Po drugie, jest sprzętem przeznaczonym zarówno dla graczy prawo i leworęcznych. Hardcorowi gracze, przyzwyczajeni do korzystania ze sprzętu wymodelowanego pod konkretną dłoń, mogą na to kręcić nosem, ale Taipan nie wydaje się produktem zaprojektowanym dla nich, ale raczej dla użytkowników z tej średniej półki, którzy profesjonalistami są przez godzinę wieczorem w domu, grając w Counter-Strike: Global Offensive albo Battlefielda 3.
Prostota myszki jest jej dużym plusem. Nie musimy się uczyć układu 9 przycisków, zastanawiać, do czego służyć będą poszczególne funkcje. Po obu stronach umieszczono po 2 programowalne przyciski z wygodnym dostępem do kciuka (lewego lub prawego). Trochę gorzej sprawa ma się miała z ich odpowiednikami po drugiej stronie. Gracze zazwyczaj nie mają zbyt dobrze wyćwiczonego palca serdecznego, a więc z tych funkcji myszki korzysta się wyjątkowo rzadko. Cena oburęczności.
Myszka wyposażona jest w laser oraz sensor optyczny, co po przełożeniu na język polski oznacza mniej więcej tyle, że dobrze się nią steruje. Ręka trzyma się obudowy wygodnie, choć osoby o większych dłoniach mogą narzekać, że Taipan jest odrobinę za mały. Tym osobom chciałbym odpowiedzieć, że to one mają zbyt wielkie graby.
Taipan skierowany jest do osób, którym bardziej hardcorowe myszki Razera niekoniecznie się podobają. Nie obwieszcza całemu światu, że jego właściciel jest graczem. Jest stylowy, wygodny i nadaje się nie tylko do grania. Dobra myszka o wszechstronnym przeznaczeniu.
Razer Taipan kosztuje około 300 złotych. Myszkę, którą testowaliśmy, będzie można wygrać w tym tygodniu na naszym profilu na Facebooku, także wyglądajcie powiadomień!