Nintendo na zakręcie

Nintendo na zakręcie

Czarny koń

Wiek XXI rozpoczął się w świecie konsol pod koniec 2005 roku wraz z wypuszczeniem na rynek Xboksa 360. Wiadomo było, że wkrótce w szranki z konsolą Microsoftu stanie Sony, natomiast nikt nie spodziewał się tego, co zaoferowało Nintendo. Po nieudanych próbach (w porównaniu z wynikami sprzedażowymi ówczesnej konkurencji) zapanowania nad rynkiem gier wideo za pomocą Nintendo 64 i Gamecube`a japoński producent postawił wszystko na jedną kartę. W dobie mocarnego sprzętu Microsoftu i Sony, wyświetlającego zaawansowaną grafikę i oferującego szereg udogodnień multimedialnych czy rozbudowane struktury sieciowe, Nintendo wypuściło na rynek Wii. Niepozorne białe pudełko bez odtwarzacza filmów i z kulejącymi opcjami internetowymi z miejsca zdobyło serca graczy nowatorskim podejściem do sterowania.

Kilka lat i prawie 90 milionów sprzedanych konsol później widać jak na dłoni, kto jest królem obecnej generacji. Sony i Microsoft sprzedały niecałe 60 mln systemów każde. Kluczem do sukcesu było otwarcie się na nowego klienta – takiego, który wcześniej nie interesował się grami. To właśnie do takich osób, nie licząc oddanych fanów gier z hydraulikiem Mario i spółką, było kierowane Wii. Co tu dużo mówić – strzał w dziesiątkę.

Poza tym Nintendo osiągnęło kolosalny sukces na rynku konsol przenośnych. Następcą wysłużonego i zasłużonego Gameboya Advance w wersji SP został DualScreen. Posiadając dwa ekrany, w tym jeden dotykowy, wbudowany mikrofon i szczątkowe możliwości łączenia się z Internetem, wprowadził pewną świeżość w świat kieszonsolek. NDS we wszystkich wersjach (Classic, Lite, DSi, DSi XL) sprzedał się w około 150 mln egzemplarzy. Co najważniejsze, w przeciwieństwie do Wii nie jest to konsola przede wszystkim dla niedzielnych graczy. NDS to głownie mekka miłośników gier jRPG i przygodowych. Niezbyt imponujące podzespoły nie pozwalają mu konkurować pod względem oprawy audio-wideo ze swoim bezpośrednim rywalem – PSP, jednak moc konsolki drzemie w nowatorskim sterowaniu. Można do znudzenia powtarzać, że grafika to nie wszystko, i widać, że wielu się z tym zgadza.

Trójwymiarowa kieszeń

Nintendo wyeksploatowało koncepcję NDS-a do granic możliwości. Konsola była zmniejszana, zwiększana, dodano aparaty, e-sklepik. Jednak, co najważniejsze, stale otrzymywała potężne wsparcie od wydawców gier. Na wiosnę 2011 r. gracze wreszcie mogli sięgnąć po nowe urządzenie Nintendo. Wizualnie nie różniło się ono zbytnio od poprzedniego w wersji DSi – pozostawiono dwa ekrany, w tym jeden dotykowy, i aparaty. Ogólnie na pierwszy rzut oka 3DS to „więcej i lepiej” doskonale znanego DS-a. Wiadomo jednak, że nowa konsolka ma do zaoferowania o wiele więcej niż wysłużony poprzednik. Znamienne „3D”, sprytnie wplecione w nazwę, odnosi się do przełomowego sposobu wyświetlania trójwymiarowej grafiki, którą możemy podziwiać bez potrzeby zakładania znanych z kina okularów. Poza tym zamontowane aparaty umożliwiają robienie zdjęć w 3D – mała rzecz, a cieszy. Szczególnie miłośników innowacji technologicznych. Jednak, ile by konsolka nie posiadała funkcjonalności, to daleko nie zajedzie bez jednego istotnego atutu – dobrych gier.

I tu zaczynają się schody. Od marcowej premiery w Europie i USA 3DS otrzymał zaledwie garstkę tytułów wartych swojej ceny. Z czego na starcie faktycznie liczył się jeden – Super Street Fighter IV 3D. Jedyna pozycja, która możliwie najpełniej wykorzystywała funkcjonalności konsolki, tj. efekt 3D czy opcje internetowe. Gracze, którzy nieprzychylnie patrzą na bijatyki albo po prostu nie chcą drugi raz kupować tej samej produkcji (mając jej wersję na konsole stacjonarne), musieli mocno wypatrywać dobrej dla nich propozycji. Krótko mówiąc, premierowe wsparcie wydawców okazało się wyjątkowo słabe.

Czerwcowe E3 przyniosło wysyp zapowiedzi i światełko w tunelu dla wszystkich, którzy chronili swoje 3DS-y przed narastającą warstwą kurzu. Po kilku miesiącach od premiery gracze zyskali wreszcie powód, by na nowo (albo dopiero) zainteresować się kieszonsolką Nintendo. Mowa oczywiście o The Legend of Zelda: Ocarina of Time 3D. Remake gry, znanej wszystkim z Nintendo 64 i uważanej przez wielu za najlepszą produkcję wszech czasów, tchnął w posiadaczy 3DS-a nadzieję na lepsze jutro.

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie
Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE 🔥