„Martwię się tym, że za 99 centów można dostać naprawdę świetną grę, która zatrzyma nas na długie godziny i tym jak wpłynie to na stacjonarne gry kosztujące po 60 dolarów”, zdradza Capps.
„Kompletnie nie trapi mnie za to fakt, jak takie tanie gry wpłyną na droższe aplikacje na smartphony, typu Infinity Blade. Zawsze znajdą się nabywcy aplikacji typu premium. Im więcej ludzi zacznie kupować gry na telefon, tym więcej znajdzie się też takich, którzy chcą zapłacić więcej za produkt lepszej jakości”.
„Co oznaczać będą jednak takie tanie gry dla kolejnej generacji stacjonarnych konsol? Czy ludzie nadal będą chcieli wydać 60 dolarów na grę? Wydajemy dziesiątki milionów dolarów, produkując takie tytuły, w jakie ludzie chcą grać. Nie jest to model biznesowy, który trwać będzie bez końca. Nie jestem pewny jaki to wszystko będzie miało finał”.
Jeśli, zgodnie z obawami Cappsa, też spędzacie dużo czasu na granie w tanie, smartphonowe tytuły, to zapraszamy do naszego cyklu Komórczaki, gdzie prezentujemy najciekawsze z nich.