Zdobywamy je w różny sposób, ale zazwyczaj są one wynagrodzeniem za nasz trud. Są jednak tacy, którzy nie uznają czegoś takiego jak nadwyżka gotówki, a jakakolwiek praca zarobkowa to dla nich zbyt wolny i prozaiczny sposób jej zdobywania. Jeżdżą zatem po świecie, szukając zaginionych skarbów i bezcennych artefaktów, a pozyskaną w ten sposób fortunę lokują w przeogromnym skarbcu. Swoje sukcesy świętują, pływając w morzu monet, a zapytani o pożyczkę zabijają nas gniewnym wzrokiem. Czy komuś jeszcze przypomniały się Kacze opowieści?
Scrooge McKwacz powinien być znany wszystkim, którzy wychowywali się w latach 90. Jest w końcu bohaterem jednej z najsłynniejszych kreskówek Disneya, jakie w tamtych czasach nadawano w polskiej telewizji. To synonim przepychu, obrzydliwego bogactwa i równie wielkiego skąpstwa. Czy zatem był on odpowiednim materiałem na protagonistę platformówki na podstawie tegoż serialu? Jak najbardziej!
Duck Tales zadebiutowało w 1989 roku na NES-ie za sprawą firmy Capcom. Grze przyświecał tylko jeden cel – zdobyć jak najwięcej kasy. Jakakolwiek fabuła tu nie istniała. Nikt Scrooge’a nie okradł, nikt nie porwał jego bratanków, a światu nie zagrażało żadne niebezpieczeństwo. Liczyła się wyłącznie nieodparta chęć zdobywania skarbów, bez względu na to, gdzie się znajdowały i na jakie przeciwności natykaliśmy się po drodze.
A szukaliśmy ich w pięciu bardzo różnych lokacjach – amazońskiej dżungli, transylwańskim zamku, afrykańskiej kopalni, zaśnieżonych Himalajach, a nawet w tak niezwykłym miejscu jak Księżyc. Każda oferowała coś nowego, zarówno od strony wizualnej, jak i pod względem samej rozgrywki. Zdarzało się pokonywać jaskiniowe korytarze za pomocą wagonika, zwiedzać pojazd UFO, zaparkowany gdzieś na powierzchni naszego satelity, jak i zakopywać po pas w puszystym śniegu na górskich szczytach.
Na dodatek nic nas nie ograniczało w wyborze poziomu. Wszystkie plansze były dostępne od razu, jednak niektóre wymagały znalezienia odpowiedniego klucza, otwierającego drogę do dalszej eksploracji. Warto wspomnieć, że projekt każdej z map był totalnie nieliniowy, co swego czasu stanowiło rozwiązanie nietypowe. Ja sam, mając pierwszy raz do czynienia z Duck Tales, czułem się zagubiony i sfrustrowany, nie wiedząc, czy dokonuję jakiegoś progresu w rozgrywce. Na szczęście uczucie to nie trwało długo, a sama gra pochłonęła mnie bez reszty.
Do sterowania Scrooge`em również trzeba było się przyzwyczaić, a to za sprawą jego bardzo oryginalnego sposobu poruszania się, który jednocześnie był jego atakiem. Prócz zwykłego chodzenia i skakania mieliśmy możliwość odbijania się na drewnianej lasce McKwacza. Dzięki temu byliśmy w stanie kruszyć kamienie, pokonywać pełne kolców przepaście, no i rzecz jasna pozbywać się wszelkiego rodzaju przeciwników. Okazało się to tak dobrym patentem na przemieszczanie się, że po pewnym czasie używało się go częściej niż pospolitego dreptania na nogach.
Jak na prawdziwą grę Capcomu przystało, Duck Tales prezentowało się niesamowicie. Całość nadal wygląda ślicznie. Widać tu małe zapożyczenia z serii Mega Man, jednak wyszło to temu tytułowi tylko na dobre. Wszystkie postacie, jakie spotykaliśmy w najróżniejszych miejscach, natychmiast rozpoznawaliśmy, co jest dość istotne w produkcji na podstawie znanej kreskówki. Sama muzyka również stała na bardzo wysokim poziomie. Kompozycja, jaka rozbrzmiewała na Księżycu, uważana jest za jeden z najcudowniejszych utworów w historii NES-a, a nie jest to jedyna pamiętna melodia, jaką można było usłyszeć w tej grze. Na ekranie tytułowym witał nas główny motyw rozpoczynający serial, a każdy, kto miał z nim do czynienia chociaż raz, już nigdy się od niego nie uwolnił.
Za co uwielbiam Duck Tales? Głównie za jego oryginalność. Capcom nie próbował kopiować tu znanych i lubianych przez wszystkich schematów z platformówek. Postanowił wykorzystać licencję Disneya jak najlepiej i to właśnie zrobił. Duck Tales nie sposób pomylić z żadną inną pozycją. Autorzy stworzyli ciekawego bohatera, umieścili go we wspaniale zaprojektowanym świecie i nadali temu przepiękną oprawę. To jedna z najlepszych platformówek na NES-a, która potrafi bawić po dziś dzień. Jeżeli zatem jesteście właścicielami owej konsoli, a nie posiadacie jeszcze kartridża z tą grą, zaopatrzcie się w niego jak najszybciej. To jeden z największych skarbów, jaki można posiadać w swojej kolekcji.