Co jako pierwsze rzuca się w oczy po kontakcie z 3DS-em? To, jak wiele nauczyła się japońska firma w dziedzinie designu od premiery swego poprzedniego handhelda. Pamiętacie jeszcze wygląd debiutanckiej wersji oryginalnego DS-a? Ja (niestety) tak, wciąż łypie na mnie groźnie z półki. Funkcjonalności trudno mu odmówić, podobnie jak wpływu na cały rynek gier, no ale urodą to on zdecydowanie nie grzeszył – z czego zresztą zdał sobie sprawę sam producent, dość szybko wypuszczając dopieszczoną pod tym względem wersję Lite. 3DS wielkością i wyglądem znacznie bardziej przypomina właśnie ją, dzięki czemu wyjęcie go publicznie przyciąga zainteresowane spojrzenia – tak jak, kurczę, powinno być w przypadku kawałka nowego sprzętu! Jedyne, co ewentualnie można by zarzucić prezencji konsoli, to pokrycie jej – jak to od lat jest w modzie – błyszczącym lakierem, który może i wygląda fajnie, ale tylko z daleka i po dokładnym wypolerowaniu. Kilka minut z konsolą w ręku i już jest ona cała w odciskach palców. Pod tym względem 3DS wydaje się jeszcze gorszy i bardziej podatny na zabrudzenia od PSP.
Bardzo fajna jest również gałka analogowa, lepiej pomyślana i bardziej funkcjonalna od tej z PSP (większa, BARDZIEJ PŁASKA!, to właściwie bardziej przycisk analogowy niż gałka). Palec leży na niej swobodnie, przesuwa się bardzo wygodnie, no i najważniejsze, że ona wreszcie po prostu jest – tego pierwszemu DS-owi, stawiającemu przede wszystkim na sterowanie dotykowe, bardzo brakowało. Zastanawiające jest tylko, czemu Nintendo nie zdecydowało się pójść na całość i umieścić na urządzeniu dwóch gałek – kiedy na rynku pojawi się w końcu nowy handheld Sony, wciąż będzie on miał ich dwa razy więcej od konkurencji z Nintendo. Może następnym razem? Czterech Sony już raczej nie umieści. Tymczasem jednak dochodzi w grach do dziwnych sytuacji, w których – jak w przeznaczonym na 3DS-a Splinter Cellu 3D Ubisoftu – ekran dotykowy zastępuje po prostu przyciski, a cztery guziki, umieszczone z prawej strony ekranu, używane są jako swego rodzaju zastępstwo dla drugiego analoga w sterowaniu kamerą. Sprawdza się to raczej topornie.
Poza dodaniem analoga i trochę ładniejszym nawet od Lite’a wyglądem 3DS w zasadzie nie różni się od zwykłego DS-a. Postronny obserwator, do którego jakimś cudem nie dotarł marketingowy przekaz, na pierwszy rzut oka mógłby odnieść wrażenie, że to ta sama konsola. Nintendo tak bardzo postawiło na funkcjonalność 3D, że jakby zapomniało o jakimś dodatkowym zaznaczeniu odmienności tego urządzenia. Być może również dlatego pierwsze wyniki sprzedaży konsoli są dla japońskiej firmy rozczarowujące? W ciągu premierowego tygodni 3DS został pod tym względem pobity przez pierwszego DS-a! Wygląda na to, że samo 3D nie wystarczy, by odpowiedzieć na pytanie „ale po co?” właścicielom poprzedniej konsoli przenośnej Nintendo.