Nowa, piękna Lara Croft biega po dżungli, strzela z łuku i tapla się w błocie. Ale, jeżeli wierzyć opublikowanym do tej pory filmikom, jest to chyba najbardziej rozczarowująca gra na targach. Bo pod efektowną grafiką i poobijaną Larą kryje pustkę prostackiej strzelaniny i seksistowskich podśmiechujek.
Być może wielu z was to zaszokuje, ale na świecie żyją jeszcze osoby pamiętające pierwszego Tomb Raidera z 1996 roku. Mimo iż główna bohaterka tamtej gry, piękna i tajemnicza archeolożka, nosiła ze sobą dwa nieodłączne pistolety, wcale nie chodziło w niej o strzelanie. Pierwszy Tomb Raider był swego rodzaju platformówką logiczną. O wiele więcej czasu traciło się w nim walcząc z zagadkami niż z przeciwnikami (ci zresztą zazwyczaj do nas nie strzelali). Wiele lokacji było dużych i skomplikowanych, a gracz wiedział tylko, gdzie jest wyjście. Sam musiał wymyślić, jak się do niego dostać. Skakał, wspinał się, pociągał za dźwignie, a kiedy trzeba było, rysował mapki poziomów. Samo strzelanie było na tyle mało ważne, że zdecydowano się umieścić w grze system automatycznego celowania. Dzięki niemu większość walk polegała na bieganiu po okręgu z wciśniętym klawiszem spustu.
Problem w tym, że od 1996 roku wiele się dla Lary zmieniło. I głównym winowajcą jest sukces, jaki odniosła. Dzięki niemu stała się bowiem najbardziej rozpoznawalną postacią kobiecą w świecie gier wideo. Na tyle znaną, by jej sławę spieniężyło Hollywood, kręcąc dwa nieudane filmy z Angeliną Jolie. Dzięki swojej popularności Lara przestała być bohaterką gier, a zaczęła być gwiazdą. Ludzie nie kupowali kolejnych części serii, bo chcieli pograć w dobrą produkcję, ale dlatego, że występowała w nich "ta słynna Croft". To sprawiło, że z gry na grę Tomb Raider stawał się coraz prostszy i płytszy. Wszak nie chodziło już o zagadki i penetrowanie grobowców, ale o ładne widoczki z Larą na pierwszym planie. I, mimo iż nowa gra obiecuje restart serii i wielkie otwarcie, jego twórcy wydają się popełniać dokładnie te same błędy, które zniszczyły Larę.
new WP.player({ width:610, height:343, autostart:false, url: 'http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/b/f/5/bf53fc61141a7ec6f4e44ac0f4aac32d/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/Tomb_Raider_E3_2012_Trailer_Crossroads_www_savevid_com_.mov', });Zwiastun z targówZ tego, co zobaczyliśmy na E3 nowy Tomb Raider nie będzie żadną platformówką. To będzie czystej wody gra akcji, prowadząca gracza za rękę. Biegnij przed siebie po ustalonej ścieżce. Strzelaj do czerwonych beczek. Nie schodź ze ścieżki. Zobacz cutscenkę. Szybuj na spadochronie. Zobacz cutscenkę. Strzelaj do przeciwników. Nie schodź ze ścieżki! Takie podejście do gier TPP wymusza dziś sukces Uncharted - wycyzelowanego, wyreżyserowanego widowiska, w którym rola gracza zredukowana została do niezbędnego minimum. Ale twórcom z Crystal Dynamics wypadałoby przypomnieć, że ich gra nie powinna ściągać z Uncharted. To Uncharted ściągało z Tomb Raidera.
Pierwszy Tomb Raider oferował graczowi unikalne doświadczenie. Każde przejście było inne, każda ścieżka wyjątkowa. W pokonanie stawianych przed graczem przeszkód trzeba było włożyć wysiłek. Nikt nie narysował takiej samej mapy poziomu jak ja. Jeżeli wierzyć prezentacji z E3 nowy Tomb Raider każdemu oferuje to samo doświadczenie - dziką i wciągającą przygodę, która zawsze wygląda identycznie. I żadnego rysowania map.
Ale filmowość, tanie efekciarstwo i prowadzenie za rękę, to nie jedyne problemy nowego Tomb Raidera. Wątpliwości budzi również sama Lara Croft. Trudno uzasadnić bowiem, dlaczego ludzie z Crystal Dynamics zdecydowali się ją odmłodzić. Wszak to jedna z niewielu bohaterek gier, która opowieści o dorastaniu nie potrzebowała. Była silną, dojrzałą kobietą, świetnie radzącą sobie w niebezpiecznym świecie. Jeżeli coś było w niej wyjątkowe, to właśnie fakt, że od 1996 roku nieco się zestarzała. Dziś byłaby już czterdziestokilkulatką. Kobietą z doświadczeniem. Postacią absolutnie wyjątkową w świecie gier wideo.
Twórcy zrezygnowali jednak z pokazania "dojrzałej Lary", by zaserwować nam kolejną młodą, gładką gwiazdkę. Nowa Lara nie ma w sobie nic z pewności siebie swojej poprzedniczki. Jest niewinna i wystraszona. Wciąż musi przed czymś uciekać i przed czymś się bronić. Gracz (w domyśle mężczyzna) opiekuje się nią. W pewnym stopniu ją ubezwłasnowolnia, gdyż sama by sobie nie poradziła. Zwróćcie uwagę, jak dziwne jest wciskanie gracza w tę rolę. Nie jesteśmy opiekuńczy sami wobec siebie, a zawsze wobec innych. Twórcy nowego Tomb Raidera z własnej woli przekreślają więc identyfikację z główną bohaterką. Nie mam być nią, ale jej przewodnikiem.*
Co gorsza autorzy scenariusza postanowili, że najłatwiej nam będzie polubić nową Larę dzięki jej urodzie. Tym razem jednak nie postawili na otwarty, dojrzały seksapil (który może się nie podobać, ale przynajmniej niczego nie udaje), ale na dwuznaczności i niedopowiedzenia. Nastoletnia Lara wciąż jest mokra i spocona. Przeciska się przez ciasne, śliskie korytarze, tapla w błocie, zdziera z siebie ubranie, ociera o mężczyzn.
Nowa, młoda panna Croft próbuje więc obudzić w graczu (opiekunie) dwie skrajne reakcje. Opiekuńczości i pożądania. I stawia gracza w bardzo dwuznacznej pozycji. Będziemy jej pragnęli, wbrew temu, że nie powinniśmy. Będzie nas kusiła swoim cierpieniem. Uwodziła nastoletnim ciałem przeciskającym się między skałami. Przyciągała bezradnością i zagubieniem.
Jeżeli wierzyć materiałom promocyjnym będziesz, drogi graczu, takim samym zboczeńcem jak okrutnicy próbujący ją zgwałcić - udając czułość cieszyć się będziesz, że wpadła w kłopoty. Bo dzięki temu, znów jest cała mokra.
- Podobne emocje ma budzić The Last of Us, ale tutaj zdecydowano się dać graczowi do kontroli inną postać - jego opiekuńcze uczucia wobec bohaterki są więc uzasadnione.