Dobra, przyznam się, piszę o tym tylko dlatego, że spędziłem jakieś pół niedzieli na oglądaniu filmików i czytaniu o tej grze. I to nawet mimo tego, że miała bardzo poważną konkurencję w postaci XCOM-a. Jeżeli, podobnie jak ja, nie słyszeliście jeszcze o DIVEKICK, to czas najwyższy. To pierwsza na świecie poważna, turniejowa bijatyka, stworzona do rozgrywek na najwyższym poziomie, którą... obsługuje się za pomocą dwóch przycisków.
Dive - którym podskakujemy, pewnie tak nazwali, bo JUMPKICK nie brzmiało tak fajnieKick - którym kopiemy z powietrza albo odskakujemy do tyłu stojąc na ziemi.
I tyle. A jednak mimo tej porażającej prostoty (która zresztą wynika z tego, że gra powstała jako parodia współczesnych bijatyk) podczas zabawy ważny jest zarówno szybki refleks jak i taktyczne myślenie, przewidywanie posunięć przeciwnika. Rundę kończy pierwsze trafienie, a zapewnienie go sobie zależy przede wszystkim od umiejętności odpowiedniego ustawienia się na planszy. A że nie ma tu innej możliwości poruszania się niż skok i kop, to trzeba nieźle kombinować.
Zresztą zobaczcie sami jak rozbudowany komentarz można stworzyć do rozgrywek w tę grę.
Gra robi szał na festiwalach, po których wożą ją twórcy, nawet mimo tego, że - jak przyznają - jest to zaledwie prototyp. DIVEKICK doczeka się normalnej oprawy graficznej, rozbudowania bazy dostępnych postaci i innych usprawnień. Ale z drugiej strony to właśnie ta ascetyczność oprawy może być jedną z przyczyn sukcesu tej gry - gracza nie zajmują tu niepotrzebne fajerwerki, zaciemniające tylko obraz rozgrywki. Animacje są proste i czytelne, nigdy nie ma wątpliwości co dzieje się na ekranie. Liczy się tylko refleks i przemyślane działania. Naprawdę.
Twórcy gry wrzucili ją na Kickstartera i nawet udało im się zebrać 30 tysięcy dolarów, które chcieli. Po czym zgłosił się do nich wydawca i Kickstarter nie był już potrzebny.
DIVEKICK!