Fabuła schodzi na plan dalszy, liczy się tylko demolka, zniszczenie i zamęt. Właśnie takie wrażenie można odnieść, grając w każde nowe Red Faction. Dobrze to czy źle – nie wiem, ważne jednak, że seria cały czas utrzymuje wysoki poziom wykonania. Oferuje dynamiczną akcję, rozwałkę i niezły klimat. Teraz ma być jeszcze lepiej.
Marsjanie atakują!
Historia zaczyna się kilkadziesiąt lat po wydarzeniach z Red Faction: Guerrilla, kiedy to koloniści zdążyli już na dobre zadomowić się pod zniszczoną powierzchnią czerwonej planety. Zbudowali podziemną aglomerację, a w niej kompleksy wojskowe, fabryki, supermarkety i to wszystko, co winno być w każdym szanującym się świecie. Przez jakiś czas panuje względny pokój. Ale ludzie, może z powodu swej chciwości, kopią coraz głębiej, aż udaje im się wykopać pradawną, zagadkową świątynię, z której wyskakują poczwary o zdecydowanie nieżyczliwym usposobieniu.
Właściwa rozgrywka zaczyna się, gdy Darius Mason, wnuk Aleca z Guerrilli, wyrusza zbadać, co też stało się z jego krajanami, zamieszkującymi najniższe poziomy aglomeracji. Nastrój gry ma być enigmatyczny i straszny. Ujrzymy sugestywnie wykonane, klaustrofobiczne lokacje, usłyszymy przerażające odgłosy, wokół będzie panował mrok i uczucie niepewności. To duża różnica w porównaniu z atmosferą kojarzoną z wszystkimi poprzednimi grami z serii. Fani Obcego będą zachwyceni. Mason powalczy z kosmitami zadziwiająco przypominającymi szarańczę. Ufole będą atakować hordami, z dziur wylezą pająki, jakieś silenthillowe pokręcone poczwary i diabli wiedzą, kto jeszcze.
Pan górnik i jego granaty
Amerykańskie studio Volition (seria Saint’s Row) nie tylko mocno wyalienuje klimat w Red Faction: Armageddon, ale także zmieni charakter rozgrywki. Bohater będzie przemieszczał się po zamkniętych, nierzadko ciasnych lokacjach, w których kierunek marszu ma być tylko jeden. Koniec więc ze swobodą i nudnym przemierzaniem ogromnych szaroburych przestrzeni.
Geo Mod wskoczy na kolejny poziom, tym razem oznaczony numerkiem 2.5, co zapewni kompletną rozwałkę. Zabawę w człowieka demolkę ułatwi pokaźny zestaw broni, w skład którego wejdą i zwykłe granaty, i nowatorska strzelba plująca magnesami (!). Jeden pocisk skierujemy w oślizgłego kosmitę, a drugi przyczepimy na jakiejś ścianie. Potworek, niczym wystrzelony z procy, poleci na ścianę, rozbryzgując się na niej jak pomidor. Możliwe będą i inne kombinacje, a ograniczy nas wyłącznie własna wyobraźnia. Taki, powiedzmy, kontener uderzy w budynek, przebijając ściany, jedną po drugiej, zupełnie, jakby to były karty do gry. A wagon blokujący przejście usuniemy, umieszczając jeden magnes na suficie, a drugi na dachu wspomnianego żelastwa.
Pan górnik i jego gadżety
W walce z plugastwem wesprze nas futurystyczny, superpotężny pancerz Exo, choć równie dobrze można by nazwać go mechem. Na jego pokładzie znajdzie się potężny arsenał (wyrzutnie rakiet, broń maszynowa, lasery, granaty i wiele innych), zdolny posłać na tamten świat cały legion obcych. Mason, przejmując Exo, stanie się praktycznie niezniszczalny. Exo będzie w stanie deptać wrogów, a także przebijać grube ściany własnym metalowym cielskiem.
Powróci zmodyfikowany Nano-forge, który przyda się nie tylko do niszczenia, ale także do naprawiania. Na przykład rozwalamy jakiś kontener, a w tym momencie naciera na nas wróg. Można schronić się w tej kupie złomu i aktywować Nano-forge, który zrekonstruuje kontener. Znajdziemy się w środku, bezpieczni i… zamknięci. Co więcej, urządzenie pozwoli jeszcze raz wznieść ściany, złożyć z kupy gruzów całe budynki, naprawić pojazdy i mosty.
Gra zrobiła pozytywne wrażenie na uczestnikach ostatnich targów E3. Są duże szanse, że producent wykona swoje zadanie, tworząc tytuł naprawdę mroczny i wciągający, a nie tylko produkcję z efektowną destrukcją otoczenia. Premiera w marcu przyszłego roku na PC, PS3 i Xboksa 360.