W gruncie rzeczy odpowiedź na takie pytanie znałem na długo przed wrzuceniem płytki do czytnika PlayStation 3, ponieważ pamiętając doświadczenia płynące z Yakuzy (w oryginale Ryū ga Gotoku) 1-4, doskonale wiedziałem czego się spodziewać. Ile błędów pojawi się w trakcie rozgrywki, jak często natrafię na niewidzialne ściany, jak archaicznie będą się prezentowały projekty poziomów. Przygody Kazumy Kiryu i jego znajomych w wydaniu na PlayStation 3 są bowiem doskonałym potwierdzeniem tezy, mówiącej o problemach Japończyków w umiejętnym opanowaniu generacji HD. Tylko co z tego?
Ano właśnie. Yakuza: Dead Souls, czyli spin-off cyklu skupionego na poczynaniach ex-yakuzy (chociaż nie tylko) zgarnął na Metacritic średnią ocen 63%, sprzedał się na całym świecie w ilości 520 tysięcy egzemplarzy (prawie 82% sprzedanego nakładu to Japonia) i można mu naprawdę wiele zarzucić. Ale, bo w końcu musi być jakieś „ale”, to również jedna z tych gier, które da się pokochać mimo widocznych niedociągnięć. Wystarczy spełnić jeden podstawowy warunek – trzeba uwielbiać serię Yakuza.
Nie wiem jak wielu jest w Polsce fanów przygód Kazumy Kiryu, ale nie da się ukryć, że mają one w sobie to „coś”, co przyciągało do gry jeszcze za czasów PlayStation 2. Wciągająca, wielowątkowa fabuła? Jest. Realistycznie (pomijając zmienione nazwy) oddana rzeczywistość współczesnego Tokio i innych japońskich miast? Jest. Kilka odsłon później ujawniła się kolejna zaleta, czyli spójność świata i przedstawionej historii. W każdej kontynuacji można zaobserwować zmieniających się z upływem lat bohaterów. Kiryu nie jest już takim samym młodzieńcem jak przed odsiadką w pierwszej części, a Haruka nie jest już małą dziewczynką. I tak samo jest w przypadku następujących po sobie wydarzeń. Odwiedzanie starych znajomych w wydanej po latach kontynuacji to dla fanów niesamowite uczucie. Wizyta w Stardust czy zakupy w Poppo to takie drobne przyjemności, które sprawiają ogromną frajdę, kiedy zdecydujemy się na ponowne odwiedzenie Kamurocho.
new WP.player({ width:610, height:343, autostart:false, url: 'http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/9/6/4/96418c044cdfdbb475d2275b1519d8c8/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/yakuza_ds_ql_gotowy.mov', });Yakuza: Dead Souls – gramy i komentujemy. Wersję wideo w wyższej rozdzielczości znajdziecie pod Po wydaniu czterech części głównego nurtu Yakuzy Sega postawiła na coś innego. Yakuza: Dead Souls, jako drugi stacjonarny spin-off, nie przebierała w środkach, by dostarczyć absurdalne (na pierwszy rzut oka) doświadczenie płynące z zabijania tysięcy zombie opanowujących ulice Kamurocho. Fani groteski lubujący się w zestawieniach pokroju ninja vs roboty czy zombie vs gigantyczne insekty z pewnością docenią poczynania ludzi mniej lub bardziej związanych z yakuzą walczących z nieumarłymi. I mutantami. W międzyczasie odwiedzając lokale z hostessami i salony gier.
Taka właśnie jest Yakuza: Dead Souls. Gra z jednej strony nie udaje, że chodzi w niej o coś więcej niż o strzelanie do zastępów zombiaków i bardziej wyszukanych potworów (choć przywodzących na myśl przeciwników z Resident Evil czy Left 4 Dead). Z drugiej zaś jest tym, czego oczekują fani serii. Po raz kolejny możemy bowiem odwiedzić Kamurocho, tym razem ograniczone strefami zakażenia. Rozwiązywać mnóstwo zadań pobocznych, brać udział w minigierkach, poznawać losy NPC-ów, rozwijać statystyki, kupować jedzenie w spożywczaku, bawić się z hostessami, grać na automatach…Sprostowanie do Kontry - są alternatywne ciuszki po skończeniu gry.Nie będę nikogo przekonywał na siłę, że MUSI zagrać w Yakuza: Dead Souls, bo to jedna z najciekawszych gier 2012 roku. Mimo że to właśnie ten tytuł wygrał w moim rankingu i trafił do tekstu, który właśnie czytacie, to jest z nim jeden malutki problem. Ta gra jest świetna wyłącznie dla osób przekonanych o tym, że jest świetna. Jeżeli słysząc tytuł Ryū ga Gotoku otwiera wam się szufladka ze wspomnieniami - znajdujecie się w gronie uprzywilejowanych osób, którym Yakuza: Dead Souls musi przypaść do gustu.
Sceptykom i nowicjuszom pragnącym poznać po latach serię Yakuza polecam zacisnąć zęby i zacząć od pierwszej części na PlayStation 2. Tegoroczna Yakuza: Dead Souls (w Japonii wydana w 2011 r. jako Of the End) jest produkcją niejako dla koneserów, doceniających złożoność świata i absurd głównego pomysłu na opowieść. Nie róbcie sobie krzywdy i nie zaczynajcie przygody z Yakuzą od spin-offu z zombie, bo może zaboleć. Tak sobie myślę, że do tej gry trzeba paradoksalnie dorosnąć – jak Kiryu, który zastąpił biały garnitur hawajską koszulą, a sierociniec na Okinawie stał się jego domem w miejsce dzielnicy czerwonych latarni. Jak do tego doszło – warto przekonać się samemu.