Kevin sam w domu to prosta komedyjka z postaciami zalatującymi na kilometr stereotypami i gagami oryginalnymi jak trampki na bazarze. Może właśnie dlatego tę produkcję pokochało tylu ludzi, w tym ja. Oczywiście nasz świat jest tak skonstruowany, że gdy jakiś film staje się popularny, to natychmiast zjawia się ktoś z pomysłem, żeby zrobić na jego podstawie grę. I nie inaczej było w tym wypadku. Zaledwie rok po premierze kinowej na NES-a wyszła konsolowa wersja tego hitu ze szklanego ekranu.
Wątpię w to, żeby znalazła się jakaś osoba, która chociażby nie kojarzyła fabuły Kevina samego w domu. Tytuł praktycznie opowiada ją całą, jednak nie wspomina o tym, że bohater to ośmiolatek, który boi się nawet starego pieca w piwnicy. Oczywiście z początku chłopak czuje się jak w raju – żadnych zasad, zero obowiązków. Żyć, nie umierać! Sprawy się jednak komplikują, kiedy to dwóch złodziei postanawia okraść jego dom. Ten nie ma wielkiego wyboru i postanawia bronić swojego domostwa za pomocą skomplikowanego planu, który zawiera w sobie mnóstwo bolesnych pułapek. I tak dostajemy standardową potyczkę między nad wyraz sprytnym dzieckiem i przygłupimi przestępcami. A wiecie ile z tej fabuły jest przedstawione w Home Alone na NES-a? Ani odrobina!
Tak jak w przypadku Die Hard nie jest nam dane poznać zasad gry i zmuszeni jesteśmy zajrzeć do instrukcji. W tej wyraźnie stoi, że musimy uciekać przed Marvem i Harrym, dwoma bardzo inteligentnymi złoczyńcami. Co ciekawe, jesteśmy zmuszeni robić to przez bite 20 minut, gdyż wezwana przez Kevina policja nie jest w stanie szybciej przyjechać. Niestety rodzi to pewne konflikty pomiędzy grą a samym filmem. Kto stwierdził, że ta para złodziei posiada chociażby śladowe ilości logicznego myślenia? Czy Kevin nie zadzwonił po stróżów prawa pod koniec zuchwałej „kradzieży”? I dlaczego w grze musimy rozstawiać pułapki na bieżąco, skoro w filmie miał przygotowany cały plan?
No właśnie! W Home Alone naszym zadaniem jest rozstawianie zasadzek w momencie, kiedy Marv i Harry przychodzą do mieszkania. Grę rozpoczynamy totalnie bezbronni. Nie posiadamy nawet wiatrówki, którą Kevin nosił ze sobą w filmie. Dostajemy za to możliwość noszenia ze sobą do trzech różnych pułapek, które uprzednio musimy zdobyć łażąc po domu. Z początku nie mamy zielonego pojęcia jak one wyglądają, a to za sprawą genialnych grafików, którzy tak upstrzyli kolorami posiadłość McCallisterów, że wszystko, co możemy podnieść idealnie zlewa się z tłem. Na szczęście dość szybko możemy się zorientować, że kwadraty z brzydkimi rysunkami to nie obrazy „dekorujące” pokoje, tylko właśnie pułapki. Ich rozstawianie polega wyłącznie na upuszczeniu ich w dowolnym miejscu. Nawet na rynnie! Marv i Harry tak czy siak w nie wpadną. W końcu tylko ktoś bardzo inteligentny potrafi poślizgnąć się na małych samochodzikach schodząc po metalowej rurze. I tak wygląda cała rozgrywka - 20 minut chodzenia w tą i z powrotem, podnoszenia pułapek i wyrzucanie ich kawałek dalej.
Żebyśmy jednak nie czerpali ani krztyny przyjemności z Home Alone programiści zaserwowali nam jedno z najgorszych sterowań w świecie elektronicznej rozrywki. Kevin nie dość, że porusza się jak mucha w smole, to na dodatek nie potrafi skakać. Jeżeli uważacie, że wchodzenie po schodach w Castlevanii było udręką, to powinniście zagrać właśnie w ten cudowny tytuł. Bez trafienia w odpowiedni pikselek możecie tylko pomarzyć o podróżowaniu po stopniach. Warto nadmienić, iż jest to główny sposób przemieszczania się między piętrami posiadłości. Jednak najwięcej krwi potrafi napsuć rynna, z której płynne zejście graniczy z cudem. Zazwyczaj blokujemy się na niej na kilka sekund, co w grze, w której chodzi o uciekanie przed przestępcami, jest nie do zaakceptowania.
I nie jestem w stanie nie dobrać się jeszcze do grafików. Jak już wspomniałem dom Kevina to miejsce pełne kolorowych pikseli, które strasznie szybko powodują ból oczu i ogólne rozdrażnienie. Nie wiadomo co jest czym, gdzie można pójść, a co podnieść. Same postacie to jakaś tragedia. Marv i Harry nijak nie przypominają swoich filmowych odpowiedników. Jakoś nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek ich widział w burych kombinezonach robotniczych. Kevin za to posiada jedną z najśmieszniejszych animacji chodzenia, jakie kiedykolwiek widziałem. Pochylając głowę do przodu przy równoczesnym przybliżeniu ręki do ust wygląda jakby z każdym krokiem lizał loda. I nie znam człowieka, który nie stwierdziłby tego samego!
Home Alone to tragedia. Obrzydliwie wyglądający kawałek kodu, w który gra się okropnie. Absolutnie nic nie zachęca, by ruszyć ją chociażby kijem. Chyba jedynym plusem jaki posiada ta gra to fakt, że nie trwa dłużej niż 20 minut. Chociaż i to staje się wadą, gdyż każda sekunda spędzona przy Home Alone to horror. Pewnie jesteście ciekawi, kto zmajstrował takiego strasznego gniota. Otóż nie kto inni jak sama Bethesda! Zatem nie grajcie w Home Alone. Zapomnijcie o nim, omijajcie szerokim łukiem, uciekajcie! I przy okazji życzę wam najwspanialszych świąt, jakie do tej pory przeżyliście! A nuż dostaniecie jakieś retro cuda!