WP: Napisał pan scenariusz do sceny z walką na wyzwiska w The Secret of Monkey Island. Jest to jeden z legendarnych motywów w rozwoju gier wideo. Jak został pan zaangażowany w ten projekt?
Orson Scott Card: Pomysł był naprawdę świetny. Nie ja go wymyśliłem. Powiedzieli mi, że mam zrobić tak: rzucasz w kogoś wyzwiskiem, a ten ktoś ci odpowiada, na co ty musisz zareagować czymś jeszcze bardziej idiotycznym. Zacząłem więc pracować nad parami i trójkami takich przekleństw. Zapytałem na początku moje dzieci, dziewięcioletniego syna i siedmioletnią córkę, jakimi wyzwiskami obrzucają się dzieciaki na placu zabaw w szkole. To były moje początkowe frazy. Na ich podstawie zacząłem wymyślać jeszcze głupsze zdania. Bardzo się cieszę, że Ron [Gilbert, producent gry] mnie w to zaangażował.
Walka na obelgi w odświeżonej wersji gry
WP: Wielu graczy wciąż wspomina tę scenę i twierdzi, że teraz się już tak gier nie robi.
Orson Scott Card: W dzisiejszych czasach tak wiele gier polega wyłącznie na ćwiczeniu jakiejś umiejętności. Takie gry każą ci robić jedną rzecz w kółko, aż w końcu umiesz ją robić perfekcyjnie. W przypadku młodszych osób to na pewno działa. Ja jednak jestem już starszy, nie mam takiego refleksu. Kiedy branża gier wideo była jeszcze młoda, naturalnie miałem tę zręczność, ale wtedy grało się w Galagę (1981) i Millipede (1982). W dzisiejszych czasach gry projektowane są tak, aby wykluczać graczy o gorszym refleksie. Gram więc w gry turowe. Wciąż jestem całkowicie uzależniony od Civilization II i nie chcę przejść do kolejnych części. To byłoby jak zmiana z morfiny na heroinę. Po co mam to robić? Tak więc trzymam się tego uzależnienia. Jeśli chodzi o The Secret of Monkey Island Ron powiedział, że nie chce, aby walka była zręcznościowa, miała być śmieszna, miała być częścią opowieści.
WP: W przyszłym miesiącu wychodzi nowa Civilization i zapowiada się naprawdę dobrze.
Orson Scott Card: Sid Meier jest zapewne najlepszym na świecie projektantem gier turowych. Szczególnie podobało mi się Railroad Tycoon. Podstawową rzeczą, jakiej wymagam od gry jest możliwość jej zmiany, modowania. Civilization II dawało dostęp do plików konfiguracyjnych, dzięki czemu mogłem tak zmieniać grę, jak mi się to podobało, mogłem wyeliminować przymus prowadzenia wojny. Najbardziej lubię odkrywać nowe lądy, budować państwo, rozwijać je. Nikt nie gra w Civilization II tak jak ja, bo stworzyłem sobie własną wersję gry. Oczywiście kupię nową Civilization i zagram, tak samo jak zrobiłem z poprzednimi częściami, zawsze jednak wracam do Civilization II.
WP: Jak mogłaby wyglądać gra na podstawie "Gry Endera"?
Orson Scott Card: Mogę z pewnością powiedzieć, jak nie powinna wyglądać. Nie chcę, aby była to gra „filmowa”, taka, gdzie jesteś Enderem i musisz przeżyć historię od początku do końca, tylko raz. Tak wygląda to w przypadku gier z Harrym Potterem. Są one bardzo fajne i mają wiele ciekawych elementów, ale kiedy już taką grę skończysz, jest to koniec. Chciałbym więc pięć lub sześć gier w świecie Endera, ale całkowicie różnych: grę fantasy w wirtualnym świecie tworzonym przez komputer w Szkole Bojowej i grę kadetów. Świetnie sprawdziłaby się jako gra online, w której użytkownicy musieliby walczyć o miejsce w tabeli i rozwijać własną karierę. Musiałaby powstać oczywiście gra akcji o sali treningowej. Do tego dochodzi jeszcze gra kooperacyjna, w której użytkownicy musieliby sobie pomagać i uczyć strategii. W ten sposób można wyłonić dowódcę, który poprowadzi innych graczy. Chciałbym również, żeby powstała gra o wojnach z robalami. Właśnie piszę o nich książki.
WP: Powstają też komiksy na ten temat...
Orson Scott Card: Najpierw ukażą się komiksy, później książki. Chciałbym bardzo, aby świat Endera przełożony został na wiele gier. Nie da się po prostu stworzyć jednej gry, która wykorzystywałaby wszystkie elementy z serii o Enderze, musi ich powstać kilka.
WP: W jaki sposób zachować najbardziej charakterystyczne elementy świata Endera, na przykład temat niezrozumienia z obcymi rasami?
Orson Scott Card: Marką, która najlepiej robi takie rzeczy, są Gwiezdne wojny. Jest więc sobie gra, w której pilotujesz myśliwiec X-Wing i nikt nie narzeka, że nie ma w niej innych elementów świata. Od tego są inne gry z serii, które ukazują jakiś wycinek historii. Tak więc dopóki ukazują się gry z kilku różnych gatunków i ludziom to się podoba, wszystko jest w porządku. Problemem jest jednak to, że to ogromna inwestycja. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy ludzie projektowali świetne gry w swoich garażach. Jeden gość potrafił stworzyć coś pięknego.
WP: To prehistoria gier...
Orson Scott Card: Ja już wtedy żyłem, bawiłem się tymi grami. Były naprawdę świetne, miały dobre pomysły, można było godzinami rozgrywać je na nowo. Teraz robi się gry jednorazowego użytku.
Resztę rozmowy, z której dowiecie się między innymi, dlaczego George Lucas to kiepski reżyser, a Amazon chce zniszczyć rynek książek, znajdziecie tutaj.