Obchodzi on w tym roku swoje dwudzieste piąte urodziny, a na horyzoncie jawi się już kolejna cześć o podtytule** Skyward Sword**. Myślę, że to doskonała okazja, by cofnąć się trochę w czasie i zobaczyć, jak się to wszystko zaczęło.
Od czasu wypuszczenia w 1981 roku Donkey Konga na automaty do gier Nintendo z łatwością wspinało się po szczeblach popularności. W połowie lat osiemdziesiątych konsola tej firmy zdominowała rynek, a takie gry jak np. Super Mario Bros. rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Niestety automaty wielkiego N powoli przestawały cieszyć się takim powodzeniem jak kiedyś, a przygody wąsatego hydraulika nie były w stanie utrzymać NES-a na rynku. Na szczęście na pomoc przyszedł sam Shigeru Miyamoto i jak zwykle uratował sytuację.
Wpadł on na pomysł stworzenia gry, jakiej wcześniej nigdy nie było. Pragnął, by jego bohatera nic nie ograniczało, zatem zerwał z konwencją platformówek i postanowił przedstawić jego perypetie z lotu ptaka. Umożliwiało to poruszanie się w jednym z czterech dowolnych kierunków, co w czasach zdominowanych przez platformówki było niemałym szokiem.
The Legend of ZeldaMiyamoto na potrzeby gry stworzył zupełnie nowego herosa, a był nim chłopiec-elf o imieniu Link. Postawiono przed nim nie lada zadanie – miał uratować księżniczkę Zeldę z łap potwora o imieniu Gannon, a wyzwanie to było o tyle trudne, że nie mógł tego dokonać bez zdobycia mistycznego artefaktu zwanego Triforce. Może i była to kolejna historia o porwanej niewieście i świecie zagrożonym przez okropne zło, lecz została ona opowiedziana tak oryginalnie, że nikt na wielokrotnie wykorzystywany motyw nie zwracał uwagi. Już sam początek gry był dość zaskakujący, nawet jak na panujące dzisiaj standardy. Po wciśnięciu startu i wybraniu miejsca na zapisanie rozgrywki orientowaliśmy się, że nasz protagonista stoi pośrodku równiny otoczonej górami, a jedyne, w co jest uzbrojony, to tarcza. Od tamtej pory losy Linka leżały w naszych rękach. Nikt nie mówił nam, gdzie mamy iść, co robić i z kim walczyć. Byliśmy tylko my i nasza chęć eksploracji. Prawda, że brzmi to trochę jak archaiczne GTA?
I tak oto w 1986 roku powstała pierwsza gra z serii The Legend of Zelda. Wszystko, co wymyślił w niej Miyamoto, było nowe i nigdzie wcześniej niespotykane. Dostaliśmy RPG pełne akcji, w którym od refleksu bardziej liczył się spryt i nasza inteligencja. Niestety, z powodu jej inności pojawiły się wątpliwości, czy gra przyjmie się poza Krajem Kwitnącej Wiśni. Obawiano się, że chodzenie po ogromnej mapie i rozwiązywanie zagadek będzie zbyt nużące i trudne dla przeciętnego amerykańskiego gracza. Na szczęście gra została bardzo ciepło przyjęta przez testerów z Zachodu, mimo że musieli grać w japońską wersję z tłumaczami przy boku.
Jednak The Legend of Zelda to nie tylko rewolucja w rozgrywce, gdyż już samo wydanie gry było wyjątkowe. Dość wspomnieć złoty kartridż oraz fakt, że jako pierwsza posiadała ona baterię umożliwiającą zapis stanu zabawy. Na dodatek w pudełku oprócz gry można było znaleźć składaną mapę i obszerną instrukcję opisującą wrogów oraz różne rodzaje przedmiotów, na które natrafialiśmy podczas wędrówki. Było to pierwsze tak bogate wydanie na konsolę Nintendo. Jakby tego było mało, Minoru Arakawa (ówczesny prezes Nintendo of America) założył specjalną, darmową linię telefoniczną dla mających problemy graczy, która później rozrosła się w wielkie centrum pomocy przynoszące niemałe dochody.
Dzisiaj seria The Legend of Zelda liczy sobie szesnaście różnych tytułów. Może po dwudziestu pięciu latach obecności na rynku to niewiele, jednak prawie każdy z nich to niesamowita przygoda. Ba! Ocarina of Time na Nintendo 64 uważana jest za najlepszą grę wszech czasów, jednak to pierwsza Zelda jest najważniejszą pozycją w cyklu. W latach osiemdziesiątych była prawdziwym krokiem milowym w dziejach gier i ma na tę branżę wpływ po dziś dzień. Przyniosła masę przełomowych rozwiązań i pomysłów, które z powodzeniem sprawdzają się do teraz, chociażby w Darksiders czy Batman: Arkham Asylum. Jedyne, co mi pozostaje, to podziękować panu Miyamoto za kawał solidnej roboty, a tobie Link… życzyć następnych, owocnych dwudziestu pięciu lat na rynku!
Więcej o starych, kultowych grach przeczytasz w naszym nowym dziale "Retro".
Będziemy w nim publikować artykuły przypominające legendarne tytuły z growej przeszłości. Jeśli macie jakieś sugestie, uwagi, propozycje gier do powspominania, piszcie je w komentarzach na stronie specjalnej cyklu.