Gobliiins zawdzięczamy firmie Coktel Vision, która specjalizowała się w grach edukacyjnych i przygodowych. Jednak ta trylogia nie miałaby racji bytu bez Pierre’a Gilhodesa. To on stworzył cały jej świat, wszelkie postacie, a nawet specyficzną grafikę. A wszystko zaczęło się w 1991 roku, kiedy na światło dzienne wyszła „jedynka” z nieplanowanej jeszcze serii. Była to najłagodniejsza część, w której wcielaliśmy się w trzy różne gobliny o odmiennych zdolnościach i stanach umysłu. Naszym zadaniem było uratowanie króla krainy od nękającego go czarnoksiężnika. Gra była dość długa i zagmatwana, jednak nie wszyscy byli przygotowani na specyficzność tego tytułu, stąd uzyskiwała mieszane recenzje. Na szczęście pan Gilhodes nie zrażał się tą sytuacją i niecały rok później stworzył Gobliins 2: The Prince Bafoon, w którym to zaczęło się prawdziwe szaleństwo. Pod kontrolę dostawaliśmy tym razem dwóch bohaterów, którymi musieliśmy uratować syna wspomnianego wcześniej króla. Gra była o wiele bardziej zakręcona i niedorzeczna od części pierwszej, jednak o dziwo gracze przyjęli ją cieplej od poprzedniczki. Wtedy mogłoby się wydawać, że to maksymalny poziom szaleństwa, jaki można było osiągnąć w grach o goblinach, co oczywiście zostało obalone w 1993 roku, kiedy to wyszła moja ulubiona część serii – Goblins 3.
Wcielamy się w niej w postać Blounta, którego opowieść zaczyna się od ucieczki ze spadającego statku powietrznego. I tak jak dziwacznie gra się rozpoczyna, tak robi się coraz dziwniejsza z biegiem wydarzeń. Fabularnie Goblins 3 jest zakręcony jak słoik na zimę i ciężko jest wyciągnąć z niego jakiś główny wątek. Jesteśmy zmuszeni walczyć o życie Blounta, pobawić się w swatkę dwóch całkiem odmiennych rodów królewskich, a nawet i radzić sobie ze specyficzną przypadłością głównego bohatera. Jednak te wszystkie historyjki łączy cieniutka nić, w którą jest wplątana dama w opresji i chyba właśnie o nią walczymy przez całą grę.
Samo Goblins 3 to tradycyjny przygodówka typu wskaż i kliknij. Jak już wspomniałem, tym razem wcielamy się tylko w jednego bohatera, co z początku może dziwić, mając na uwadze poprzednie części. Szybko się jednak okazuje, że Blount nie jest sam w swojej przygodzie i po drodze spotyka sporo pomocników. Tradycyjnie posiadają oni zdolności, których nasz goblin nie posiada. Jednym z nich jest chociażby papuga Chump, która doskonale czuje się w spadaniu głową na różne przyciski, czy przelatywaniu na krótkie dystanse. Ba! W pewnym momencie gry musimy zadbać o losy damy w opałach. W końcu nie ma powodu żeby stała w miejscu i czekała bezczynnie na ratunek.
Zagadki w grze są bardzo mocno nastawione na współpracę miedzy postaciami. Muszą działać razem by zdobywać niektóre przedmioty, dostawać się w ciężko dostępne miejsca, czy pozbywać się z drogi podejrzanych typów. Niestety przez szaleństwo jakie panuje w całej grze, niektóre łamigłówki są wyjęte z piątego poziomu abstrakcji i trzeba się nieźle nagłowić by wpaść na to, co tak naprawdę autor miał na myśli. Do dziś przeklinam okropną zagadkę, w której trzeba rozegrać najdziwniejszą partię szachów wszech czasów, do której dodatkowo musimy tworzyć własne pionki. Na szczęście w dialogi bohaterów skrzętnie wplątane są podpowiedzi, które w mniejszym bądź większym stopniu są w stanie nam pomóc.
Jednak Goblins 3 cały swój wariacki i niedorzeczny klimat zawdzięcza oprawie, jaką stworzył sam autor - Pierre Gilhodes. Styl graficzny to prawdziwe mistrzostwo. Każdy fragment gry, nawet ekrany ładowania, powodują samowolny uśmiech na twarzy. Wszelkie postacie mają wielkie, zdziwione oczy, niejednej z nich wystają zęby w różnych odcieniach bieli, nie wspominając już o karykaturalnie wielkich nosach. Nawet szkielety, które można napotkać w grze emanują sympatią. Sam świat goblinów to niesamowicie zakręcone miejsce. Dzięki szalonym pomysłom Gilhodesa zwiedzamy takie miejsca jak labirynt mózgu, pokój luster władający czasem i przestrzenią, a nawet i twarz jednego z żołnierzy. Goblins 3 jest jedną z najoryginalniejszych gier pod tym względem i oferuje olbrzymią różnorodność. Do tego dochodzi przezabawna, goblińska mowa bohaterów i niesamowita muzyka mocno wbijająca się w pamięć.
Jeżeli wasze umysły działają na trochę innych obrotach, lubicie abstrakcyjne żarty i tęsknicie za starymi przygodówkami to Goblins 3 jest dla was idealny. Zapewniam, że nie będziecie żałować ani minuty spędzonej z tą grą. Spotkacie w nim zabawnych bohaterów, wasze umysły wywrócą się na drugą stronę, a po wszystkim będziecie się zastanawiać, co się przed chwilą stało i będziecie chcieli więcej. Jeżeli jednak nigdy nie mieliście do czynienia z tą serią, zacznijcie od jej pierwszej części. Niektóre wątki fabularne w Goblins 3 mocno wiążą się z tymi zapoznanymi w poprzedniczkach, a lepiej wiedzieć, na co się w danej chwili patrzy. I na końcu bardzo ważna rada – jedna moneta potrafi więcej, niż mogłoby wam się wydawać.