Pierwsze informacje o nowym Operation Flashpoint rozbudziły wyobraźnię graczy. Tytuł ma być zupełnie inny niż Dragon Rising. Przede wszystkim realistyczny i nieporównywalnie bardziej brutalny. Podobno żołnierze w Red River mają ginąć już od jednej kuli. Jeżeli to prawda, to szykuje nam się powrót do korzeni serii, a tego chyba chciałby każdy. Otwieramy szampana?
Wojna nowoczesna
Znowu przeniesiemy się w niedaleką przyszłość. Tytuł ma stanowić luźną kontynuację historii z Dragon Rising. Głównym obszarem wojny nie będzie tym razem fikcyjna wyspa Skira, a prawdziwe państwo leżące w centralnej Azji. Tadżykistan jest niedużym krajem, niezgrabnie wciśniętym między inne, graniczącym z Chinami, Afganistanem, Kirgistanem i Uzbekistanem. Konflikt wybucha, gdy Tadżykistan z jednej strony najeżdża armia chińska, a z drugiej jest on nękany przez afgańskich rebeliantów. W Tadżykistanie lądują więc Amerykanie, którzy zamierzają go za wszelką cenę ocalić.
Na wirtualnym obszarze liczącym 200 kilometrów kwadratowych spędzimy trzy obszerne rozdziały. Kojarzycie jakieś dobre filmy opowiadające o realiach wojny w Afganistanie czy Iraku? Ujrzymy prawdziwe ludzkie dramaty, frustrację trwającą wojną, a także zdjęcia ukochanych marines na lusterkach pojazdów i breloczki wewnątrz Humvee – słowem: jak w życiu.
Realistycznie i brutalnie
Nie wiem, na ile poważnie można traktować zapowiedzi, że w Red River da się zginąć od jednej kuli. W każdym razie producent zamierza stworzyć tytuł realistyczny, a równocześnie nie tak bardzo filmowy i efektowny jak Modern Warfare. Chociaż możemy spodziewać się lepszego niż w Dragon Rising poprowadzenia historii i ciekawszej narracji. Każdy żołnierz będzie mógł modyfikować swoją broń. Do istotnych nowości należy dodać także system uszkodzeń postaci. Pociski rozerwą ciała, oderwą kończyny i skruszą kości. To wszystko zobaczymy podobno z zadziwiającą dokładnością. Zbyt brutalne? No, ale skoro ma być realistycznie…
Poprawie ulegnie spora część mankamentów, które kuły w oczy w Dragon Rising. Między innymi nie tylko wrogowie będą mądrzejsi, ale także, co cieszy bardziej, nasi towarzysze. Kompani nie mają się już zachowywać jak skończone patałachy, tylko lepiej wykonywać rozkazy i aktywniej pomagać nam w walce. Sprawę ułatwi nowy, bardziej intuicyjny system wydawania komend, dzięki któremu wszystko pójdzie sprawniej.
Producent nie ukrywa, że Red River ma być nastawione przede wszystkim na rozgrywkę co-operative, w której weźmie udział czterech graczy. Każdy zawodnik będzie mógł przyłączyć się do właśnie trwającej misji w dowolnym momencie, po prostu – kiedy tylko chce. Zanim jednak przystąpimy do gry, zdecydujemy się na jedną z czterech dostępnych klas. Standardowo będą to strzelec, snajper, saper i operator ciężkiego karabinu maszynowego. Każda klasa ma charakteryzować się wyjątkowymi spluwami na wyposażeniu i specjalnymi umiejętnościami.
Tym razem zabraknie typowych trybów sieciowych, polegających na walce graczy między sobą. Pojawią się za to rozbudowane, dodatkowe misje dla co-operative`a, w których staniemy przeciwko oponentom sterowanym przez SI. Będziemy wspólnie zdobywać bunkry nieprzyjaciela, bronić baz, ratować VIP-a, a nawet chronić konwoje (yeah!). Te ostatnie misje faktycznie mogą okazać się interesujące. Pamiętacie Helikopter w ogniu?
Tytuł ma śmigać na nowym silniku EGO, co oznacza, że na ekranie zobaczymy naprawdę piękne efekty. Ponadto na obraz zostaną nałożone szorstkie i brudne filtry, dzięki którym powstanie wrażenie, że oglądamy telewizyjną relację prosto z pola walki. Klawo. Gra pojawi się w przyszłym roku. Powodzenia Codemasters.