Jako mały brzdąc uwielbiałem komiksy. Co miesiąc stałem przy kiosku z nosem przyklejonym do szyby, wypatrując nowych przygód ulubionych superbohaterów. Pamiętam, że pewnego razu wśród kolorowych okładek zauważyłem jedną, która bardzo różniła się od reszty – czarna, z wielkim krwawym „S” na środku. Był to jedyny numer o przygodach Supermana, jaki kupiłem, a opowiadał on o jego śmierci.
Przyznam od razu, że Supermana nie trawię. Mimo iż noszenie na mieście majtek na spodniach trochę mi imponuje, to nie widzę niczego fajnego w byciu nieśmiertelnym, gdy jedyną naszą słabością jest jakiś kamyk z kosmosu. Stąd moje zainteresowanie wspomnianym komiksem. Byłem ciekaw, kto zabił tego nadczłowieka i w jaki sposób to zrobił. Okazało się, że sprawcą wszystkiego jest niejaki Doomsday, który zamieszkiwał planetę Krypton tysiące lat przed Supermanem. Ich walkę oglądało się znakomicie, a kończyła się ona śmiercią obydwu. Teraz wiemy, że obaj panowie mają się dobrze, ale swego czasu powodowało to opad szczęki co najmniej do ramion.
Kiedy dowiedziałem się, że istnieje gra na podstawie tej historii, musiałem w nią jak najszybciej zagrać. The Death and Return of Superman wyszło w 1994 roku na SNES-a, a zrobili je ludzie z SunSoft, wydał natomiast Blizzard. Genialni twórcy gier na NES-a i legenda od Warcrafta? To nie mógł być zły tytuł! Czy aby na pewno?
Gra opowiada dokładnie tę samą historię, jaką poznajemy w komiksach – od morderczej walki aż po triumfalny powrót obrońcy Metropolis. Dane jest nam wykończyć Doomsdaya, pograć jedną z czterech inkarnacji Supermana, a nawet uratować świat przed nikczemnymi planami jednej z nich. O ile w wersji papierowej trzymało się to kupy i potrafiło wciągnąć, tak w grze historia jest mocno chaotyczna. Fabuła opowiadana jest tak pokrętnie i bez polotu, że szybko gubimy się w tym, co naprawdę się dzieje. Zamiast animowanych przerywników mamy statyczne obrazki bohaterów i drewniane dialogi, które często pozbawione są najmniejszego sensu.
Sama rozgrywka to najprostszy i najbardziej klasyczny beatem up, jaki można sobie wyobrazić – Superman kontra chmara zbirów, potworów i innych nieprzyjemnych typów. Do szerzenia sprawiedliwości służą oczywiście pięści oraz laserowy wzrok, który mimo małego opóźnienia często bywa niezastąpionym atakiem. Jednak najważniejszą cechą Supermana jest umiejętność latania, która nieraz ratuje nas z tarapatów. Wciskając dwukrotnie klawisz skoku, wzbijamy bohatera w powietrze, gdzie może on przebywać, jak długo chce, co pozwala mu na wybranie dogodnego miejsca do starcia. Zawiodłem się trochę faktem, iż walcząc pięcioma różnymi wersjami Supermana, nie zauważamy między nimi absolutnie żadnej różnicy w sposobie prowadzenia potyczek. Oprócz bitew na ziemi dane jest nam też zmierzyć się z przeciwnikiem w powietrzu. Gra zamienia się wtedy w shootem up, w którym lecimy bohaterem w prawo, strzelając ognistymi kulami z pięści. Czemu nie laserem z oczu? To mogą wiedzieć tylko twórcy.
Graficznie tytuł nie wygląda źle. Pojawiające się na ekranie postacie są duże i szczegółowe. Każde wcielenie Supermana prezentuje się zupełnie inaczej i posiada własną animację. Trochę gorzej ma się rzecz z przeciwnikami. Jest ich niewiele rodzajów – ci spotkani w pierwszych etapach gry później są tylko i wyłącznie swoimi własnymi wariacjami kolorystycznymi. Najgorzej jednak wypadają tła. Wydają się nudne i monotonne, przez co często mamy wrażenie, że kręcimy się w kółko, zamiast przeć do przodu.
Kliknij, aby zobaczyć więcej obrazów z gryNo, cóż The Death and Return of Superman to niewątpliwie nie najlepsza produkcja. Powtarzalne lokacje, powtarzalni przeciwnicy, a nawet powtarzalni bossowie potrafią uśpić nudą najwytrwalszego gracza. Dodatkowo całe to ratowanie świata jest mało satysfakcjonujące i nie ma jakiegoś większego sensu przez sposób, w jaki została opowiedziana historia. Nawet pewna początkowa przyjemność z grania później zamienia się w furię spowodowaną kiepskim zbalansowaniem poziomu trudności. A szkoda! Tytuł jako taki miał wielki potencjał, który niestety nie został wykorzystany w najmniejszym stopniu. Aż dziw, że SunSoft na spółkę z Blizzardem nie umiało tego dokonać. Smutne jest też to, że to najlepsza gra o Supermanie, jaka kiedykolwiek została wydana. Jeżeli macie ochotę pograć w naprawdę dobry beat`em up z superbohaterami, to zabierzcie się za Teenage Mutant Ninja Turtles IV: Turtles in Time, a The Death and Return of Superman zostawcie w spokoju.
Więcej o starych, kultowych grach przeczytasz w naszym nowym dziale "Retro".
Będziemy w nim publikować artykuły przypominające legendarne tytuły z growej przeszłości. Jeśli macie jakieś sugestie, uwagi, propozycje gier do powspominania, piszcie je w komentarzach na stronie specjalnej cyklu.