Na stronach internetowych magazynu Edge, tego samego, który opublikował 1 lutego artykuł na temat spodziewanych funkcjonalności PlayStation 4, ukazał się kolejny materiał, tym razem dotyczący nowego Xboksa. Według źródeł, które miały do czynienia z konsolą następnej generacji Microsoftu, następca X360 porzuci format nośników danych dwuwarstowego DVD na rzecz Blu-ray (50 GB). Gry na takich płytkach posiadałyby kod aktywacyjny, który przy pierwszym włączeniu w konsoli należałoby wprowadzić, aby dowiązać egzemplarz do danego profilu. Sam Xbox musiałby być na stałe podłączony do Internetu, aby funkcjonować. Takie rozwiązanie miałoby na celu walkę z drugim obiegiem, twierdzi Edge.
Zanim wyszukamy na strychach i w piwnicach rusznice dziadków z czasów ruchu oporu i ruszymy na siedzibę Microsoftu, zastanówmy się, czy te informacje mają jakikolwiek sens.
Zwróćmy uwagę na moment wycieku tych danych. Sony szykuje się do "wielkiego ogłoszenia", ustalonego na 20 lutego. Opublikowany w Edge'u materiał na temat PlayStation 4 był neutralny, z tendencją w stronę informacji pozytywnych dla graczy. Nagrywanie rozgrywki, niezmierzone pokłady mocy, zmieniona konstrukcja pada - to wszystko brzmi ślicznie i ładnie. Czekamy więc grzecznie na wyznaczony dzień i radośnie spekulujemy, czy to rzeczywiście wtedy ogłoszone zostanie PlayStation 4.
Kilka dni później ten sam magazyn podaje informacje na temat nowego Xboksa. I to informacje, które niekoniecznie muszą wzbudzić pozytywne reakcje. Pewnie, porzucenie dwuwarstwowych DVD na rzecz Blu-raya jest krokiem naprzód (więcej wersji językowych, etc.), ale już to wiązanie gier z profilem na stałe byłoby w wykonaniu Microsoftu rozwiązaniem ryzykownym. Pomyślcie sami - przecież to wpisuje się idealnie w wizję złej korporacji, która jedyne, co ma na celu, to drenaż naszych portfeli. Tu nie trzeba się nawet zastanawiać nad sensownością takich rozwiązań! Przecież to jest właśnie takie coś, co robi zła korporacja. Uczą nas tego przykłady Weyland Yutani, Umbrella Corporation czy Aperture Science. Alfredzie, podaj widły!
Nie twierdzę, że mamy tu do czynienia z jakąś zakrojoną na szeroką skalę akcją propagandową, wymierzoną w nieogłoszonego jeszcze nowego Xboksa. Widzę za to, do czego prowadzi publikowanie takich informacji. Nie tylko wpisałoby się w brutalną dyskusję na temat restrykcyjnego DRM, ale od razu stawia amerykańską korporację na przegranej pozycji w walce o serca hardcorowych graczy. Jeszcze zanim ktokolwiek potwierdził oficjalnie, kiedy ukażą się nowe konsole. Albo nawet - jakie będą ich nazwy.
Czy to jest coś, co zrobiłaby Jade? NIE!Ze słusznym gniewem warto poczekać, aż dowiemy się czegokolwiek, co nie jest wątpliwą informacją ze źródła, które miało do czynienia z kimś, kto słyszał kogoś mówiącego o kimś innym. Ludzie chcą o tym czytać, do redakcji zgłasza się ktoś, kto wie coś na interesujący graczy temat, powstaje materiał pełen takich zwrotów jak "wydaje się że", "powinno" i "być może". W świecie, w którym wielkie firmy mogą wstrzymywać oficjalne informacje, jak długo tylko chcą, a dziennie powstają dziesiątki materiałów, skrojonych pod wasze zainteresowania, waszą ciekawość, które na celu mają przyciągnięcie ruchu, wypromowanie marki, wzbudzenie kontrowersji, jedynym wyjściem, aby nie oszaleć jest cierpliwość.
A na koniec okaże się, że w nowym Xboksie będzie opcja podpięcia gry do profilu tak, aby nie martwić się o zgubienie płytek z grą.
Przy okazji, plotki głoszą, że nowy Xbox będzie miał 8 GB DDM3 RAM-u i ośmiordzeniowy procesor 1,6GHz AMD. Kto by się jednak przejmował takimi informacjami, gdy ktoś chce wmuszać nam gry (których nie mamy) na nasze konsole (które nie zostały nawet ogłoszone).