Gry są wtórne. Ich twórcom brakuje nowych pomysłów. Korzystają ze sprawdzonych szablonów, rzadko kiedy wprowadzają nowe elementy pozwalające gatunkowym kanonom zabrzmieć trochę nowocześniej. Powtarzają się też miejsca, w których toczy się akcja gry. Właśnie dlatego kilka dni temu zachwycałem się zapowiedzianą na przyszły rok grą Stalin Subway, której akcja toczy się w Moskwie. Tym razem podniecał się nie będę.
Wszyscy wiedzą - trwa moda na Wietnam, trwa również moda na Pacyfik. Wystarczy spojrzeć na nasz skromny ryneczek komputerowy, by dostrzec Eskadrę Orłów - niezbyt udaną zręcznościówkę, której akcja toczy się po japońskim ataku na Pearl Harbor. Tuż obok przycupnęły dwie części Pacific Warriors. Druga z nich, stworzona przez Polaków, zasłużyła co najmniej na słowa uznania. W tle czai się jeszcze Medal of Honor: Pacific Assault, a i Pacific Storm nie rezygnuje z walki o sympatię graczy. Tyle tylko, że produkt rosyjskiego Lesta Studio trafi do sklepów najwcześniej na wiosnę przyszłego roku.
Fabuła programu rozpoczyna się... cóż, zgadliście - z chwilą ataku na Pearl Harbor. 7 grudnia 1941 w godzinach porannych Japończycy nadlatują, zrzucają to, co mają do zrzucenia, po czym wycofują się na z góry upatrzone pozycje. Gracz przejmuje kierownictwo nad jedną ze stron i jako skośnooki bądź amerykański generał zaczyna wydawać rozkazy. Przegrupowuje siły, naprawia zniszczenia, zbiera surowce naturalne (pieniądze, rudy żelaza i niklu, boksyty, ropę), ćwiczy jednostki i przygotowuje atak.
Gra Pacific Storm tylko na pierwszy rzut oka jest klasyczną strategią czasu rzeczywistego. Z RTS-ów porwano bowiem ich prostotę, patent z dobrami, bez których nie ma co marzyć o sukcesie, oraz prawdziwe mrowie jednostek. W programie pojawiają się bowiem okręty wojenne, lotniskowce, krążowniki, trałowce, niszczyciele, rakietowce, podwodniaki, łodzie torpedowe, transportowce, towarowce, myśliwce, bombowce strategiczne i torpedowe, samoloty rozpoznania i transportowe, a także działa naziemne przeciwlotnicze i te służące do ochrony portów. Wszystko to zostało odtworzone z dbałością o drobne detale i wygląda bardzo realistycznie. W grze zaimplementowano też rozbudowany system upgrade'ów wraz z możliwością wynalezienia i stosowania bomby biologicznej, chemicznej i atomowej.
Decyzje można wydawać zarówno na poziomie strategicznym, jak i taktycznym, zaś jednostki z bitwy na bitwę zyskują doświadczenie. Największą ciekawostką jest jednak widok FPP z samolotu czy okrętu i możliwość przejęcia nad nim kontroli. Oznacza to znaną ze zręcznościówek możliwość pokierowania dowolną jednostką! Jeśli dorzucić do tego tryb multiplayer, ładną grafikę, dopracowaną szatę dźwiękową i ponoć doskonałą sztuczną inteligencję, to od strony gry zaczyna pachnieć perfekcją. Może się więc okazać, że Pacific Storm będzie jedną z jaśniejszych produkcji początków przyszłego roku. Oby Rosjanie nie zawiedli naszych oczekiwań!