Sprawy mają się o wiele gorzej, kiedy w pobliskim zamku osiedli się pan i władca wszelkich krwiopijców, mianowicie sam Drakula. Na niego żaden czosnek czy nawet osikowy kołek nie wystarczy. Tutaj trzeba specjalistów. Największymi zaś pogromcami wampirów są niezaprzeczalnie członkowie rodziny Belmontów, a najlepszy z nich ma na imię Simon.
Wątpię, by którykolwiek z graczy nie słyszał o serii** Castlevania. Początkami sięga ona już NES-a i po dziś dzień obejmuje prawie czterdzieści tytułów. Przez lata wydawana na co tylko się dało miała swoje wielkie wzloty i bolesne upadki. Zajmijmy się jednak tą lepszą odsłoną cyklu, a mianowicie Super Castlevanią IV**.
Jak nietrudno zgadnąć, w fabule chodzi o Drakulę. Jakimś cudem znowu wstał z grobu i zaczął szerzyć śmierć i pożogę. Na szczęście nasz bohater Simon Belmont niczym Spider-Man wyczuwa takie sytuacje i chwytając swój niezastąpiony bicz, natychmiast wyrusza z misją unicestwienia pana mroku.
Super Castlevania IV to typowy side-scroller z elementami platformowymi. Przedzierając się przez kolejne poziomy, strzelamy z bicza we wszystko, co staje nam na drodze, a jest tego mnóstwo. Od zwykłych nietoperzy i żab, przez chodzące krzaki i latające ręce, a na rybo-ludziach i szkieletach najróżniejszej maści skończywszy. Dodatkowo twórcy czerpali garściami z różnych mitologii i klasyki kina, poszerzając bestiariusz chociażby o Meduzy czy potwora Frankensteina.