Jesteście zadowoleni z otwarcia Bulletstorma? Konkurencja na rynku shooterów w pierwszym kwartale 2011 była olbrzymia.
Adrian Chmielarz: Ucieszyło mnie to, że o ile w Anglii w pierwszym tygodniu przegraliśmy z Killzone 3, w drugim i trzecim wygraliśmy. To taki nasz prywatny pojedynek, bo ukazaliśmy się w tym samym dniu. Mam nadzieję, że Bulletstorm będzie miał taki przebieg jak Borderlands albo Left 4 Dead, które nie miały jakiegoś niesamowitego otwarcia, ale sprzedaż szła stabilnie przez dłuższy czas. Jak dobijemy do miliona, to będziemy pili z radości, bo w dzisiejszych czasach to wcale nie jest takie proste – pamiętam jeszcze trzy lata temu gdy ktoś sprzedał półtora miliona, to było takie „no OK, żaden wyczyn”. Ale czasy się zmieniły.
Nikt specjalnie nie wie, co się ostatnio stało na rynku. Bo gdyby nawet Bulletstorm dostał w dupę, a Killzone 3 zarządziło... Tymczasem tak nie jest, sprzedali znacznie mniej niż dwójki. A przecież gra jest wyraźnie lepsza, jest więcej konsol, parę milionów ludzi kupiło PlayStation Move... No to o co chodzi?
Co nas cieszy, to sporo dyskusji, jakie toczą się w internecie na temat Bulletstorma. Portal branżowy next-gen.biz prowadzi monitoring dyskusji i komentarzy na forach i portalach odnośnie topowych gier – na pierwszym miejscu jest co prawda Call of Duty: Black Ops, ale Bulletstorm jest na drugim miejscu (ostatnio zepchnęły go na czwarte dwa nowe Pokemony – red.), przed Killzone 3. Ludzie grają, rozmawiają, komentują – to dobrze, buzz się nakręca.
BulletstormBulletstormowi jako nowej marce niełatwo było przebić się pośród licznych sequeli uznanych, komercyjnych tytułów.
Gracze z całego świata opowiadają, że chcą czegoś nowego, bo już mają dość tego i tamtego, a to wszystko guzik prawda. Jest parę osób, które naprawdę tego potrzebują, a pozostali kupują czwórkę, piątkę, szóstkę, bo wiedzą mniej więcej czego się spodziewać. Ja nie mówię, że to jest źle, to jest rzecz absolutnie normalna. To jak z pizzą – kupujesz i obiecujesz sobie, że za tydzień pójdziesz jeść gdzie indziej, ale przychodzi ta sobota i nie starasz się za wszelką cenę szukać nowej pizzerii, która być może będzie miała lepszą pizzę. Tak po prostu jest i już, nie mam z tym problemu. Poza tym w czasach kryzysu ludzie kupują w pierwszej kolejności pewniaki – wiedzą, że wycisną z takiego Call of Duty: Black Ops setki godzin w multi, bo ma mnóstwo trybów i nigdy nie zabraknie partnerów do zabawy.
***Kiedy rozmawialiśmy w grudniu, wspominałeś o tym, że o Bulletstormie będzie głośno. Faktycznie – było i jest. ***
Adrian Chmielarz: To, co dzieje się przy Bulletstormie, z naszego punktu widzenia, to są rzeczy po prostu szalone. Za chwilę Snoop Dogg będzie grał darmowy koncert sponsorowany przez Bulletstorma. Dla mnie to abstrakcja, Snoop i Bulletstorm? Ten Snoop? No bez jaj. Albo sierżant z "Full Metal Jacket" Kubricka, który pojawiał się w filmowych reklamówkach Bulletstorma. Dzieją się rzeczy faktycznie wielkie, choć wszystko ma swoje plusy i minusy.
Jakie?
Adrian Chmielarz: Plusem na pewno jest rozpoznanie marki, tzw. „awareness” – wielu ludzi dzięki temu usłyszało o Bulletstorm. Ale są też i minusy, bo gdy analizujemy recenzje, bardzo często pojawia się w nich słowo „niespodzianka”. Recenzentom wydawało się, nie wiem dlaczego, że w Bulletstorm nie będzie scenariusza, że gra będzie traktować o męskich przyrodzeniach czy inne podobne absurdy. A tu proszę, okazuje się, że to fajna strzelanina z konkretną fabułą. Będziemy teraz jeszcze walczyć, by to pokazać, uwypuklić – w czym pomagają także recenzje. Jeśli największy magazyn o grach na świecie, czyli Game Informer, wybiera Bulletstorm grą miesiąca, oceny mamy w okolicach dziewiątki i ponad, no to jest o co się bić.