WAŻNE
TERAZ

Podwójne zabójstwo w Raciążu. Miał zabić swoich dziadków

Retro - Street Fighter 2010

Retro - Street Fighter 2010

25 lat to dość sporo. Brzmi jeszcze gorzej, kiedy powie się „ćwierćwiecze”. W branży gier to praktycznie wieczność i trzeba być naprawdę twardym zawodnikiem, żeby istnieć na rynku do tej pory z tyloma wiosnami na karku. Zatem nie ma co się dziwić, że seria pełna mistrzów karate, fryzur a’la „stolik do kawy” czy nienaturalnie napakowanych ud obchodzi w tym roku właśnie taką rocznicę. Mówię oczywiście o serii Street Fighter, której początek był tak nikczemnie zły, że wszyscy ignorują jego egzystencję. Pewnie myślicie, że zaraz zacznę opowiadać historię o tym, jak to się wszystko się zaczęło. To by było za proste! Na warsztat wziąłem tytuł, którego nie znają nawet najwięksi fani tej serii albo jak ja to lubię nazywać – nie chcą o niej w ogóle pamiętać.

Jednak jak bardzo bym nie chciał pisać o „jedynce”, tak muszę chociaż o niej napomknąć. W 1987 Japończycy mieli przyjemność zapoznać się z automatem Street Fighter. Jak już wspomniałem, nie była to najlepsza gra, a głównym jej mankamentem było sterowanie. Aż dziw bierze, że nie porzucono tytułu w niepamięć i mimo wszystko postanowiono dorobić do niego jakąkolwiek kontynuację. Początkowo nosiła ona tytuł Street Fighter 89 ze względu na planowany rok jej wydania. I wyszła. Niestety nie była już bijatyką, a chodzonym beat’em up’em, którego dzisiaj znamy pod tytułem Final Fight. Skąd ta zmiana tytułu? Stwierdzono, że jej rozgrywka zbytnio odbiegała od oryginału, a nie chciano zmieniać charakteru przyszłej serii. Myślę, że Bethesda mogłaby się dużo nauczyć z tej historii. I tak minęły dodatkowe dwa lata, aż w 1991 roku dostaliśmy Street Fightera II, którego wszyscy znakomicie znają. Jednak mało kto się zorientował, że rok wcześniej pojawiła się jeszcze jedna gra należąca do serii. Wyszła na NES-a, a tytuł jej brzmiał Street Fighter 2010: The Final Fight. Z tak pokracznego tytułu nie mogło wyjść nic dobrego, prawda?

Zacznijmy od tego, że w grze mamy tylko jednego bohatera – Kena. Minęło 25 lat od czasu, kiedy wygrał swoje ostatnie zawody ulicznych wojowników. Po tym porzucił rolę karateki na rzecz kariery naukowej. Jako wielki uczony Ken odkrywa zupełnie nową substancję zwaną cyboplazmą, dzięki której dowolne stworzenie we wszechświecie dostaje ponadnaturalnych zdolności. Nic dziwnego, że zostaje ona skradziona przez jakiegoś nikczemnika w celu szerzenia zła. Co gorsza Troy – najlepszy przyjaciel Kena z laboratorium – ginie podczas próby powstrzymania złodzieja. W ten oto prosty sposób znany wszystkim blond-wojownik wyrusza w kosmos w swoim cybernetycznym wdzianku, by dokonać wendety na mordercy. I przyznaję, że fabuła nie jest wcale taka głupia (serio? – dop. redakcja). Historia z nutką tajemnicy o zemście w futurystycznym świecie pełnym zmutowanych potworów brzmi jak materiał na bardzo fajny film akcji z elementami science-fiction. Tylko gdzie w tym wszystkim jest Street Fighter?

Sama gra jest mieszanką dość nietypową. W pewnym sensie jest platformówką, jednak polega ona głównie na praniu kreatur zarażonych cyboplazmą. Dużo jest w niej elementów chociażby z Ninja Gaiden, jak i samego Final Fight. Gdybym miał jeszcze bardziej przybliżyć wam, to czym jest Street Fighter 2010, to powiedziałbym, że jest pradawną wersją kampanii z Super Smash Bros. Brawl. Dostajemy areny, na których musimy zbierać power-upy, by jak najskuteczniej wykańczać wyznaczone nam cele. Po zebraniu z nich odpowiedniej ilości cyboplazmy, otwiera się portal, przez który przedostajemy się do nowych etapów. Do tego dochodzi dość spory poziom trudności rodem z najlepszych części Mega Mana czy Ghosts ‘n Goblins. I nie ma co się dziwić! Nad Street Fighterem 2010 trzymał piecze Tokuro Fujiwara, który był odpowiedzialny za obie te serie.

Niestety jest coś, co psuje dość mocno tę cudaczną produkcję. Mimo dobrych chęci sterowanie w niej jest miejscami tragiczne. Ken bez żadnych powodów chwyta się każdej pionowej powierzchni w najmniej odpowiednich chwilach. Jakby tego było mało, trzeba wciskać klawisz w dół, by kopnąć kogoś nad nami i przewroty w tył, które wychodzą w najmniej odpowiednim momencie. Jest to niesamowicie frustrujące przy tak wysokim poziomie trudności i wymaganej precyzji. Gdyby tylko NES posiadał dwa dodatkowe guziki, byłoby o niebo lepiej.

A wiecie co jest najgorsze w tym wszystkim? Street Fighter 2010: The Final Fight naprawdę mi się podoba. Oczywiście jest to niedorzeczny przedstawiciel serii, a komunikacja miedzy graczem a grą pozostawia wiele do życzenia, jednak ma w sobie to coś, czym tak bardzo nęci nas Dark Souls. Mimo bezwzględnego poziomu trudności i wielu porażek, zawsze widzi się jakieś miejsce na progres. I tak po pewnym czasie spędzonym z grą wszystkie jej wady odchodzą w niepamięć i pozostaje nam ładnie wyglądający tytuł z bardzo przyjemną muzyką oraz satysfakcjonującym poziomem trudności. Jak zatem będzie? Odważycie się zagrać w Street Fightera 2010?

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie
Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ 👀