Jedna to piłka nożna, uważana przez wielu za najlepszą w historii, druga zaś to pozycja wojenna. To małe wielkie studio zwało się Sensible Software, a jego najsłynniejsze dzieła to Sensible Soccer i Cannon Fodder. I właśnie tym ostatnim zajmiemy się dzisiaj.
Cannon Fodder to – jak już zostało powiedziane – gra wojenna, jednak ciężko określić jej gatunek. RTS-em nie jest na pewno, a porównanie jej do shootera byłoby krzywdzące. Myślę, że najbezpieczniej nazwać ją grą taktyczną czasu rzeczywistego. Misje z początku wydają się bardzo proste: „zabij wszystkich przeciwników”, „zniszcz wrogie budynki” czy „uwolnij zakładników”. Później jednak przeobrażają się w fazy składające się na wielkie zadania, które wymagają już niezłego refleksu oraz strategiczno-taktycznego myślenia.
A wysyłani jesteśmy w przeróżne miejsca. Czasami jest to zarośnięta dżungla, gdzie wrogie oddziały chowają się za drzewami, innym razem znajdujemy się na pokrytych śniegiem wzgórzach, odwiedzamy też kilkakrotnie spalony słońcem step. Niektóre mapy są naprawdę malutkie, ale bywają też wielkie labirynty złożone z drzew czy płotów, w których bardzo łatwo można się zgubić.
Oczywiście niczego byśmy nie zrobili bez oddziału naszych nieustraszonych żołnierzy. Ich podstawowym narzędziem pracy jest karabin maszynowy i jest to ich najlepszy przyjaciel przez całą grę. To nim dziesiątkują zastępy wroga, przedzierając się naprzód. Jednak czym byłaby wojna bez wybuchów? Twórcy oczywiście o tym nie zapomnieli i dali nam do dyspozycji pewną ilość granatów, a nawet rakiet. Rzecz jasna należy z nich korzystać mądrze, gdyż tylko one są w stanie niszczyć tak budynki, jak i pojazdy, które co rusz się gdzieś pojawiają. Ba! W wielu misjach to my przesiadamy się do różnych wehikułów. W Cannon Fodder mamy przyjemność prowadzić jeepy, czołgi, a nawet zasiąść za sterami helikoptera.