Trzynaście godzin. Tyle zajęło mi ukończenie kampanii na średnim poziomie trudności. Na wyższym czas ten z pewnością wydłużyłby się o co najmniej godzinę. To dużo, a gdy dodamy do tego tygodnie spędzone w trybie sieciowym, to R.U.S.E. wyrasta na prawdziwego pochłaniacza czasu. Specjalnie dla Was Imperium Gier testuje wersję beta najnowszego hitu Eugen Systems.
Company of Heroes wyznaczyło pewne standardy w dziedzinie drugowojennych RTS-ów. Dowodziliśmy konkretnymi, charakternymi żołnierzami, mapy były małe, ale niezwykle szczegółowe, a rozgrywka jednocześnie dynamiczna i realistyczna. R.U.S.E. to co innego. Na olbrzymich lokacjach mieszczących miasta i wsie walczy bezbarwna, bezduszna masa. Natomiast rozgrywka to… Wróć. Rozgrywka zwyczajnie urywa głowę. I tyle.
„Jeśli wróg jest w zasięgu strzału, ty również”
W R.U.S.E. poprowadzimy amerykańskie wojska przez cały końcowy okres drugiej wojny światowej. W sumie aż dwadzieścia trzy misje. Weźmiemy udział we wszystkich najważniejszych bitwach, z wyjątkiem tych ze wschodniego frontu. Zaczniemy w 1943 roku, czyli od ofensywy w Północnej Afryce. W międzyczasie powalczymy o klasztor na Monte Casino we Włoszech, ale bez udziału Polaków. Wylądujemy w Normandii, zaznaczymy swą obecność w operacji Market Garden (obrona Arnhem, znowu bez Polaków), powstrzymamy Niemców podczas zimowej ofensywy w Belgii, no i ostatecznie wkroczymy na terytorium III Rzeszy.
W grze wcielamy się w amerykańskiego majora Joe Sheridana. R.U.S.E. zaskakuje już po ukończeniu pierwszej, treningowej misji. Zaskakuje pozytywnie. Widzimy mocne strony bohatera, poznajemy jego przyjaciół oraz wrogów, jego plany i ambicje. Słowem – w R.U.S.E. jest fabuła i to na dodatek porządna fabuła, przedstawiona w postaci świetnie wykonanych filmików. Głównym rywalem Sheridana jest niemiecki generał Erich Von Richter, z którym stoczymy lwią część bitew. W połowie zabawy historia staje się jeszcze bardziej interesująca. Jesteśmy świadkami sporów Sheridana z innymi dowódcami, pojawiają się piękne kobiety, a na dodatek w sztabie aliantów grasuje szpieg, przekazujący Niemcom arcyważne plany operacji.
„Pociski smugowe – metoda sygnalizowania nieprzyjacielowi własnej pozycji”
R.U.S.E. jest wielkie, wśród tego typu RTS-ów chyba bezkonkurencyjne. Mapy są olbrzymie, podzielone na mniejsze sektory. Jedna lokacja może składać się z kilku sporych miast, jak chociażby w misji, w której zdobywamy mosty nad Renem. Oglądamy miasteczka, wsie, lasy, ciągnące się kilometrami drogi, rzeki, morze i Bóg jeden wie co jeszcze. A wszystko jest piękne i ładne, bo napędzane silnikiem IRISZOOM Engine.
Kamerę możemy oddalić do tego stopnia, że widzimy kwadratową mapę z zaznaczonymi na niej elementami krajobrazu i żetony symbolizujące poszczególne dywizje. Z kolei, gdy zrobimy maksymalnie przybliżenie, zobaczymy na przykład, jak Ranger trzyma na ramieniu bazookę. Kapitalna sprawa.