Digits, jak nazwany został gadżet, każdy z nas nosić może jak bransoletkę. Za pomocą sensorów podczerwieni zbiera dane na temat szkieletu naszej dłoni, po czym jest w stanie z ich pomocą stworzyć jej trójwymiarowy model. Digits odczytuje gesty naszej dłoni nieprawdopodobnie dokładnie.
Urządzenie nie wymaga jakichkolwiek danych z otoczenia, przez co użytkownik nie jest w żaden sposób związany z konkretną przestrzenią - tłumaczy David Kim, szef projektu. Jesteśmy więc w stanie używać go chodząc z pokoju do pokoju, a nawet po ulicy.
Oznacza to, że w odróżnieniu od Kinecta, Digits nie wymaga od nas bezwzględnego poruszania się na kilku metrach kwadratowych. Nie obrazi się też na nas, kiedy je opuścimy. Co więcej – nie musi znajdować się on na linii widoczności jakiegokolwiek urządzenia – możemy więc wykonywać gesty, z dłonią wiszącą bezwładnie za kanapą.
Prototyp wykonany został z elementów niedostępnych na rynku. Docelowo Digits miałby być urządzeniem wielkości zegarka, który bylibyśmy w stanie nosić cały czas.
Chcielibyśmy, by użytkownicy byli w stanie spontanicznie wchodzić w kontakt z urządzeniami elektronicznymi w ich zasięgu. W ten sposób nie musieliby oni podnosić np. pilota, bądź smartfona.
W tej chwili Digits jest w stanie reagować na szereg gestów naszej dłoni: umie zwiększać i zmniejszać pliki graficzne za pomocą „uszczypnięć”, odczytuje uderzenie palcem w powietrzu, jak i chęć np. wciśnięcia przycisku, rozumie kiedy składamy dłoń w kształt pistoletu itd. Produkt, który wyszedłby na rynek, byłby – według zapewnień twórców – jeszcze dokładniejszy.