A było się czego obawiać. Głównymi atutami pierwszej części, obok nieskrępowanej i realistycznej jak na swoje czasy brutalności, był cały szereg rewolucyjnych rozwiązań – fatality, „fotorealistyczna” grafika czy prosty do opanowania system sterowania.
Twórcy mieli z pozoru dwie możliwości: albo ubrać stare rozwiązania w nowe szaty i liczyć na sentyment graczy, albo stworzyć coś nowego i mieć nadzieję, że ich pomysły nie będą gorsze od tych sprzed 20 lat. NetherRealm wybrało jednak trzecią drogę – starało się znaleźć złoty środek.
I był to strzał w dziesiątkę! Ci, którzy pamiętają pierwsze odsłony, odnajdą się tutaj bez problemu. Po pierwsze – z powodu postaci: twórcy skupili się głównie na bohaterach trzech pierwszych części. Po drugie – dzięki sterowaniu, które powróciło do zasad sprzed lat – działa nawet większość combosów z pierwszego Mortal Kombat!
Jak przyjemnie czasem komuś…
Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy stare zasady sprawdzą się i dzisiaj, to z pewnością rozwiały się one tuż po pojedynkach. System walki jest wyważony i sprawia wiele frajdy zarówno początkującym, jak i zaawansowanym graczom (zgodnie ze złotą zasadą „easy to learn, hard to master”). Najgorzej sprawuje się właściwie jedyny nowy element starć, czyli specjalny atak „X-ray”. Dla niedoświadczonych zawodników jest on zbyt potężny, natomiast w trakcie potyczek lepszych graczy – za łatwy do przewidzenia i tym samym zablokowania. Poza tym nawet przy dużej umowności świata Mortal Kombat ciężko przyjąć, że wojownik może spokojnie kontynuować wymianę ciosów, jeśli przed chwilą przeciwnik połamał mu obie nogi, roztrzaskał czaszkę czy przez oczy wbił w mózg 30 centymetrowe ostrza.
new WP.player({ width:610, height:343, autostart:false, url: 'http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/c/8/9/c897dbd19aaa21cb13f42ef207a1d89c/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/Mortal_Kombat_Freddy_Character_Vignette.mov', }); Wersję wideo w wyższej rozdzielczości znajdziecie pod tym adresemNetherRealm nie mógł jednak przenieść kolejnego atutu „jedynki”, czyli fenomenalnej jak na początek lat 90. grafiki. Przyznam, że kolorowa, wręcz komiksowa oprawa ostatnich odsłon skutecznie psuła mi klimat zapamiętany z pierwszych części. Wprawdzie przedpremierowe screenshoty wydawały się wpisywać w ten trend, ale rzeczywistość okazała się bardziej łaskawa – nowe Mortal Kombat wygląda bardzo dobrze. Duża w tym zasługa płynnych i realistycznych (oczywiście na tyle, na ile pozwala przyjęta konwencja) animacji, które są chyba najlepszymi, jakie kiedykolwiek pojawiły się w bijatykach. Dobrze prezentują się też dopracowane modele postaci oraz nieźle zaprojektowane areny – wyróżnia się tu choćby Pit Bottom z fontannami krwi, które posoką brudzą wojowników.
Zresztą i bez tego często wyglądają oni jak po spotkaniu z walcem drogowym. Wystarczy mocniejsze uderzenie i w miejscu jego otrzymania pojawia się rozdarcie, które szybko może zmienić się w obficie krwawiącą ranę. Niejednokrotnie nawet zwycięzca pojedynku sprawia wrażenie osoby, która potrzebuje natychmiastowej pomocy szeregu lekarzy specjalistów.
Fabuła w bijatyce? Tak!
Same walki mogłyby się jednak szybko znudzić, gdyby twórcy nie postaraliby się o dobre tryby rozgrywki. Gracze i w tym aspekcie nie mają na co narzekać. Szczególnie sprawdził się tryb fabularny, który przedstawia historię alternatywną względem kanonicznych wydarzeń z uniwersum Mortal Kombat. Oczywiście szybko można zauważyć, że scenarzyści nie mają talentu pokroju Stanleya Kubricka, ale i tak nie jest źle, bo gorsze fabuły pojawiają się często w teoretycznie poważniejszych tytułach. A tutaj to przecież tylko pretekst, by obić facjatę kolejnemu przeciwnikowi.
Tryb fabularny można zaliczyć w kilka godzin, ale to nie koniec zabawy dla singli. Prawdziwy maraton stanowi „Wieża wyzwań”. Choć występowała już w pierwszej części, to nigdy nie była tak poważnym wyzwaniem dla graczy. Teraz czeka na nas bowiem 300 najróżniejszych zadań – czy to minigierek, czy walk w nietypowych warunkach (np. wojownikami bez… rąk). Nawet mortalowi weterani mogą mieć dużo problemów z co trudniejszymi misjami, co powoduje, że wieża to zabawa na długie godziny.
A jednak da się
Wiemy już, że Mortal Kombat to bardzo dobra gra, ale czy to wystarczy, aby stawiać ją na równi z największymi hitami 2011 roku? Tak. Zasługuje ona bowiem na wyróżnienie z jeszcze jednego powodu. NetherRealm jak nikomu innemu udało się powrócić ze starą marką i stworzyć produkt, który z jednej strony w pełni zadowoli fanów pierwowzoru, a z drugiej spełnia wymagania stawiane przed największymi współczesnymi produkcjami. Wielu tego próbowało i poległo – choćby tegoroczny Duke Nukem Forever – a nowe Mortal Kombat pokazało, że takie produkty mogą być dużo lepsze od odgrzewanych kotletów.