Tekst na temat gry wieloosobowej znajdziecie tutaj.
Najbardziej zaskakującą rzeczą w kampanii single player Call of Duty: Modern Warfare 3 jest to, jak bardzo kompletnym i satysfakcjonującym okazuje się ona zwieńczeniem serii. W ostatnich kilkunastu miesiącach wiele zapoczątkowanych przed laty trylogii i cyklów dobiegło końca. W tym przypadku po raz pierwszy mogę powiedzieć: nie potrzebuję więcej singla Modern Warfare. W pozytywnym rozumieniu – twórcy najnowszej części zadbali o efektowny, dający uczucie spełnienia finał.
Kampania rozpoczyna się niemal dokładnie w tym momencie, w którym zakończyła się poprzednia odsłona podserii – zdradziecki generał nie żyje, jego zwłoki leżą gdzieś z nożem w głowie, a kapitan John Price i Nikolai próbują w tym czasie ratować ciężko rannego Johna „Soapa” MacTavisha. Gra wprowadza też kilka innych postaci, zachowując typową dla cyklu narrację, rzucającą nas w różne części świata i wymuszającą różnorodne zadania. Jak zwykle działa to znakomicie.
Jedną z misji pokazujących, jak absurdalną siłą ognia zdarza się nam dysponować, jest „Persona Non Grata”, w której sterujemy UGV (Unmaned Ground Vehichle) – twórcy poszli tu ze swoją fantazją na tyle daleko, że dodali osiągnięcie za zniszczenie helikopterów wyłącznie przy użyciu granatnika.
Jeżeli zaś chodzi o rozmaite zadania, to m.in. ochraniamy rosyjskiego prezydenta. Misja przypomina nieco „Mile High Club” z pierwszego Modern Warfare, ale tym razem tempo jest jeszcze bardziej zabójcze, a w pewnym momencie mamy wrażenie, że nawet Bond wymięka przy sterowanym przez nas bohaterze.
new WP.player({ width:600, height:338, autostart:false, url: 'http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/d/3/c/d3c2f37fefd82917af816d18663ab132/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/single.mov', });Pierwsza misja w kampanii jednoosobowej bez komentarza. Film w wyższej rozdzielczości znajdziecie pod tym adresemChcemy czy nie, Call of Duty: Modern Warfare 3 będzie porównywane z nowym rozdziałem serii Battlefield. W przypadku kampanii single player Infinity Ward i współpracujące z nim studia wygrywają na wielu frontach z EA DICE. Przede wszystkim dlatego, że stworzone przez nie postacie faktycznie potrafią zapaść w pamięć, jeżeli nie za sprawą wyróżniających je cech charakteru, to chociażby dzięki wspólnie wykonywanym misjom. Nie ma mowy oczywiście o jakichś pogłębionych profilach psychologicznych, ale tacy a nie inni bohaterowie spełniają swoją rolę należycie.
Ba, nie jest tajemnicą, że z tej wirtualnej III wojny światowej nie każdy ujdzie z życiem. Niektórzy prawdopodobnie powiedzą, że część z bohaterów nie miała odpowiedniego, pełnego patosu zgonu. Ja tymczasem cenię sobie brak przesadnej pompy – prostota, z jaką giną tu ludzie, pokazuje, że i przypadkowy pocisk może być tym śmiertelnym.