Który tryb kooperacji jest lepszy – kanapowy czy przez sieć? Insomniac uważają, że oba są ważne, dlatego w 4 Za Jednego zagramy tak, jak będzie nam się to podobało: we czterech na jednej konsoli; w czwórkę przez sieć; z kumplem na jednej konsoli i dwoma ziomkami online itd. Nie trzeba grać we czterech, można choćby we dwójkę. Jak komu wygodnie.
Nefarious zastawił pułapkę na Qwarka i jego przyjaciół, ale nieoczekiwanie sam dał się złapać przez maszynę zwaną Creature Collector. Teraz wrogowie muszą na chwilę przybić piątki i współpracować, jeśli marzą o odzyskaniu wolności. Akcja pokazana jest z dużej odległości, by na ekranie zawsze było widać czwórkę bohaterów. To duża zmiana w stosunku do poprzednich części, w których kamera trzymała się blisko Ratcheta. Teraz nie można nią poruszać, sama ustawia się pod najlepszym kątem, co na początku bywa mylące, bo z przyzwyczajenia próbuje się ją poprawić poruszając prawym analogiem. W 4 Za Jednego prawa gałka służy zmianie broni (nad głową postaci pojawia się małe okrągłe menu wyboru giwery). Nawet po kilkunastu minutach grania zdarzało mi się niechcący przełączyć się na inną broń. Na szczęście gra nie jest trudna, więc za takie pomyłki nie płaci się wysokiej ceny.
Nawet jeśli w ferworze walki zdarzyło mi się pogubić i pasek energii mojej postaci zjechał do zera, nie oznaczało to dla mnie końca zabawy. Powalonego może podnieść każdy z graczy i wystarczy, że odejdzie gdzieś na bok z dala od przeciwników, a „zabitemu” cudownie wróci energia. Jest jeszcze szybkie przywrócenie do życia na wypadek jakby zdarzyło się spaść w przepaść. Nie będzie zatem jak w pierwszym LittleBigPlanet, gdzie w radosnej zabawie przeszkadzał bardzo srogi limit żyć, przez który trzeba było wybierać, czy grać na poważnie, w skupieniu i być może dojść do końca poziomu, czy wygłupiać się i przez to nie dotrzeć nawet do jego połowy. Insomniac nie chcą karać graczy za to, że nie potrafią przeskoczyć nad przepaścią. Dojście do końca planszy nie powinno być trudne, natomiast później w podsumowaniu wychodzi, kto pokonał najwięcej wrogów, kto zebrał najwięcej śrubek, a kto najczęściej ginął (gra nazywa takowego „n00bem”). Jest zatem, obok współpracy, element rywalizacji, bo każdy pracuje na jak najlepszy wynik.
Bohaterowie mają do dyspozycji coś, co wygląda jak odkurzacz i nie jest to broń (nie ma jej w okrągłym menu). Działa jak kineza w Dead Space, czyli można podnieść owym urządzeniem różne przedmioty, a następnie przesunąć je lub nawet wystrzelić. W ten sposób uruchamia się silniki, otwiera bramy itp. Zresztą, nie tylko przedmioty można chwytać, ale również przeciwników – ot, choćby po to, by następnie wystrzelić ich w przepaść. Są takie galaretowate meduzy, którym nie da się nic zrobić normalną bronią, ale jako że mają naelektryzowane cielska, należy złapać je i wstrzelić do rury połączonej z generatorem mocy – posłużą jako źródło energii.