O ile Atari 2600 okazała się absolutnym strzałem w dziesiątkę i najpopularniejszą konsolą aż do tryumfalnego nadejścia króla NESa, o tyle jego młodsza, cierpiąca na nadwagę siostra nie znalazła sobie uznania wśród klientów. Wypuszczona na rynek w 1984 roku maszyna miała stanowić kolejny krok na drodze do dominacji matczynej firmy i zarazem udoskonalenie koncepcji 2600-tki.
Pozornie wszystko wydawało się OK – 5200 była bez wątpienia systemem potężniejszym, zdolnym generować bardziej zaawansowaną grafikę i dźwięk (inna sprawa, że z dzisiejszego punktu widzenia to różnica jak między dwoma a czterema pikselami na krzyż i pierdnięciem a pierdnięciem w stereo). Dlaczego więc kompletnie nie przyjęła się na rynku i poległa śmiercią tragiczną na długo przed starszym modelem? Bo diabeł tkwi w szczegółach, kochani. A w przypadku A5200 mieliśmy do czynienia z całą masą nieprzemyślanych szczegółów. I całym stadem diabłów.