Zdarzyło się Wam kiedyś płacić dwa razy za to samo? Pomysłowość wydawców gier wideo wydaje się nie mieć granic w kwestii pakowania znanej zawartości w nowe ciuszki, bo w gruncie rzeczy sztuką nie jest sprzedanie potencjalnego megahitu z popularnej serii (vide Modern Warfare 3), tylko przekonanie graczy, że muszą jeszcze raz kupić siedmioletni produkt. I jak tu namówić kogoś, kto od lat dzierży pada i może pochwalić się wcale niemałym bagażem doświadczeń (nie tylko w sensie EXP w grach RPG), żeby obok ukochanej gry z poprzedniej generacji postawił na półce ten sam tytuł z inną okładką?
Wachlarz związanych z tym zabiegów jest bardzo szeroki i mogłoby na ten temat paść wiele gorzkich słów. Mamy jednak miesiąc nagradzania i nie czas na wylewanie wiadra pomyj na głowy chytrych i bezwzględnych szefów koncernów wydawniczych. Okazuje się bowiem, że nie wszystko, co sprzedawane po raz enty, musi być z gruntu złe i bezczelnie drenować nasze portfele. Mowa o remasterach.
Ostatnimi czasy coraz częściej dają się nam we znaki zabiegi, które wyraźnie grają na sentymentach fanów, żywo odnoszących się do ulubionych tytułów sprzed lat. Rok 2011 był wyjątkowo bogaty we wszelkiej maści reedycje i stawiam tezę, że gracze wcale z tego powodu nie ubolewali. A przynajmniej nie powinni. Świat gier wideo znalazł się w takim momencie, że – czy tego chcemy, czy nie – trudno tak naprawdę wymyślić coś całkowicie nowego. Rynek nasycił się ulubionymi rodzajami elektronicznej rozrywki, niegdysiejsza popularność platformówek 2D czy chodzonych bijatyk zbledła w obliczu wszechobecnych strzelanin FPP i w gruncie rzeczy można przyjąć, że główny nurt gatunkowy pozostanie przez kolejne lata niezmieniony. Co w tej sytuacji robią nastawieni na zysk wydawcy? Najprostszą metodą wydaje się płynięcie z nurtem „oczywistego popytu” (co w obliczu ogromnej konkurencji wcale nie jest łatwe), można też postawić na innowacje (nowe marki, zapomniane typy gier) lub – najbardziej interesująca mnie opcja – sięgnąć po sprawdzone hity i dostosować je do wymogów współczesnego użytkownika.
Pierwsze Super Mario Bros. w wydaniu 16-bitowymNie da się ukryć, że odświeżenie leciwych (acz zasłużonych) produkcji jest wyjątkowo trafionym pomysłem w dobie rozwoju technologicznego. Przejście z SD do HD okazuje się bardzo przyjemne dla oka, szczególnie gdy posiadamy odbiornik odpowiedniej klasy, i wydaje się być bardziej pożądane niż przystosowanie 8-bitowego hitu do poziomu bitów szesnastu. Chyba każdy się ze mną zgodzi, że kunszt grafików z ery pierwszego PlayStation na kilkudziesięciu calach telewizora HD nie zachwyca, natomiast urocze piksele z NES-a czy SNES-a są naprawdę zjadliwe i nie zacierają miłych wspomnień graczom pamiętającym zamierzchłe czasy tamtych platform. Twórcy i wydawcy mają świadomość, że wysoka rozdzielczość to wspaniała okazja do sprzedania „tego samego” w całkiem przyzwoitej formie. Bo któż nie złakomi się na powtórkę z rozrywki bez konieczności przekonywania się do archaicznych trójwymiarowych modeli postaci czy wręcz odkurzania dawnej konsoli? Pokusa jest naprawdę duża i chwała wydawcom za kilka gier, które pojawiły się w nowym wcieleniu w 2011 roku.
PlayStation 2 forever
Beyond Good & Evil zaatakowało rynek w 2003 roku, zachwyciło recenzentów i poniosło komercyjną porażkę. Nie pierwszy i nie ostatni to przykład, że ambitne pozycje, w które „trzeba zagrać”, wcale nie muszą sprzedawać się jak świeże bułeczki. Smutna historia produkcji kojarzonej z Michelem Ancelem na szczęście doczekała się kolejnego rozdziału, którym w 2011 roku była edycja HD na Xboksa 360 i PlayStation 3. Starzy wyjadacze i nowi posiadacze konsol HD mogli zagłębić się w cudowną kreację świata, pozornie tylko nawiązującą do kreskówkowej infantylności. Reporterka Jade ponownie wyruszyła ze znaną misją, by odkryć tajemnice globalnego spisku. Co świadczy o świetności tej gry – warto przekonać się samemu. W gruncie rzeczy mamy bowiem do czynienia ze standardowym podejściem do gatunku action adventure, z wyznaczonymi zadaniami, schematyczną walką czy rozwojem ekwipunku, ale nie można pominąć fabuły, relacji między postaciami i autentyczności tego fantastycznego świata. Marsz do PSN i XBLA, jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z Beyond Good & Evil. Gra została ładnie podciągnięta do wymogów HD, modele postaci stały się bardziej zjadliwe, pogrzebano też nieco w warstwie dźwiękowej. Na potrzeby wirtualnej rywalizacji przygotowano również zestaw osiągnięć/trofeów i sieciową listę najlepszych wyników. Trudno tu jednak szukać prawdziwego remake’u. Konstrukcja pozostała niezmieniona, a cały wysiłek poszedł w upiększenia. I wiecie co? Nie można narzekać.
Para bohaterów Beyond Good & Evil w HDPodobnym przykładem odpicowanego hitu sprzed lat jest Shadow of the Colossus, które weszło w skład Ico & Shadow of the Colossus HD Collection pod koniec zeszłego roku. Twórcy nie stawiali nowych fundamentów, bo nie było takiej potrzeby. Nietypowa pod każdym względem produkcja zachowała znajome podstawy i została ubrana w tekstury, które nie kłują w oczy na kilkudziesięciu calach HD. Zremasterowana edycja nadal czaruje nietuzinkowym charakterem: zarówno samym pomysłem na grę, jak i rozgrywką. Można narzekać, że autorzy nie pokusili się o dopracowanie prawie siedmioletniego sterowania, które jest już wyraźnie archaiczne. Ale z drugiej strony nie na tyle, by nie móc cieszyć się zabawą. Kwestia wprawy i już. Shadow of the Colossus całkiem udanie się broni i pokazuje, że gra z PlayStation 2 z nowymi teksturami może zachwycać na >40-calowych ekranach.