Ich zdaniem te cztery słowa najlepiej opisują trzecią odsłonę przygód Maxa Payne'a. I choć samo określenie jest niezwykle trafne (rzeczywiście, nowy Max stara się być bardzo kinowy) punktuje także największe bolączki gry: wiernopoddańczy stosunek do przerywników filmowych i samouwielbienie scenarzystów.
Znakiem rozpoznawczym wszystkich gier o Maxie Payne'ie są strzelaniny w zwolnionym tempie. Rockstar jest z tego systemu tak dumny, że zastrzegł jego nazwę jako znak towarowy (pisany Bullet Time®). Największą zaletą tej mechaniki jest efektowność - wszystkie pojedynki wyglądają po prostu cholernie widowiskowo. Co więcej, dzięki kontroli nad czasem, kamerą i bohaterem gracz może sam reżyserować swoje sceny akcji. Na chwilę stać się reżyserem w stylu Johna Woo.
Pisał o tym Dominik Gąska w swojej recenzji:
To właśnie rozgrywka najbardziej zostaje w pamięci po skończeniu Maxa Payne’a 3. Gdy uporałem się z nim na normalnym poziomie trudności, od razu rozpocząłem zabawę na wyższym. Bo jeszcze nie miałem dość. Bo chciałem ciągle cieszyć się możliwościami dawanymi przez bullet time i dopracowane animacje postaci, dzięki którym mogłem poczuć się jednocześnie jak reżyser i aktor filmu akcji. Filmu akcji, którego prawdziwa treść nie leży w przedstawianej fabule – leży w strzelaninach, których historię opowiada sam gracz.
Wydawałoby się, że tak dopracowanego systemu nie da się zepsuć. Ale twórcom Maxa Payne'a 3 się udało. Zarzucając gracza przerywnikami filmowymi, odebrali mu bowiem poczucie, że ma na cokolwiek wpływ.
new WP.player({ width:600, height:338, autostart:false, url: 'http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/3/0/8/308bd6812fe165967262946e5b7c150b/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/max_payne_3_ql_gotowy.mov', });Gramy w Maxa Payne’a 3 i komentujemy. Film w wyższej rozdzielczości znajdziecie pod tym adresemRockstar za punkt honoru postawił sobie zadbać o każdą sekundę doświadczenia. Upewnić się, że żaden gracz nic nie przegapi. Dlatego każdy szczegół jest tu niesamowicie ważny. Każdy narracyjny detal, każdy dialog, wymiana prostych zdań – wszystkie drobiażdżki, które zazwyczaj gry dostarczają nam mimochodem w Maxie Payne’ie 3 oglądamy w niemożliwych do przerwania filmikach. Ktoś powie: "to detal", ale taka decyzja projektantów pociąga za sobą konsekwencje. Bo przez to Max Payne 3 jest wewnętrznie sprzeczny. Obiecuje graczowi fuchę reżysera, a następnie ustanawia nad nim upierdliwego producenta, czepiającego się każdej sceny. Dzięki temu rzeczywiście zapewnia obiecywane filmowe przeżycia – bardziej nawet niż Uncharted 3 manipuluje obrazem i spycha gracza do roli biernego widza - ale odbiera przy tym możliwość budowania własnego widowiska.
Bo czyja to opowieść, jeżeli nie mogę nawet przerwać filmiku. Czyją jest gra, w której nawet w trakcie zwykłych przekomarzanek władza nad kamerą zostaje mi odebrana. Gdy nawet otworzenie zwykłych drzwi muszę obejrzeć z fotela widza. Max Payne 3 zawodzi jako gra wideo – zachwycona swoim scenariuszem, zmusza nas byśmy wciąż ją doceniali. Ukróca kreatywność (często filmiki uniemożliwiają powtórzenie jakiejś sceny). Jakby panowie z Rockstar bali się, że gracz zechce po prostu grać.