Od dziesięcioleci różne dziedziny rozrywki serwują najprzeróżniejsze opowieści o martwiakach. Wiemy, jak się przed nimi bronić, wiemy, jak się ich pozbyć, wiemy również, że da się je oswoić i grać nimi na konsoli. Znamy ich rożne typy i zachowania. Niektóre wloką się z prędkością żółwia, niektóre biegają szybciej niż my kiedykolwiek, są wymiotujące zombie, tłuste zombie, plujące zombie, skaczące zombie, zombie zjadające rośliny, zombie o odporności czołgów i cała masa innych zombie, o których aż boję się wspominać.
Żeby praktykować obronę przed tymi niezbyt przyjemnymi istotami, na rynku mamy szereg gier, które symulują ataki zombie w najróżniejszych warunkach. Chyba najbardziej znana jest seria Left 4 Dead. Dzięki niej doskonale poznajemy zasady walki w środowisku miejskim. Na horyzoncie zaś jawi się polska produkcja Dead Island, która uczy przetrwania podczas wakacji na tropikalnej wyspie. Najwyraźniej kataklizmy mają w nosie fakt, że jesteśmy na urlopie... A co, jeżeli mieszkamy na przedmieściach albo w małych miasteczkach, a nasi sąsiedzi to banda ignorantów, którzy nie zdają sobie sprawy z zagrożenia ze strony żywych trupów? Oczywiście i na to mamy radę – grę, która zwie się Zombies Ate My Neighbors.
Wydana w 1993 roku na ówczesne konsole opowiada historię dwóch dzieciaków – Zeke i Julie. Najwyraźniej tylko ta dwójka rozumie powagę sytuacji, w jakiej się znalazła, gdy całą okolicę opanowały zombie! Zadaniem naszych bohaterów jest nie tyle zabijanie nieumarłych co ratowanie ludzi, którzy żyją sobie dalej jak gdyby nigdy nic.
Na początku wybieramy, którym ze śmiałków chcemy uganiać się za niezbyt rozgarniętymi sąsiadami. Jak nietrudno zgadnąć, na drodze do sukcesu stają nam hordy zombie, które bez końca wyłażą z ziemi. Jednak na misję nie idziemy z pustymi rękoma. Do obrony mamy mocarny... pistolet na wodę, który o dziwo jest bardzo skuteczny. Poza tym to nie jedyna broń w grze. Do miotania wykorzystujemy np. sztućce, talerze i żywność, znajdujemy też wybuchające puszki coli, dysponujemy nawet bazooką z prawdziwego zdarzenia. Warto wspomnieć także o przedmiotach specjalnych, które w różny sposób pomagają w realizacji zadania. Jak dmuchani klowni, którzy przyciągają uwagę zombie, czy tonik zamieniający nas w morderczą bestię. Co ważne, każda z broni działa to lepiej, to gorzej na różne typy potworów. Tak, w Zombies Ate My Neighbors nie spotkamy tylko żywych trupów. Prawdę powiedziawszy, zombie to początek bardzo długiej listy dobrze znanych z horrorów kreatur. Opętane lalki z nożami, wlokące się mumie, zamaskowani mordercy z piłami mechanicznymi, napaleni na ziemskie cheerleaderki kosmici, wielkie owady, a nawet i taka elita jak Drakula, wilkołak i potwór Frankensteina!