Tu znajduje się nasz tekst o kampanii dla pojedynczego gracza w Call of Duty: Modern Warfare 3. Pełną recenzję gry opublikujemy w piątek.
Recenzenci hitu id Software zachwycali się precyzją kontroli, ale także tym, jak wspaniale sprawdza się ona w wyśmienitym trybie wieloosobowym. Tak zaczęła się moja przygoda z multiplayerem, dzięki której doświadczyłem niezapomnianych starć w hitach pokroju Counter-Strike czy Unreal. Aż w końcu nie miałem już tyle czasu na trenowanie swoich wirtualnych umiejętności i wspomniana precyzja stała się moim katem liczącym kolejne zaskakujące mnie headshoty.
W tamtym momencie zdradziłem peceta i dalszą zabawę kontynuowałem już na konsoli, która z racji posiadanego kontrolera daje większe szanse „niedzielnym” amatorom strzelanek. I choć pamiętam czasy, w których wydawało mi się absurdalną rzeczą granie w FPS-y na padzie, to szybko stałem się zwolennikiem analogowych gałek. Sielankę przerwało mi w zeszłym roku Call of Duty: Black Ops, które dostałem także w wersji pecetowej, ale szybko porzuciłem wszelkie nadzieje, po tym jak wszystko rozpoczęło się problemami z optymalizacją gry, a skończyło na ciągłym odradzaniu się po kolejnych śmierciach. Na Xboksie za to zabawa kwitła w najlepsze.
new WP.player({ width:600, height:338, autostart:false, url: 'http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/f/4/8/f48133500aa2b2cbb11d345d8c1c625f/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/coop.mov', });Nagranie z trybu współpracy bez komentarza. Film w wyższej rozdzielczości znajdziecie pod tym adresemPrzyjazna wojna
W związku z powyższym redakcyjną pecetową wersję Call of Duty: Modern Warfare 3 powitałem z mieszanymi uczuciami. Ostatnio strzelanki na PC zawodzą mnie, jeśli chodzi o stronę techniczną (vide Black Ops czy Rage), ale w przypadku MW3 nie było najmniejszych problemów, a co ważniejsze, gra na moim nie najlepszym domowym laptopie śmiga wręcz idealnie. Przy silniku, który ma już tyle lat, optymalizacja powinna być rzeczą oczywistą, jednak poprzednia gra z serii miała z tym wiele problemów. Nikt przecież nie lubi spadku klatek w momencie, kiedy wpada na grupę wrogich jednostek.
Mając pod kontrolą kwestie techniczne, z myszką w dłoni postanowiłem znaleźć sobie mecz. Pod względem liczby wieloosobowych trybów gry Modern Warfare 3 jest wzorem, bo wariacji na temat rozgrywki w Internecie oferuje naprawdę sporo. Moim osobistym faworytem na razie jest „Potwierdzone zabójstwo”, w którym oprócz wyeliminowania delikwenta na zasadach drużynowego deathmatchu musimy zabrać identyfikator, który ten po sobie zostawia. Na początku trzymałem się jednak znajomego gruntu i postanowiłem swój pierwszy mecz rozegrać w trybie dominacji (tryb, w którym zbieramy punkty za utrzymywanie kluczowych pozycji na mapie).
Wylądowałem w samym centrum zniszczonej atakami bombowymi stacji metra i w panice zacząłem szukać punktów do przejęcia. Pięć minut później zorientowałem się, że coś mi tu nie gra. Nie miałem poczucia zagubienia i świadomości totalnej dominacji innych graczy. Po prostu znakomicie się bawiłem. Nie oznacza to oczywiście, że z nieznanych mi powodów stałem się nagle szatanem myszki – w statystykach liczba zgonów i śmierci wyglądała mniej więcej podobnie (i niestety – nie za wysoko). Mimo to nie doznawałem frustracji i nie miałem poczucia siedzenia przy grze z redakcyjnego obowiązku – zabawa autentycznie sprawiała mi dużo przyjemności.
Plug and Play
Jednym z argumentów w toczącej się „wojnie” pomiędzy serią Battlefield i Call of Duty jest sposób, w jaki obie gry podchodzą do aspektu walki. Ta pierwsza stara się być symulatorem pola bitwy, promując granie drużynowe i zagrywki taktyczne. Ta druga jest po prostu dynamiczną rozwałką nawiązującą do najlepszych tradycji wspomnianego już Quake'a. Nie mi rozstrzygać, co jest lepsze, bo już starożytni stwierdzili, że o gustach się nie dyskutuje, ale formuła zabawy w Modern Warfare 3 pozwala na natychmiastowe odnoszenie drobnych sukcesów w grze. Nie potrzebujemy drużyny ani dobrej znajomości mapy. Nie potrzebujemy umiejętności pilotażu helikopterów, by od początku zbierać małe punkciki dające samozadowolenie z faktu, że coś robimy dobrze.
new WP.player({ width:600, height:338, autostart:false, url: 'http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/e/4/5/e45579e95ac0b988ceacb867dc3cb3b6/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/survival.mov', });Nagranie z trybu "Przetrwanie" bez komentarza. Film w wyższej rozdzielczości znajdziecie pod tym adresemZachęta w postaci otrzymywanych praktycznie za wszystko punktów doświadczenia nowością nie jest, ale w MW3 zostało to zorganizowane tak, że użytkownik ma poczucie bycia wynagradzanym za styl, w jakim gra. Tym samym wszyscy odczuwają satysfakcję z tego, co robią. Wyznacznikiem tego, jak dobrym jest się graczem w cykl Call of Duty, są też killstreaki, czyli nagrody za serie zabójstw bez utraty życia. Opcja ta powraca w tegorocznej edycji, ale w wersji ulepszonej. Mamy oczywiście serie tradycyjne, za które dostajemy bonusy wspierające ofensywę. Pojawiła się jednak również opcja, która zlicza nasze zabójstwa, nawet jeśli w międzyczasie ktoś nas wyeliminuje na chwilę z gry, tym samym pozwalając na zdobywanie nagród (mniej ofensywnych, a bardziej wspierających drużynę), nawet jeśli nie jesteśmy wybitnymi strzelcami. Takie rzeczy sprawiają, że gracz czuje się potrzebny, a nie zdołowany faktem, że w zasadzie tylko przeszkadza lepszym w zabawie.
Noob i weteran
Tuż przed premierą w sieci pojawił się zwiastun Modern Warfare 3, który pokazywał (w zabójczo hollywoodzkim stylu), że ta gra tak naprawdę jest i dla początkujących, i dla starych wyjadaczy. Nie prezentował tych dwóch grup jako skłóconych i rywalizujących ze sobą, ale bardziej jako mentorów i uczniów. Infinity Ward nie chciało jednak, żeby ta symbioza zależała wyłącznie od dobrej woli fanów i tak skonstruowało rozgrywkę w sieci, żeby każdy poczuł się mile widziany. Dla mnie oznacza to udany powrót do pecetowych FPS-ów, dla innych będzie być może pierwszą przygodą z tym gatunkiem w sieci. Jestem przekonany, że w miarę kolejnych godzin spędzanych z Modern Warfare 3 znajdę jakieś uchybienia, które zaczną mnie irytować. Na ich skomentowanie przyjdzie jednak czas w recenzji – natomiast moje pierwsze wrażenie było jak wyjście z windy wprost na wycieraczkę z napisem „zapraszam” i uśmiechniętego gospodarza w drzwiach.