pierwszy zawitała do krainy Wisłą i Wartą płynącą, można ją było tu i ówdzie zgarnąć po „okazyjnej” cenie 2,5 tysiąca złotych.
TimeSplittersCzy wszystko to było rzeczywistą wtopą, czy wyrachowanym zagraniem marketingowców Sony? Trudno powiedzieć. Ostatecznie jednak sytuacja na rynku ustabilizowała się i każdy chętny mógł względnie ludzkim kosztem postawić sobie pod telewizorem wymarzoną konsolę. A kiedy już położył na niej łapy, mógł nacieszyć się wyborem niemal trzydziestu tytułów startowych. Jak to bywa z wczesnymi grami na jakikolwiek system, ich jakość była mocno zróżnicowana. Nie zabrakło gier udanych (Dead or Alive 2: Hardcore, SSX, TimeSplitters, Tekken Tag Tournament), średniaków (Street Fighter EX3, Summoner), a także ordynarnych crapów (X-Squad). Najważniejsze jednak, że maszyna bojowa Sony została wprawiona w ruch i – jak miało się wkrótce okazać – nikt już nie był w stanie zatrzymać jej tryumfalnego marszu.