Studio to nie miało najlepszego startu. Początkowo robiło niezbyt dobre tytuły na Famicoma, co nie wpłynęło pozytywnie na sytuację firmy. Na szczęście z pomocą przyszedł niejaki Hironobu Sakaguchi, a konkretnie z pomysłem na grę czy raczej fabułę do niej. Square nie zastanawiało się długo i postanowiło postawić wszystko na jedną kartę. Zebrawszy piętnastoosobową ekipę, zaczęło tworzyć swoją „Ostatnią fantazję”, która mogła okazać się tak wybawieniem, jak i zgubą.
Historia Final Fantasy mówi oczywiście o ratowaniu świata, jednak nie jest ona prostą opowiastką o złym lordzie czy innym generale, który pragnie władzy. W nienazwanym świecie fantazji porządku strzegą cztery kule, każda przypisana jednemu żywiołowi. Niestety, ich moc zaczyna wygasać, przez co krainę nawiedzają przerażające klęski żywiołowe. Oczywiście na ratunek zostajemy wysyłani my, a z czasem poznajemy tajemnicę, jaka kryje się za tymi wydarzeniami.
W grze kierujemy nie pojedynczym bohaterem, a całą drużyna złożoną z czterech śmiałków. Każdemu z nich wybieramy imię i jedną z sześciu klas, które diametralnie różnią się między sobą. Biały mag potrafi leczyć, wojownik znakomicie włada mieczami, a czarny pas to mistrz walki wręcz. Dodatkowo wraz z nabywanym w czasie przygód doświadczeniem rozwijają oni swój kunszt, osiągając wyższy poziom w swojej specjalizacji, dzięki czemu dostają dostęp do nowych, potężniejszych czarów czy zdolności. Jak na grę, która była jedną z pierwszych w swoim gatunku, to naprawdę spora innowacja.
Naszą nieustraszoną drużyną przemierzamy trzy spore, jak na tamte czasy, kontynenty. Każdy z nich oferuje różne rodzaje terenu i lokacji – polany, góry, lasy, bagna. Najważniejsze oczywiście są ulokowane tu i ówdzie miasta oraz lochy, do których dostęp często jest w jakiś sposób utrudniony. W tych pierwszych od mieszkańców otrzymujemy różne przydatne informacje, w okolicznych sklepach możemy zaopatrzyć się w niezbędne przedmioty oraz zregenerować siły w karczmie. Lochy zaś to zupełnie odmienne miejsca, w których toczy się prawdziwa przygoda. To właśnie w nich zdobywamy najlepszy oręż dla naszych bohaterów i rozwijamy akcję gry.
Oczywiście nie ma porządnego RPG bez potworów. Czają się one nie tylko w podziemnych korytarzach, ale także poza nimi. Przechodząc drużyną przez ciemne lasy czy bagna, narażamy się na ataki najróżniejszego rodzaju maszkar, co przenosi nas automatycznie na pole bitwy. W Final Fantasy wygląda ono zupełnie inaczej niż we wcześniejszych grach, gdyż zrezygnowano tu ze standardowego widoku z perspektywy pierwszej osoby. Chciano, aby zarówno atakujące stwory, jak i nasza drużyna były widoczne, co miało lepiej oddawać sytuację. Walka toczy się w systemie turowym, a od nas zależy, co dany członek zespołu ma wykonać podczas swojej kolejki. Czy zaatakować, czy rzucić czar, a może po prostu uciec? Los bohaterów leży tylko i wyłącznie w naszych rekach, a czasem jedna źle podjęta decyzja potrafi przesądzić o całej potyczce. Ach te przeklęte starcia z bossami!
Jak na rok 1987 grafika w Final Fantasy stała na przyzwoitym poziomie. Wszystkie klasy postaci wyglądały inaczej, po drodze spotykaliśmy wiele różnych rodzajów potworów, a podróżując po mapie, wiedzieliśmy, na jakim terenie się znajdujemy. Jednak Final Fantasy wyróżnia się przede wszystkim jednym ważnym elementem – muzyką. Cudowne, niezapomniane dźwięki, jakie można usłyszeć podczas gry, są tak ponadczasowe, że wiele z nich przetrwało po dziś dzień i wykorzystywane są w najnowszych częściach tej przeogromnej serii. Na pewno wszyscy pamiętają wesołą melodyjkę rozbrzmiewającą na zakończenie każdej zwycięskiej bitwy.
Może i Final Fantasy nie było pierwszym znaczącym tytułem w gatunku, jednak zrobiło dla niego wiele dobrego. Nawet nie tyle dla niego, co dla samego Square Soft! Dzięki olbrzymiemu sukcesowi tytułu w Japonii, studio mogło w końcu stanąć na nogi i tworzyć następne części cyklu. Dzisiaj wiemy, że miały one olbrzymi wpływ na każde pojedyncze jRPG, w które można teraz pograć. Szkoda, że dzisiaj seria jest cieniem samej siebie i z każdą kolejną odsłoną upada coraz bardziej. Może najwyższy czas zrobić to samo dla Finala, co Final kiedyś zrobił dla Was, Square?
Więcej o starych, kultowych grach przeczytasz w naszym nowym dziale "Retro".
Będziemy w nim publikować artykuły przypominające legendarne tytuły z growej przeszłości. Jeśli macie jakieś sugestie, uwagi, propozycje gier do powspominania, piszcie je w komentarzach na stronie specjalnej cyklu.