Pominę kwestię wpadki, jaką zaliczył CD Projekt przy próbie wcześniejszego udostępnienia gry posiadaczom edycji kolekcjonerskiej. Nam, dziennikarzom branżowym też się przy tym oberwało, ponieważ musieliśmy zasiąść do opracowywania recenzji z większym niż zwykle ma to miejsce opóźnieniem (co ciekawe, na Zachodzie także nie obyło się bez kłopotów). Mniejsza o to. Dobrze tylko, że podobnej awarii nie było przy premierze zwykłej wersji. Bo wtedy to byłaby już katastrofa.
Niestety, na tym problemy się nie skończyły. Od dnia premiery każde forum o grach pełne jest komentarzy, zapytań i konsultacji. Bo gra nie działa tak dobrze, jak się spodziewaliśmy. Brakuje niektórych opcji konfiguracyjnych (mapowania klawiszy, odwrócenia działania myszy), występują spadki wydajności nawet na bardzo silnych konfiguracjach oraz inne mniejsze i większe błędy w samej rozgrywce. Co ciekawe, nie każdy boryka się z takimi przypadłościami. Moi znajomi nie mają żadnych kłopotów. Nasz recenzent także nie uskarżał się na niedogodności. Mnie klątwa Geralta dopadła przy wejściu do Flotsam. Z bliżej nieustalonych powodów gra wysypywała się na pulpit i tyle. Rozwiązanie zostało znalezione na forum (dzięki, Lucas :) ), jednak pewien niesmak pozostał. Można oczywiście powiedzieć, że zdarzały się bardziej „zarobaczone” pozycje. Jednakże...
Twórcy jeszcze przed premierą obiecywali, że takich problemów nie będzie. Tomek Gop na konferencjach i pokazach zarzekał się, że wystarczy grę zainstalować, pobrać (jak się okazało, nieszczęsne 50 megabajtów) i już będzie można wkroczyć we wspaniały świat z powieści Andrzeja Sapkowskiego. A my, gracze, uwierzyliśmy. Patrząc na moje i innych perypetie z działaniem Wiedźmina 2, aż chce się sparafrazować okrzyk dziewczynki ze starej reklamy telewizyjnej: "Obiecałeś! Obiecałeś!"
Nieraz w komentarzach pojawia się stwierdzenie, że CD Projekt zafundował sobie wielkie betatestowanie przygód Geralta. I trudno się z tym nie zgodzić. Gracze raportują błędy, CD Projekt RED zapewne je naprawi. Ale prawdopodobnie sporo niedoróbek dałoby się wyeliminować jeszcze przed premierą. Jednakże...
Na zeszłorocznej jesiennej konferencji CD Projektu ogłoszono, że gra trafi do sprzedaży 17 maja 2011 roku. I termin ten został dotrzymany. Czy to dobrze? Z jednej strony tak, ponieważ firma wywiązała się z tej obietnicy. Wielokrotnie pytano Tomka Gopa i innych przedstawicieli CDP, czy na pewno nie będzie poślizgu. Za każdym razem zarzekano się, że wszystko idzie zgodnie z planem i nie będzie nawet dnia opóźnienia. Z drugiej strony chyba zabrakło twórcom tego miesiąca na dopracowanie gry od strony technicznej. Z pewnością na "Redów" posypałyby się gromy, że przesuwają premierę. Ale nie byliby pierwszymi, wykonującymi taki ruch, ani na pewno nie ostatnimi. Z całą pewnością uniknęliby miażdżącej krytyki dotyczącej aspektów technicznych swojej najnowszej produkcji.
Jest jeszcze jedna kwestia, o której warto pamiętać. CD Projekt jest spółką notowaną na giełdzie jako Optimus i to też pewnie miało wpływ na wydanie gry zgodnie z zapowiedziami. Inwestorzy bardzo uważnie przyglądają się takim obietnicom, traktując je, jako jeden z wyznaczników wiarygodności spółki. Przesunięcie premiery mogłoby mieć wpływ na wartość akcji oraz na późniejsze relacje z osobami, które w te akcje inwestują. Dodatkowo, przychody z gry zostaną wliczone do bieżącego kwartału rozliczeniowego, co też nie jest bez znaczenia.
Na ten tydzień zapowiedziano większą łatkę, która ma usprawnić działanie gry. Mam nadzieję, że wyeliminuje ona znaczną część najbardziej dokuczliwych błędów. Kłopoty z Wiedźminem 2 powinny być też cennym doświadczeniem dla CD Projektu, aby mniej entuzjastycznie przekonywać, że ich gry są tak bezproblemowe. Bo gracze, choć sparzyli się na takich obietnicach nie raz, dalej w nie wierzą. A potem klną na czym świat stoi. A przecież także na tym traci reputacja firmy.