Po olbrzymim sukcesie Super Mario Bros. Nintendo nie kazało nam długo czekać na kontynuację. Japonia dostała ją niespełna rok po premierze „jedynki”, a my… no cóż, dwa lata później. Radość była przeogromna, a fani rzucili się na grę jak wygłodniałe zwierzęta. Czy jednak otrzymali to, czego z utęsknieniem wyglądali tyle czasu?
Już pierwsze chwile z Super Mario Bros. 2 zrodziły mnóstwo pytań. Czemu Toad rzuca rzepą? Dlaczego do zabawy możemy wybrać jedną z czterech postaci? Co wśród nich robi Peach? I gdzie tak naprawdę trafili bohaterowie? Okazało się, że tym razem akcja dzieje się w królestwie o nazwie Subcon, którym włada żabi król o imieniu Wart. Naszym celem było pozbycie się go raz na zawsze, gdyż nie należał on do łaskawych i sprawiedliwych. Aż dziw bierze, że w całą tę sytuację nie zostało wplątane porwanie Peach.
Tym razem była ona jedną z czterech grywalnych postaci. Oprócz niej mogliśmy pokierować Mariem, Luigim, a nawet i Toadem, który jakże chętnie informował o lokalizacji księżniczki w Super Mario Bros. Każdy z bohaterów miał swoje specjalne właściwości, które w większym lub mniejszym stopniu ułatwiały rozgrywkę. I nie ma co kryć – to Luigi był postacią, którą tak naprawdę sterowaliśmy przez całą grę. Ze swoją zdolnością „biegania” w powietrzu potrafił pokonać każdą przepaść, przeskoczyć najwyższe przeszkody i ominąć większość przeciwników. Nawet Peach, która umiała latać na niewielkie odległości, nie była w stanie przebić umiejętności tego zielonego hydraulika. A co z resztą postaci? Można stwierdzić, że po prostu były. Jeżeli ktoś lubi wyzwania i ma za dużo czasu, to polecam Toada, który skacze niżej niż Mario, a granie nim powoduje niemałą frustrację.
Jeżeli chodzi o królestwo Subcon, to nie miało ono nic wspólnego z tym, które poznaliśmy w Super Mario Bros. Nie napotykaliśmy tu drepczących żółwi i grzybków, nie znajdowaliśmy klocków z ukrytymi monetami ani nie zjeżdżaliśmy po maszcie pod koniec poziomu. W zamian dostaliśmy świat pełen tajemniczych zamaskowanych postaci, fiolki, które po rozbiciu zamieniały się w drzwi, i wielkie głowy drapieżnych ptaków, które prowadziły nas do następnych etapów. Jakby tego było mało, charakterystyczne skakanie po głowach przeciwników również znikło. Tym razem wszystko opierało się na podnoszeniu i rzucaniu. Teraz byliśmy w stanie wleźć na głowę każdego stworzenia, jakie spotkaliśmy, unieść je i cisnąć w stronę wroga. W ten oto ciekawy sposób pozbywaliśmy się wszystkiego, co się ruszało, a jak zabrakło wkoło zwierząt, zawsze można było uzbroić się w wyrwaną z ziemi rzepę.
Brzmi to w sumie bardzo abstrakcyjnie i mało pasuje do uniwersum Maria, zupełnie jakbyśmy mieli do czynienia z inną grą. I nie inaczej było w rzeczywistości! Japońskie Super Mario Bros. 2 to nie ta sama produkcja, na którą przyszło nam czekać dodatkowe dwa lata. Tamtejsze Nintendo stwierdziło, że kontynuacja, jaką przygotowało, jest zbyt trudna dla „niejapońskich” graczy, zatem stworzono wersję odpowiednią dla naszych paluszków. Wzięto grę Doki Doki Panic, pozamieniano w niej bohaterów na tych dobrze nam znanych, coś dodano, coś wyrzucono i tak powstała ta pamiętna wersja. Z początku nikt nie miał pojęcia o tym przekręcie, jednak po pewnym czasie informacja zaczęła się rozprzestrzeniać. Stąd cała nienawiść, jaka towarzyszy Super Mario Bros. 2. Nie dość, że gracze poczuli się oszukani, to na dodatek dowiedzieli się, że ich ukochane Nintendo powątpiewa w ich manualne zdolności. Zmienione zakończenie gry również nie pomogło temu tytułowi. Otóż wymyślono, że wszystko, co robiliśmy i przeżyliśmy, jest zaledwie snem, który śni Mario w swoim wygodnym łóżku. I gdyby nie wspaniała muzyka i animacja, jaka towarzyszy temu fragmentowi, to też bym był nim zniesmaczony.
Żal mi Super Mario Bros. 2. Ze świecą szukać osób, które mają odwagę powiedzieć, że to dobry tytuł, bo tak w istocie jest. Sam jestem wielkim fanem tej części i bronię jej za każdym razem, gdy ktoś mówi o niej coś złego. Gra jest zróżnicowana, oferuje wiele radości z zabawy, a jej zakończenie, mimo bzdurnej konkluzji, sprawia dużą satysfakcję. Porzućcie więc nienawiść i zapomnijcie o tym, czym tak naprawdę jest Super Mario Bros. 2. To bardzo ciekawa i wciągająca platformówka, której już dawno powinniśmy wybaczyć.