Od lewa do prawa
Rayman: Origins to prawdziwy powrót do oldschoolu. Będziemy poruszać się po dwuwymiarowych, pięknie wykonanych lokacjach, pokonując je w klasycznym, side-scroolowym stylu, czyli idąc od lewej do prawej strony mapy. Graczom, którzy na samą myśl o tym już kręcą nosem, śpieszę donieść, że na szczęście gameplay ma być mocno urozmaicony. Oprócz skakania po platformach i po łbach przedziwnych stworzonek sporo czasu poświęcimy na zadania poboczne, zbieranie najróżniejszych świecidełek i rzecz jasna tłuczenie bossów różnego kształtu i formatu.
Wylądujemy w doskonale znanym fanom serii uniwersum Glade of Dreams, które ponownie będzie potrzebować naszej pomocy. Fabularnie tytuł ma stanowić prequel do pierwszej części przygód Raymana. I co ciekawe, ma to być historia absolutnie świeża, co oznacza mniej więcej tyle, że w Origins będą mogły spokojnie zagrać także osoby nieobeznane z poprzednimi przygodami tego bohatera. Do przejścia otrzymamy kosmiczną liczbę ponad sześćdziesięciu pięciu etapów dziejących się w różnorodnych sceneriach, bo rozmieszczonych aż w dwunastu odmiennych światach. Nie wdając się zanadto w szczegóły, powiem tylko, że ujrzymy lokacje umiejscowione w dżungli, górach, a nawet w morskich głębinach.
Z przyjacielem
W trakcie rozgrywki nasz dziarski bohater zbierze świecidełka, które zainwestujemy w cały wachlarz nowych umiejętności. Pozbawiony stawów Rayman będzie mógł na przykład po pewnym czasie nurkować czy rosnąć do niebotycznych rozmiarów, aby walczyć z co większymi kozakami.