Wyobraźcie sobie, że po latach planowania i zbierania pieniędzy w końcu zakładacie swój wymarzony interes. Staje się on Waszym oczkiem w głowie, prosperuje jak marzenie, aż pewnego dnia przychodzi jakiś gość i mówi, że wszystko Wam zabiera i że macie się wynosić. Jak dziwnie by to nie brzmiało, tak właśnie wygląda historia w Panicu Restaurancie. Pewnego słonecznego dnia bohater gry Cookie zostaje napadnięty przez konkurenta o imieniu Ohdove. Obrzuca on naszego restauratora warzywami i w ten oto sposób przejmuje cały nasz dobytek. Jak to niewiele trzeba, by stracić interes życia... Na szczęście nasz kucharzyk nie jest w ciemię bity i potrafi walczyć o swoje. Niedługo po tych traumatycznych wydarzeniach Cookie zbiera się w sobie i wyrusza na akcję dywersyjną. Trzeba przyznać, że ta historia jest zbyt dziwaczna nawet jak na platformówkę, jednak doceńcie fakt, iż nie kręci się wokół porwanej kobiety.
Cookie to kucharz pełną gębą. Cały czas chodzi w swojej charakterystycznej czapie i nieskazitelnie białym fartuchu. Jak na prawdziwego mistrza w swoim fachu przystało, na krucjatę wyrusza uzbrojony w szereg narzędzi kuchennych, które w jego rękach zmieniają się w morderczą broń. Podstawowym orężem obronnym jest stara, wysłużona patelnia, która niestety daje tylko złudzenie bezpieczeństwa. No cóż, lepsze to niż nic. Na szczęście, w miarę jak przemierzamy przepastną restaurację Eaten, po drodze znajdujemy takie cuda jak talerze do rzucania, widelec do skakania po wrogach i mocarną łychę, która potrafi poradzić sobie ze wszystkim, co się rusza.
A jest tego niemało. Cookie’ego atakuje dosłownie cała zawartość lodówki. Już na samym początku natykamy się na pieczone kurczaki i umalowane marchewki. Nawet takie pyszności jak pizza czy lody na patyku próbują zatrzymać naszego kucharza. Największe jednak wrażenie robią bossowie, którzy swoją oryginalnością są w stanie konkurować z najlepszymi. Pod koniec każdego etapu czekają na nas takie potwory jak patelnia pełna popcornu czy wielki, wkurzony hamburger. Sam nie mogłem wyjść ze zdziwienia, kiedy pierwszy raz zobaczyłem latający piekarnik miotający biegającym drobiem.
Cała gra przegania nas przez 6 różnych etapów, a każdy z nich oferuje mniej lub bardziej zróżnicowaną zabawę. Jednym z ciekawszych jest wnętrze chłodni, w której podłoga jest niesamowicie śliska, co powoduje częste wpadanie w przepaście czy nadziewanie się na kolce. Przeciwnicy natomiast są przystosowani do warunków panujących wokół nich, a ich zdolności idealnie przeszkadzają nam w przebijaniu się przez naszą ukochaną restaurację. Niestety, wspomniane 6 plansz wystarcza na bardzo krótko, mimo niemałego poziomu trudności. Pokonywania etapów uczymy się w miarę szybko, a to dzięki nieograniczonej ilości „continuesów”. Nawet poukrywane gdzieniegdzie minigry nie ratują sytuacji. Jakby tego było mało, samo zakończenie niezwykłej historii Cookie’go jest niezbyt satysfakcjonujące i pozostawia po sobie spory niesmak. Zupełnie jakby ktoś w pewnym momencie stwierdził, że nie chce mu się dalej pracować nad grą.
Ciężko mi polecić Panica Restauranta z czystym sercem. Z jednej strony jest to bardzo zabawna, zwariowana i porządna platformówka. Z drugiej tak naprawdę nie wnosi nic nowego do gatunku, a jej długość pozostawia wiele do życzenia. Jednak ma w sobie jakiś nieodparty czar, który sprawia, że wracam do niej z przyjemnością po dziś dzień. Może to hipnotyzująca muzyka występująca w grze albo cudownie wyglądający świat żywności, która chce nas zabić. Nie mam pojęcia. Jeżeli jednak szukacie krótkiej, przyjemnej platformówki albo po prostu chcecie bezkarnie pobawić się jedzeniem, to Panic Restaurant nadaje się do tego idealnie.