Każda pojedyncza odsłona serii Assassin's Creed zabrała co najmniej kilkanaście godzin z mojego życia, skłamałbym jednak mówiąc, że moje zainteresowanie marką rosło proporcjonalnie do liczby dostępnych na rynku tytułów. Prawdę powiedziawszy najlepiej bawiłem się w Assassin's Creed II – wtedy przygody zabójców wciąż były świeże, a jednocześnie deweloperzy poprawili błędy oryginalnej, pierwszej części.
Dalej było już tylko odgrzewanie kotletów, w ramach którego dodawano mniej lub bardziej spektakularne elementy, mające imitować prawdziwy rozwój idei serii. Moim zdaniem popełniono błąd w momencie dodania rozgrywek sieciowych. Zamiast wykorzystać bardzo perspektywiczny pomysł bractwa, kierowania grupą asasynów, nastawiono się na multiplayer, pozostawiając młodych zabójców samopas, z bardzo ubogim systemem misji, który aż prosił się o rozwinięcie.
Multiplayer z kolei, choć nie odmówię mu pewnej popularności i zainteresowania ze strony graczy, nijak ma się do założeń i klimatu Assassin's Creed. Zniknął gdzieś mistycyzm, niepewność w odkrywaniu świata Animusa. Do przygód Ezio Auditore da Firenze dorzucono wojny klonów, zaserwowane pod przykrywką programu szkoleniowego templariuszy. Wchodzące właśnie do sprzedaży Assassin's Creed: Revelations nie przełamie tego schematu, ba, jestem pewien, że będzie to bardzo dobra gra, przez wielu mocno chwalona. Tyle tylko, że mając w perspektywie wydanie w 2012 roku Assassin's Creed III, powinniśmy oczekiwać czegoś więcej.
Przede wszystkim liczę na domknięcie wszystkich wątków, które – jak wiemy z wypowiedzi deweloperów – niekoniecznie rozwiążą się w Assassin's Creed: Revelations. Chciałbym by Desmond, postać niby obecna w każdej z gier, a jednocześnie mocno zaniedbana, otrzymał wreszcie odpowiedzi, na które czeka. Po wydaniu czterech głównych odsłon Assassin's Creed oraz wielu tytułach pobocznych, nie da się nie odczuć, że w oczach graczy to Ezio, a nie właśnie Desmond Miles czy Altaïr Ibn La'Ahad, stał się ikoną serii.
Dla mnie natomiast to ten bardziej współczesny nam bohater, odkrywający tajemnice Abstergo Industries, templariuszy i problemy, jakie nawarstwiły się przez lata, jest postacią godną uwagi. Choć nie dane mi było jeszcze zagrać w najnowszą część, intuicja każe przypuszczać, że Revelations pozostawi Desmonda z kolejnymi pytaniami i kolejnym wyzwaniem. Może gdyby dano mu więcej do zrobienia, moglibyśmy wreszcie zżyć się z – było, nie było – podstawowym protagonistą tych gier?
Assassin's Creed pokazywało już, jak za pomocą swoich zdolności Miles jest w stanie zobaczyć przeszłe zachowania przodków, postaci sprzed wieków. A gdyby tak, na wzór chociażby nowej gry o Spider-Manie, pozwolić nam na manipulowanie czasem i sytuacją bohaterów? Co Wy na to, że Desmond, widząc niedostępną półkę, mógłby w wrócić do ciał poprzedników i pomóc sobie w teraźniejszości. Tak, zgodzę się, że do tej pory byliśmy przede wszystkim obserwatorami tego, co już się wydarzyło, ale czy przy wszystkich magicznych obiektach, wizjach bogów, wchodzeniu w ciało zabójcy i tym podobnych rozwiązaniach, zabawa kontinuum czasoprzestrzennym jest czymś aż tak abstrakcyjnym?